Przegrali po karnych. To usłyszeli od trenera

Zdjęcie okładkowe artykułu: Materiały prasowe / Orlen Superliga / Zepter KPR Legionowo
Materiały prasowe / Orlen Superliga / Zepter KPR Legionowo
zdjęcie autora artykułu

- Powiedziałem drużynie w szatni, żeby nie załamywali głów, bo nie mają się czego wstydzić - przyznał trener Zepter KPR Legionowo Michał Prątnicki. Jego podopieczni w 23. kolejce ORLEN Superligi przegrali po karnych z Corotop Gwardią Opole 35:37.

Od dłuższego czasu wiadome jest, że Zepter KPR Legionowo będzie musiał walczyć o utrzymanie w ORLEN Superlidze mężczyzn. Mimo że zespół ten w ostatnich meczach domowych prezentuje się bardzo dobrze, to spadł na ostatnie miejsce po zwycięstwach Energa Wybrzeża Gdańsk.

Obecnie drużyna z Legionowa traci do gdańszczan punkt. Mogło być inaczej, gdyby w meczu 23. kolejki udało im się pokonać Corotop Gwardię Opole. W regulaminowym czasie gry oba zespoły zdobył po 33 bramki, ale w serii rzutów karnych górą byli goście (4:2, relacja TUTAJ).

- Mecz nie był ładny sportowo, ale mógł się podobać kibicom, bo były emocje do końca. Karne to loteria, ja jestem dumny ze swojej drużyny. Jeszcze niedawno przychodziliśmy tutaj po 11 czy 12 porażkach, teraz żałujemy, że nie zdobyliśmy kompletu punktów w trzecim domowym meczu z rzędu, gdzie mogliśmy go wygrać. To jest budujące i pokazuje, w jakim miejscu jesteśmy teraz - powiedział po zakończonym spotkaniu trener KPR-u Michał Prątnicki na konferencji prasowej.

ZOBACZ WIDEO: "Cudowna dziewczyna". Tymi zdjęciami Brodnicka zachwyciła

Szkoleniowiec nie ukrywał zadowolenia z postawy swoich podopiecznych. Nie składa również broni w kontekście pozostania w elicie, które, biorąc pod uwagę ostatnią formę legionowian, jest na pewno do osiągnięcia.

- Powiedziałem drużynie w szatni, żeby nie załamywali głów, bo nie mają się czego wstydzić. Fajny mecz, drużyna z Opola ma więcej doświadczenia, zwłaszcza w drugiej linii. Mają swoje problemy, my też, ale nie będziemy narzekać tylko cały czas walczyć do upragnionego celu, czyli utrzymania. Wierzę, że moja drużyna to zrobi i klub dalej będzie progresował i się rozwijał - przyznał 37-latek.

Z kolei skrzydłowy gospodarzy Michał Klapka zwrócił uwagę na ofensywę rywali. - Dało się odczuć presję pod kątem ich ataku, bo nasza obrona zagrała zdecydowanie na plus, ale mimo to drużyna z Opola była bardzo konsekwentna i często kończyła akcje bramkami. Należą im się gratulacje, bo grali bez lidera, czyli Piotra Jędraszczyka - podkreślił.

Mimo że ostatecznie KPR zgarnął tylko jeden punkt 25-latek nie miał wątpliwości, że po czasie drużyna spojrzy na wynik meczu z Gwardią inaczej niż na gorąco. Zwłaszcza, gdy pomoże utrzymać się w ORLEN Superlidze.

- Myślę, że ten punkt z perspektywy czasu będzie naprawdę bardzo cenny. Teraz oczywiście jest żal, szkoda karnych, które były loteryjne. Boli końcówka i te niewymuszone straty, ale pomimo kontuzji dwóch bocznych rozgrywających pokazaliśmy hart ducha, że zasługujemy by być na tym poziomie i wierzę, że ten mecz będzie dobrym zwiastunem w kwestii przyszłości - zakończył Klapka.

Przeczytaj także: Trener Gwardii przyznał to wprost. "Jesteśmy swoim największym wrogiem"

Źródło artykułu: WP SportoweFakty
Komentarze (0)