KokpitKibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Tenis
  • Zimowe

Jacek Będzikowski: Ciągle płacimy frycowe

Po czterech kolejkach PGNiG Superligi, drużyna Mebli Wójcik Elbląg wciąż legitymuje się zerowym dorobkiem punktowym. - W ostatnich dwóch meczach nie wykorzystaliśmy szansy na zwycięstwo - powiedział jej trener, Jacek Będzikowski.
Wiktor Gumiński
Wiktor Gumiński

Rywalami elblążan w spotkaniach, o których wspomniał szkoleniowiec, były SPR Stal Mielec i KPR Gwardia Opole, a więc zespoły o podobnym potencjale. Po przegranym 18:21 starciu na Podkarpaciu, Będzikowski podkreślał, że po niezłych występach z potentatami - Orlen Wisłą Płock (24:29) i Vive Tauronem Kielce (20:26) - jego podopieczni zaprezentowali się słabo. 

W Opolu gracze Mebli Wójcik długimi fragmentami prowadzili z przeciwnikiem bardzo wyrównaną walkę, ale ostatecznie ponownie przegrali różnicą trzech trafień (21:24).

- Zagraliśmy na pewno lepiej niż w Mielcu, bo gorzej się nie da. W meczu z Gwardią głównie goniliśmy wynik, ale nie był to jakiś wielki kłopot. Naszym największym problemem była nieskuteczność przy stuprocentowych sytuacjach. Nie zamieniliśmy na bramkę czterech rzutów karnych i przynajmniej takiej samej liczby sytuacji sam na sam - wyjaśnił Będzikowski.

Przy większości zmarnowanych szans na zdobycie gola, zawodnikom z Elbląga mocno dawał się we znaki bramkarz Gwardii Adam Malcher. Przez pełne 60 minut prezentował on między słupkami bardzo wysoką dyspozycję, niejednokrotnie pozwalając złapać opolanom oddech w newralgicznych momentach.

- Rzucaliśmy zbyt łatwo. Odpowiedź jest prosta, jeżeli golkiper broni dziesięć sytuacji sam na sam, wliczając w to rzuty karne. To zrobiło różnicę, bo rywal, choć bardziej doświadczony, był w naszym zasięgu. Niestety, na poziomie ekstraklasy ciągle płacimy frycowe. W decydujących momentach zabrakło nam skuteczności, chłodnej głowy i doświadczenia - dodał 43-letni szkoleniowiec.

Na początku drugiej połowy rywalizacji z Gwardią doszło do nieciekawie wyglądającej sytuacji z udziałem jednego z jego zawodników. Lewoskrzydłowy Grzegorz Dorsz uderzył się głową w ścianę i przed dłuższą chwilę nie wstawał z boiska.

- Trochę krwi się polało, ale wszystko wyglądało straszniej niż w rzeczywistości. Grzegorz ma założone cztery szwy, ale na szczęście nie doznał żadnego poważniejszego urazu głowy. Należy jeszcze chwilę odczekać, ale myślę, że powinien być gotowy już na kolejne spotkanie - zapewnił Będzikowski.

Następnym ligowym rywalem Mebli Wójcik będzie Górnik Zabrze (28 września, godz. 18:30).

ZOBACZ WIDEO: Iwan o Legii: klub jest w trudnym momencie, ale te problemy lada moment się zakończą

Polub Piłkę Ręczną na Facebooku
Zgłoś błąd
inf. własna
Komentarze (0)
    Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
    ×
    Sport na ×