Przygoda Jakuba Przygońskiego z X-raidem trwała pięć lat i obfitowała w mnóstwo sukcesów. Kierowca Orlen Team w roku 2018 zdobył Puchar Świata w rajdach cross-country i sukcesywnie piął się po szczeblach w Rajdzie Dakar. W edycji sprzed roku dojechał do mety na czwartej pozycji.
Dlatego Przygoński celował w styczniu 2020 roku w wywalczenie miejsca na podium. Jednak już na pierwszym etapie zawiodła skrzynia biegów w jego MINI, przez co reprezentant Orlen Team stracił niemal sześć godzin na środku pustyni. To pogrzebało jego szanse na dobry rezultat.
Kilka dni później Przygoński miał kolejne problemy techniczne - tym razem w jego terenówce zawiodło wspomaganie kierownicy. Polak musiał pokonać ponad 300 km trudnej trasy bez tego udogodnienia.
ZOBACZ WIDEO: Rafał Kot krytycznie o szkoleniu młodych skoczków. "Przepaść sprzętowa jest ogromna. Nie ma zaplecza"
Na pozostałych etapach polski kierowca był w stanie jechać tempem ścisłej dakarowej czołówki, co tylko pokazało, że jego zapowiedzi o walce o podium nie były przypadkiem.
Przygoński zamierza nadal startować w rajdach terenowym, również w tym najtrudniejszym - Dakarze. Dlatego przed zawodnikiem Orlen Team wybór nowego samochodu. Niewykluczone, że będzie to Toyota, która w ostatnich latach była w stanie jako jedyna rzucić wyzwanie X-raid i szykowanym przez niemiecką firmę MINI.
Przed kolejną edycją Dakaru, do której dojdzie w styczniu 2021 roku w Arabii Saudyjskiej, możliwe są zmiany w przepisach. Coraz częściej mówi się o ograniczeniu roli konstrukcji buggy, które ze względu lekką konstrukcję zyskują przewagę w trudnym terenie. Przygoński w ostatnich latach startował za kierownicą MINI z napędem 4x4, który jest znacznie cięższy i na szybkich i prostych odcinkach nie miał szans z MINI. Podobny problem ma Toyota.
Czytaj także:
Pieniądz nie śmierdzi. Jak F1 ignoruje prawa człowieka
GP Chin we wrześniu albo październiku. Wszystko z powodu koronawirusa