Gardini odchodzi ze Skry. Mówi o prowizorce i specyficznych relacjach z zarządem

Po kilkunastu miesiącach pracy, Andrea Gardini opuszcza PGE GiEK Skrę Bełchatów. W rozmowie z TVP Sport, włoski szkoleniowiec przyznał, że ostatni sezon był dla niego wyjątkowo trudny z uwagi na sytuację wokół klubu.

Jacek Pawłowski
Jacek Pawłowski
 Andrea Gardini WP SportoweFakty / Paweł Piotrowski / Na zdjęciu: Andrea Gardini
Andrea Gardini zespół PGE GiEK Skry Bełchatów objął z początkiem lutego 2023 roku, przejmując drużynę z rąk Joela Banksa. Włoch w żadnym z dwóch sezonów nie zdołał jednak awansować do fazy play-off.

Co prawda w obecnych rozgrywkach drużyna do ostatniej kolejki mogła mieć nadzieję na miejsce w ósemce, jednak ostatecznie zabrakło kilku punktów, aby wyprzedzić PSG Stal Nysa i Indykpol AZS Olsztyn.

- Zrobiliśmy wszystko, by być w najlepszej ósemce. Pamiętajmy, że niektórzy z chłopaków nigdy nie występowali w PlusLidze! Część pozostałych poprzednie rozgrywki spędziła na ławce rezerwowych. To był więc w dużej mierze "sezon zero" dla PGE Skry Bełchatów - powiedział doświadczony szkoleniowiec w rozmowie z TVP Sport.

58-latek nie ukrywa, że wpływ na wynik zespołu w mijającym sezonie miały wydarzenia wokół klubu, zamieszanie związane ze zmianami na stanowisku prezesa i kontuzje dwóch zawodników, którzy według przedsezonowych założeń mieli odgrywać w drużynie ważne role. Urazy wykluczyły z występów Łukasza Wiśniewskiego oraz Mateusza Mikę. Ten ostatni rozwiązał kontrakt w trakcie rozgrywek

ZOBACZ WIDEO: Pia Skrzyszowska: 100 dni do igrzysk? To bardzo dużo

- Atmosfera wokół nas była… ciekawa. W ciągu jednego roku doszło do kilku kluczowych rotacji, jeśli chodzi o stanowisko prezesa klubu. Nigdy wcześniej w swojej karierze się z tym nie mierzyłem! Przez to relacja z klubem była specyficzna - wiele rzeczy wydawało się "prowizoryczne".

- Jeśli chodzi o skład, to przede wszystkim należy wziąć pod uwagę, że na początku miała być zbudowana nieco inna drużyna. Następnie dały się jednak we znaki problemy finansowe. Wiele rzeczy się zmieniło. Finalnie ekipa była kompletnie inna. Do tego zmagania rozpoczęliśmy z dwoma siatkarzami, którzy finalnie nie grali do końca sezonu. Mateusz Mika szybko zaczął mierzyć się z urazem, miał operację i się z nim rozstaliśmy. To był bardzo duży kłopot dla drużyny. Przyjmujący miał być bowiem graczem-balansem zespołu w kontekście defensywy. Później problem miał Łukasz Wiśniewski. Mając tych dwóch graczy, Skra mogła awansować do play-off - przyznał Gardini.

Ostatecznie PGE GiEK Skra Bełchatów zakończyła rozgrywki na 9. pozycji, pokonując w dwumeczu Grupę Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle. W kolejnym sezonie trenerem zespołu ma być Gheorghe Cretu, przed którym zarząd klubu stawia zadanie włączenia się do walki o czołowe lokaty. Wiadomo już, że w zespole kolejny rok występować będą Grzegorz Łomacz, Bartłomiej Lemański, Mateusz Nowak i Przemysław Kupka.

Czytaj także:
Nowa siła w PlusLidze. Jest deklaracja byłego reprezentanta Polski

Pomóż nam ulepszać nasze serwisy - odpowiedz na kilka pytań.

Czy w kolejnym sezonie PGE Skra Bełchatów awansuje do fazy play-off?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
×
Sport na ×