WP SportoweFakty.wp.pl – wiadomości sportowe, relacje live, wyniki meczów

Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Skoki narciarskie
  • Tenis

Michał Kaczmarczyk: Ile warta jest piękna porażka? (komentarz)

Nie wypada się cieszyć po porażce, zwłaszcza w takich okolicznościach, ale trudno być wyłącznie krytycznym po widowisku, jakie zgotowały nam polskie siatkarki w meczu z Rosjankami.
Michał Kaczmarczyk
Michał Kaczmarczyk

Dwa pierwsze sety wyniosły nas do siatkarskiego nieba i pozwoliły uwierzyć, że podopieczne Jacka Nawrockiego stać nie tylko na pokonanie mistrzyń Europy, ale i reprezentacji Galaktyki Andromedy, o ile taka drużyna by istniała. Dwa kolejne przyprawiły co wrażliwszych o kołatanie serca, a resztę zmusiła do smutnego biadolenia nad brakiem stabilności, siły w ataku i bezradnego zastanawiania się, skąd Rosjanki znalazły się po dwóch solidnych ciosach w szczękę. Kumulacja wrażeń w ostatniej partii mogłaby zupełnie wystarczyć komuś, kto nie oglądał wcześniejszych setów, bo było w niej wszystko: niemożliwe na pierwszy rzut oka zagrania Koszeliewej, niepokojący uraz Wołosz, promyk nadziei w postaci asów niezawodnego jokera Natalii Kurnikowskiej, wreszcie zemsta na siatce niemiłosiernie bitej w przyjęciu Jany Szczerban i sześć straconych z rzędu punktów, seria jasno wskazująca, w którym momencie wyczerpanym Polkom odcięło prąd.

W końcu to był mecz na wyczerpanie. Branie jeńców i akty miłosierdzia nie były brane pod uwagę. Gdy po najlepszych setach Biało-Czerwonych za kadencji Jacka Nawrockiego polskie armaty straciły skuteczność, czujne Rosjanki wyczuły swoją szansę. Opłaciła się zmiana rozgrywającej, Jewgienija Starcewa co prawda nie imponowała nieszablonowością, ale piłki wystawiane "pod sufit" na skrzydła okazały się najskuteczniejszą bronią na wybitego z rytmu rywala. Po stronie polskiej zaskakująco dobrze wyglądało przyjęcie, a kilka kombinacji Joanny Wołosz zasługiwało na burzę braw. Ostatecznie suma pięknych chwil nie przełożyła się na satysfakcjonujący wynik i choć to zabrzmi przykro, prawda jest taka: wygrał zespół lepszy i wytrzymalszy. 

Można sporo pisać o szczegółach, które zadecydowały o takim, a nie innym wyniku, można przywoływać starcie rozgrywane w stolicy Turcji sprzed czterech lat, gdzie nasza kadra miała z wielką Rosją nieco więcej szczęścia, ale najważniejsze po ankarskiej inauguracji są dwie rzeczy: po pierwsze, ta drużyna na pewno nie pozostawi nikogo obojętnym, chce się ją wspierać, a krytyka nie przychodzi ze złośliwą łatwością. Po drugie, Sreberka z Baku mają czym straszyć rywalki. Nie przez cały mecz, nie ustawicznie, nie zawsze okoliczności danych setów czy nawet pojedynczych akcji na to im pozwalają. Ale jeżeli ktoś obawiał się kompromitacji i wstydliwego powrotu do Polski, raczej pozbył się tych obaw.

Jako że w turniejach pod egidą CEV najważniejsze są odniesione zwycięstwa, a dopiero następne w kolejności są zdobyte punkty, jedno "oczko" urwane Sbornej nie jest warte tyle, na ile wskazywałyby nasze przedmeczowe założenia i wrażenia na gorąco po tym ekscytującym boju. Co nie oznacza, że jest bezwartościowe, przecież jeżeli spotkania z Włochami i Belgią zakończą się zwycięstwem, to rezultat z inauguracji tego turnieju nie zostanie tylko smutną kartą z katalogu pięknych polskich porażek. Oczywiście, teraz jesteśmy zawiedzeni, pierwsza połowa meczu pobudziła nasze apetyty, by koniec końców znów czuć niedosyt. Ale tym meczem nasze siatkarki jednak coś wygrały. A mowa o zaufaniu.

Michał Kaczmarczyk

Przeczytaj inne komentarze autora 

Polub Siatkówkę na Facebooku
Zgłoś błąd
inf. własna

Komentarze (2):

[ Anuluj ] Odpowiadasz na komentarz:

Dowiedz się jak umieszczać linki od tagów, pogrubiać tekst, itp.
  • stary kibic 0
    I dodałbym jeszcze jedno - te dziewczyny jeszcze raz pokazały, że mają ogromne możliwości. Co prawda Rosjanki nie zagrały najlepszego meczu, ale widać było, że pomogło im wsparcie z ławki trenerskiej i szukanie zmian.
    Na takie wsparcie z naszej ławki trenerskiej raczej nie mogły liczyć. Dopóki gra się układała, to szło wszystko bezproblemowo. Kiedy górę zaczęła brać nerwówka i zaczęły się przestoje, zabrakło sensownego pobudzenia i wzmacniających zmian.
    Myślę, że w czwartym secie zbyt długo dziewczyny zostały skazane na same sobie i nie umiały z tego wybrnąć. Zmiany powinny nastąpić na długo przed drugą przerwą techniczną, a nie po niej, kiedy Rosjanki odjechały na kilkanaście punktów.
    Oczywiście jest to gdybanie, ale dobrego trenera właśnie po tym się poznaje, że pomaga aktywnie drużynie wybrnąć z trudnych chwil, a nie przygląda się kopaniu leżącego.
    Odpowiedz Zgłoś Zablokuj
  • Allez 0
    Tym niemniej boli ta koncowka trzeciego seta. Tak zmarnowac szanse! Wtedy, gdy dzieki sewisowi Kurnikowskiej z 15:20 doszly Rosjanki na remis i byly w gazie... W sumie zawazyla ta pilka na 20:21, ktora calkiem glupio wpadla w pusty srodek . Dziewczyny straciily serwis, wraz z nim glowe i sie zaczela wojna nerwow.
    Mecz potoczyl sie dokladnie wg starej siatkarskiej klatwy:
    "Kto nie wygrywa 3:0 przegrywa 2:3"
    Odpowiedz Zgłoś Zablokuj
Pokaż więcej komentarzy (2)
Pokaż więcej komentarzy (2)
Pokaż więcej komentarzy (2)
Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
×