KokpitKibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Tenis
  • Zimowe

Woda i wóda. To wystarczy. Polakom włącza się nieśmiertelność

Przerażenie, chaos. Ludzie zebrani na plaży w Zawadach, na warszawskim Wilanowie, rzucili się w stronę brzegu. Wskazywali palcem na miejsce, gdzie dopiero co widzieli mężczyznę. I w pewnym momencie stracili go z oczu.
Marek Wawrzynowski
Marek Wawrzynowski
Akcja ratunkowa na terenie zbiornika retencyjnego East News / ANDRZEJ SZKOCKI/POLSKA PRESS/Polska Press / Akcja ratunkowa na terenie zbiornika retencyjnego

Jakiś czas jednak już minął, więc Łukasz Matyśkiewicz, sierżant sztabowy z Komisariatu Policji Warszawa Wilanów, razem z kolegami i strażakami niewiele mogli zrobić, jedynie zarządzić poszukiwania ciała.

- Ten pan chciał przepłynąć nago na drugą stronę. Uznał, że jest blisko na drugi brzeg i bez problemu da radę. Pani, która z nim była, na chwilę się odwróciła, żeby coś wziąć. A gdy spojrzała znowu w stronę rzeki, jej przyjaciela już nie było - opowiada sierżant Matyśkiewicz.

Matyśkiewicz na co dzień jest piłkarzem SKS Potworów, drużyny, która właśnie wywalczyła awans do radomskiej ligi okręgowej. Ma za sobą nawet mecze w III i IV lidze. Gra na środku pomocy. I to w tej historii nie jest bez znaczenia.

ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: przyjął piłkę na własnej połowie, a potem... Coś nieprawdopodobnego!

- Tak naprawdę sam miałem kiedyś "przygodę" nad morzem. Popłynąłem po piłkę, która za daleko wypłynęła, porwała mnie duża fala i miałem chwilę strachu. Uratował mnie sport. Spokojna głowa, wyszkolenie i dałem radę. Nie ukrywam, że gdybym nie uprawiał sportu, nie pływał, nie grał w piłkę, to byłby problem. A gdyby do tego doszedł alkohol, to już szanse na przeżycie byłyby minimalne - mówi Matyśkiewicz.

I dodaje: - Ludzie nie mają siły, wydolności, jeszcze dochodzi alkohol i prawdopodobieństwo zagrożenia wzrasta. Drastycznie.

Łukasz Matyśkiewicz / archiwum prywatne Łukasz Matyśkiewicz / archiwum prywatne
Woda i wóda

Alkohol w takich sytuacjach występuje jednak bardzo często. W 2020 roku według statystyk policyjnych utonęło 460 osób, z czego 113 będąc pod wpływem alkoholu.

W tym roku od czerwca zanotowano już ponad 100 utonięć. Kilkanaście lat temu popularna była wypowiedź policjanta z serwisu informacyjnego: "Typowi Polacy, woda i wóda". Przez lata wiele się w tej kwestii nie zmieniło.

- Mamy okres urlopowy, ludzie jeżdżą masowo nad wodę. Lubią odpocząć zrelaksować się. I zamiast butelki wody biorą ze sobą butelkę piwa. A po alkoholu wiadomo, włącza się tryb nieśmiertelność - opowiada Matyśkiewicz.

Opowiada o zeszłorocznej interwencji nad Jeziorkiem Czerniakowskim. Normalnie są tu ratownicy, wieczorem niestety już nie.

- Wtedy przychodzą młodzi ludzie, piją piwo i lubią popływać. Tak było z tym facetem. Poszedł popływać i w pewnym momencie zniknął z pola widzenia. Gdy go wyłowiliśmy było za późno. Oczywiście okazało się, że poszedł pływać, będąc pod wpływem - zaznacza policjant.

Mężczyzna, który zniknął w Wiśle na Wilanowie, również był kompletnie pijany. Miał jednak sporo szczęścia.

- Jakiś czas później pewien wędkarz łowiący ryby pod Mostem Łazienkowskim bardzo się zdziwił, gdy niedaleko niego na plażę wyszedł kompletnie nagi i skrajnie wyczerpany mężczyzna. Ten facet miał wielkie szczęście. Prąd go poniósł, przepłynął dobre 10 kilometrów. Uratowało go to, że był dość silny, młody, bo poniżej 40 lat. Ale nie wszyscy mają tyle szczęścia - mówi policjant.

Sport to nie tylko wydolność

Statystka jest brutalna. Według policyjnych danych zdecydowana większość przypadków tonięcia kończy się śmiercią. Jedynie około 4 procent osób udaje się uratować.

Wakacje to dla polskiego turysty trzy główne kierunki, z czego dwa związane z wodą. W 2020 roku nad polskim morzem wypoczywało 1,5 miliona osób, w tym roku można spodziewać się, że będzie to o kilkanaście procent więcej. Według danych z 2019 roku 62 procent Polaków, którzy decydują się na spędzanie wakacji w Polsce, wybiera się nad morze lub na Mazury. 29 procent jeździ w góry.

- Z obserwacji mogę powiedzieć, że świadomość w górach jest obecnie znacznie większa niż kiedyś, rzadko spotyka się już turystów w klapkach - mówi Piotr Pacholski, starszy sierżant z komisariatu w Czerwionce-Leszczynach, a na co dzień środkowy obrońca ROW Rybnik. A kiedyś nawet zawodnik I-ligowego GKS Jastrzębie.

Piotr Pacholski / archiwum prywatne Piotr Pacholski / archiwum prywatne
- O interwencjach policji w górach trudno mówić, to nie nasz obszar. Aczkolwiek z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że wybrałem się kiedyś na Orlą Perć, nie przygotowałem się wystarczająco, jeśli chodzi o prowiant, i miałem trudne chwile. Wtedy pomógł mi sport. Sport to nie tylko wydolność, ale też kształtowanie charakteru. Wiele osób w takiej sytuacji mogłoby się poddać. Ja spokojnie odczekałem, zanalizowałem sytuację, zweryfikowałem plan - mówi Pacholski.

Nie są to może przypadki regularne, ale zdarza się, że organizmy turystów nie wytrzymują wędrówek. A to może skończyć się śmiercią.

- Ważne jest, żeby uprawiać sport w miarę regularnie. Wtedy znasz lepiej swój organizm. Jeśli siedzisz w biurze 8 godzin, a potem na kanapie, to z dnia na dzień nie zostaniesz sportowcem amatorem. Grając w piłkę, potrafię wyczuć, co mogę, czego nie. Dlatego warto amatorsko uprawiać jakiś sport. To pozwoli realnie ocenić siły - zaznacza Łukasz Matyśkiewicz z KSP.

Nie można jednak siedzieć całych wakacji na urlopie. Miasto też ma swoje "uroki".

- Wakacje to czas, gdy musimy mieć wzmożoną czujność. Nie tylko nad wodą. Pogoda sprzyja uprawianiu sportu, na ulicach pojawia się pełno rowerzystów. Dla wielu nie jest to codzienność i wielu sytuacji nie rozumieją. Są zderzenia z pieszymi, z innymi rowerzystami. Ostatnio na Moście Gdańskim po zderzeniu starszy pan tak nieszczęśliwie upadł, że wpadł głową w metalową barierkę i nie przeżył. Główna zasada jest taka, że musisz zachować ostrożność zawsze, nawet gdy masz zielone światło. Na tzw. prawoskrętach cały czas są wypadki. Zderzenie z samochodem nie jest dla rowerzysty niczym przyjemnym - zaznacza Matyśkiewicz.

Do trzech razy śmierć >>
Życie wisi na sześciomilimetrowej lince i kosztuje 3,5 tys. zł >>

Polub SportoweFakty na Facebooku
Zgłoś błąd
WP SportoweFakty
Komentarze (2)
Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
×