Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Tenis
  • Zimowe

Tobias Reichmann: Dzięki Vive nie wykonałem kroku w przód. Wykonałem trzy lub cztery

- Dzięki transferowi do Vive nie wykonałem kroku w przód, zrobiłem ich od razu trzy lub cztery - mówi przed niedzielnym meczem Ligi Mistrzów z Rhein-Neckar Loewen skrzydłowy Vive, Tobias Reichmann.

Maciej Szarek
Maciej Szarek
PAP/EPA

WP SportoweFakty: Początek sezonu był z pewnością trudny dla wielu graczy. Jak samopoczucie?

Tobias Reichmann: Fakt, po igrzyskach czułem się średnio. Głowa była już do przesady wypełniona piłką ręczną, nie pamiętam kiedy mieliśmy czas na dłuższy odpoczynek. Do tego forma fizyczna również odbiegała od wymarzonej. Teraz jednak wszystko wróciło już do normy. Cieszę się grą i czekam na kolejne spotkania, żeby móc grać jeszcze lepiej.

Jak dotąd Vive nie może znaleźć na sobie mocnych. Co stoi za tak dobrym startem rozgrywek w waszym wykonaniu?   

- To prawda, od początku sezonu jesteśmy w dość dobrej formie. Cieszy, że potrafimy utrzymywać dobra dyspozycję i konsekwentnie budować coraz wyższą. Ten rok może być trudny: wygraliśmy Ligę Mistrzów i wiemy, że musimy pracować jeszcze ciężej, by dojść do Final Four ponownie. Może i czasem zdarzały nam się już gorsze, żeby nie powiedzieć słabe momenty, ale mimo tego i tak zdołaliśmy ostatecznie wygrać wszystkie mecze. To jest najważniejsze.

W Lidze Mistrzów cztery spotkania - cztery zwycięstwa. Które z nich było najtrudniejsze?

- Zdecydowanie to w Szeged. Gdy grasz mecze na wyjeździe, zwłaszcza na tak "gorącym terenie" jak na Węgrzech, naprawdę trudno o punkty. Zagraliśmy jednak bardzo dobrze, na dużej koncentracji i w pełni zasłużyliśmy na to zwycięstwo. Ciężkie było także ostatnie spotkanie przeciwko Celje. Zmagamy się z licznymi kontuzjami i to stanowi pewne utrudnienie, udało nam się jednak pokonać Słoweńców głownie dobrą obroną. W niedzielę natomiast, przeciwko Rhein-Neckar Loewen, czeka nas najtrudniejsze zadanie. Musimy zagrać najlepszy mecz w sezonie.

ZOBACZ WIDEO Zapłakany, chciał uciekać. Oto początki Cristiano Ronaldo. Wróci jeszcze do domu?

Pan niemieckich rywali powinien znać najlepiej. Mogą czymś zaskoczyć?  

- Nie sądzę, nie zmienili się zbytnio w stosunku do poprzedniego sezonu. Latem nie zrobili rewolucji w składzie, pozostał ten sam trener. Tak jak przed rokiem czeka nas zacięta walka przez 60 minut. Ich główną bronią jest twarda obrona i kontrataki kończone przez znakomitych skrzydłowych. Przede wszystkim musimy zagrać niebywale uważnie i nie popełniać prostych strat. Niemcy czekają tylko na nasze błędy, to przy ich stylu woda na młyn.

Wspomniał pan o skrzydłowych. W ostatnim spotkaniu (wygranym przeciwko Stuttgartowi w Bundeslidze) zdobyli oni dla "Lwów" aż 15 bramek. Sobotni mecz może przerodzić się więc w batalię skrzydłowych?

- Może. Oby. A na poważnie, to najważniejsze jest zawsze tylko zwycięstwo całego zespołu. Nie ma znaczenia kto będzie zdobywał bramki, naszą siłą ma być gra kolektywna. Jak już mówiłem kluczem do zwycięstwa będzie obrona i maksymalne ograniczenie prostych strat. Należy zwrócić uwagę na błyskawiczny powrót do defensywy - Niemcy uwielbiają grę "szybkim środkiem".

Gra przeciwko niemieckim zespołom jest dla pana czymś szczególnym? Dodatkową motywacją, czy może pewnym dyskomfortem?

- Oczywiście. Moje pochodzenie nie jest tutaj bez znaczenia i takie spotkania mają dla mnie szczególny wydźwięk. Z drugiej strony jednak to po prostu kolejne spotkanie i kolejny mecz do wygrania. Jak zawsze liczy się tylko triumf, szczególnie przeciwko Niemcom.

W zeszłym sezonie zachwycił Pan efektownym sposobem rzutu ze skrzydła. Jak narodził się ten pomysł?

- Nie ukrywam, że dużo próbowałem na treningach. Co ciekawe, za pierwszym razem nie zdobyłem bramki. Wymyśliłem sobie jednak ten sposób i udało mi się go na tyle opanować, że obecnie chętnie z niego korzystam. To niezła pułapka dla bramkarzy.

Teraz, kiedy moje trafienia zostały kilka razy dzięki temu nominowane do TOP 5 goli kolejki, golkiperzy są już nieco bardziej wyczuleni na tego typu rzuty, ale przez to otwierają się kolejne możliwości do zdobycia bramki. Rzucanie ze skrzydła to wieczna zabawa z bramkarzem.

Latem zmienił się w klubie pański konkurent na prawym skrzydle - Ivana Cupica zastąpił Darko Djukić. Serb może dorównać Chorwatowi?    

- Oczywiście. Darko to bardzo dobry zawodnik - miły człowiek oraz wielce utalentowany gracz. Jego wielką siłą jest młodość, perspektywiczność. Jeśli będzie nadal dobrze pracował, może zostać jednym z najlepszych.

Poprzedni rok był dla pana wyjątkowy. Złoto Ligi Mistrzów, wygrane Euro, a potem medal igrzysk - marzenie każdego sportowca.

- O tak! To był niezapomniany czas. Z Vive wygraliśmy wszystko, co było możliwe, z reprezentacją nie było wcale gorzej. Przede wszystkim omijały nas kontuzje. Oczywiście chciałbym dalej kontynuować to pasmo sukcesów, ale teraz to już jedynie historia. Musimy patrzeć w przód i sprawić, by ten rok nie był gorszy od poprzedniego.

Po trzech latach opuści pan jednak drużynę z Kielc. Mając tyle tytułów na koncie na pewno dobrze będzie pan wspominał czas spędzony w Vive.

- Bez dwóch zdań. To była najlepsza sportowa decyzja jaką podjąłem w życiu. Spotkałem tu wielkich zawodników, wybitnych trenerów. Wyjeżdżając do Kielc pierwszy raz opuściłem swoją ojczyznę, ale nie żałuję ani trochę. Drugi raz zrobiłbym dokładnie tak samo. Dzięki transferowi do Vive nie wykonałem kroku w przód, zrobiłem ich od razu trzy lub cztery.

A jednak wraca pan do kraju.

- Nie jestem sam - mam żonę, dwójkę dzieci, i muszę myśleć przede wszystkim o nich. Niestety, woleliby wrócić do ojczyzny, w Polsce nie czują się w pełni komfortowo, więc musimy myśleć jako cała rodzina. Dlatego decyzja: wracamy.

Z drużyny triumfatora Ligi Mistrzów przeniesie się pan do ekipy ze środka tabeli Bundesligi. Dlaczego właśnie Melsungen?

- To prawda, nie należą do ścisłego topu, ale mają wielkie możliwości. Myślę, że mamy w przyszłości szansę nawet na udane występy na arenie międzynarodowej. W Melsungen grają bardzo dobrzy i doświadczeni gracze, którzy często występują w swoich reprezentacjach. Liczę, ze będzie to kolejny krok w mojej karierze, teraz pozostaje tylko poczekać i zobaczyć co przyniesie przyszłość i czy był to dobry wybór.

Jest więc coś czego nie zrobił pan jeszcze, a chciałby, zanim odejdzie z Vive?

- Tak! Obronić tytuł Ligi Mistrzów!

Rozmawiał Maciej Szarek 

Czy Vive Tauron Kielce zdoła pokonać Rhein-Neckar Loewen?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Polub Piłkę Ręczną na Facebooku
Zgłoś błąd
inf. własna
Komentarze (20)
  • Arkady 241 Zgłoś komentarz
    Szkoda Tobiasa jak cholera... zostawia nas najlepszy prawoskrzydłowy świata. Tak, najlepszy. Kiedyś czytałem wywiad z Tobiasem i mówił że jest przygotowany na to że jego dzieci mogą
    Czytaj całość
    iść do Polskiej szkoły ale było wiadome że jego partnerka ma problemy z aklimatyzacją. Moim zdaniem to ona jest głównym czynnikiem który sprawił że nie przedłuży on kontraktu z ekipą Vive, bo on się znakomicie w Polsce czuje i na pewno chciałby zostać. Niektórzy powiedzą że pycha ale tak naprawdę, to Kielce wykreowały go jako najlepszego prawoskrzydłowego. W Niemczech takiej szansy nie miał będąc w słynnej Kilonii. Chociaż moim zdaniem kariera Tobiasa może dobiec końca z prostego względu. Nie oszukujmy się, Metsulgen to nie jest klub klasy Magdeburga, Flensburga, Kiel czy Fuchse. Co jeden Reichmann poradzi? Że nagle Metsulgen zacznie pukać do europejskich pucharów? Owszem jeden zawodnik może zadecydować o losie meczu, jednak nie w każdym meczu i wątpię by przez cały sezon Tobias tak dał radę. Zawodnik tej klasy bez problemu by znalazł chętnych na zatrudnienie z Veszprem, PSG czy RNL na czele, a jednak wybrał beniaminka. Chociaż życzę mu jak najlepiej bo widać że wspaniały z niego człowiek, jednak wątpię by w Metsulgen zrobił wynik.
    • Monter77 Zgłoś komentarz
      Nie czaje. Jak Kielc nie trawie to wiem , że swoim graczom zapewniają cieplarniane warunki. Reichmann, na to wychodzi, że jest pantoflem, nie wierze, ze za tą kasę jaką zarabia w
      Czytaj całość
      Kielcach nie byłby w stanie kształcić dzieci po niemiecku. Może babie za mało multi-kulti w Kielcach. Bert kup mu cygańska kapele po domem i tureckiego ogrodnika i będzie git. I co 2 tygodnie grupki "uchodźców" podpalających samochody i śmietniki
      • pawo24 Zgłoś komentarz
        A mi tak po ludzku to jest szkoda Tobiasa.Widać z wywiadu,że on chciał zostać,ale jego żona powiedziała weto.Czołowy zawodnik świata,który mógł grać wszędzie odchodzi do
        Czytaj całość
        przeciętnego klubu.Ale dziwię sie też,że wybrał Melsungen.Nie wierzę ,że nie dogadałby sie powiedzmy z Kiel,RNL,Flensburgiem,czy chociażby Fuchse jeśli juz miał wracać do Niemiec.Ale widoczne żona chciała mieszkać w Melsungen,bo może z tamtąd pochodzi?Tobias wybral rodzinę i nie będe tego oceniał,ale wiążąc się ze sportowcem trzeba być przygotowanym na takie życie,zwłaszcza,że kariera sportowca nie jest długa.
        • asport Zgłoś komentarz
          Podpisując kontrakt z Melsungen, Reichmann tym razem podjął fatalną decyzję pod względem sportowym. Pójdzie do średniego klubu niemieckiego, czyli wróci niemal w takie samo miejsce
          Czytaj całość
          sportowe, w którym był (Wetzlar) przed przyjściem do Kielc. Jeśli jeszcze wraz z rodziną zadomowi się w Melsungen na stałe, na co się zanosi, to zdaje się że będzie po jego wielkiej karierze, w jaką właśnie wkroczył.
          • warjato Zgłoś komentarz
            Kawał gracz, wielkie osłabienie Kielc no chyba że się uda sciągnąc Janca to jakoś to zrekonpensuje choc po ostatanich wypowiedziach Servasa zaczynam wątpić w przebicie bogatszych.
            • miasto vicemistrzów Zgłoś komentarz
              Jeszcze dodam, że przez cały okres gry w Iskrze nie został opluty przez "najlepszych" w Plocku....No chyba, że coś ukrywa...
              • Marco Polo Zgłoś komentarz
                Szkoda ,że zmienia klub. Potencjalni następcy - Balz Janc , Josip Eres, Mario Sostarić .
                • Czarcik Zgłoś komentarz
                  Z mało znanego zawodnika, który był "drugim" w klubach i "którymś tam" w kadrze stał się numerem jeden. A wszystko dzięki temu, że przyjechał do nas :). Szkoda, że odejdzie, ale
                  Czytaj całość
                  rodzina to jest ten powód dla którego warto żyć i się starać, tak że żałujemy, ale rozumiemy. Mam nadzieję, że będziesz razem z nią miło wspominał czas spędzony w Polsce i Kielcach. Ale to dopiero po sezonie, teraz spełnienia marzeń - czyli [b]obrońmy ten tytuł![/b].
                  • Jasna Strona MOCY Zgłoś komentarz
                    Tobi - Obi-Wan Kenobi. . Przesympatyczny gościu. Aż dziwne że to bodajże pierwszy wywiad przeprowadzony z nim przez cały czas pobytu. Przynajmniej ja innych nie pamiętam. Bardzo będzie go
                    Czytaj całość
                    brakowało. Udał nam się ten transfer i on również widać bardzo zadowolony. Ach, gdyby nie te baby...
                    Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
                    ×
                    Sport na ×