WP SportoweFakty.wp.pl – wiadomości sportowe, relacje live, wyniki meczów

Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Skoki narciarskie
  • Tenis

Grzegorz Wojnarowski: Polacy, zacznijcie serwować! (opinia)

Początek był świetny, koniec dużo słabszy. Za całą Ligę Narodów Polacy zasłużyli na przyzwoite cztery z minusem. Poprawić muszą przede wszystkim serwis, bo jak na razie Rosjanie czy Francuzie zagrywają przy nich jak siatkarscy bogowie.
Grzegorz Wojnarowski
Grzegorz Wojnarowski
WP SportoweFakty / Olga Król / Na zdjęciu: siatkarska reprezentacja Polski

Kiedy Vital Heynen prowadził siatkarski trening dla dziennikarzy, zajęcia zaczął od ćwiczenia w którym wymagał, by ruszając z miejsca pierwszy krok postawić do przodu. Tego samego wszyscy wymagali od niego w nowym miejscu pracy - żeby po kilku chudych latach Biało-Czerwoni wreszcie zaczęli zmierzać ku lepszemu.

Na razie Belgowi się udaje, choć po beznadziejnym sezonie pod wodzą Ferdinando De Giorgiego nie musi dokonywać cudów, żeby wypaść od poprzedniego selekcjonera lepiej. W porównaniu z poprzednim rokiem widać progres, choć narzucone przez Heynena tempo marszu postępu jest co najwyżej spacerowe.

Zacznijmy od tego, co nowemu selekcjonerowi naszej kadry trzeba zapisać na plus. Heynen jeszcze przed startem Ligi Narodów zapowiadał, że sprawdzi tylu zawodników, ilu tylko się da. Dało się dwudziestu dwóch, w tym wielu bardzo młodych i bez międzynarodowego doświadczenia. Artur Szalpuk czy Aleksander Śliwka wreszcie mogli poczuć się odpowiedzialni za drużynę i jej wynik, Jakub Kochanowski i Bartosz Kwolek zobaczyli, jak dużo muszą jeszcze pracować, żeby z wybitnych juniorów stać się choćby dobrymi seniorami. Damian SchulzMaciej Muzaj, Marcin Janusz czy Marcin Komenda zobaczyli różnicę między graniem ligowym a międzynarodowym, i to na dystansie dłuższym, niż kilka piłek w końcówce przegranego seta.

To dobrze, że nowy trener Polaków dokonał gruntownego przeglądu wojsk, sprawdził wieczne talenty, ograł młodych, zapoznał ich z potęgą bloku Rosjan i serwisów Amerykanów. Do tego, zabierając tych graczy, w których widzi przyszłość naszej kadry, w trzytygodniową tułaczkę na trasie warszawa - Osaka - Chicago - Melbourne - Warszawa, sprawdził ich charaktery i zbudował atmosferę w grupie. Dobry klimat w zespole, którego tak bardzo brakowało w ubiegłym roku, teraz ponoć jest, a zawodnicy podkreślają, że duża w tym zasługa Heynena.

Choć mieliśmy jeden z najmłodszych, o ile nie najmłodszy zespół w całej Lidze Narodów, udało się rozpocząć rozgrywki od ośmiu zwycięstw w dziewięciu spotkaniach, a potem, mimo coraz większych kłopotów z wygrywaniem, siłą rozpędu awansować do turnieju finałowego. Udział w Final Six na pewno był dla tej drużyny wartością dodaną, pierwszym testem o najwyższym poziomie trudności. Tym razem nasi siatkarze razem oblali, ale ci, którzy na siatkarskim uniwersytecie są krócej, dowiedzieli się przynajmniej jak taki egzamin wygląda.

Wreszcie - selekcja na mistrzostwa świata. Przez dwa miesiące Heynen na każdy mecz wystawiał inną szóstkę i w żaden sposób nie pokazywał, kto jest mu potrzebny bardziej, a kto mniej. Okazało się jednak, że wnioski wyciągał, tylko dobrze je ukrywał. Dostrzegł, że Szalpuk, Kochanowski czy Kwolek do występów w tej drużynie już dorośli, a Bartłomiej Lemański i Bartosz Bednorz jeszcze nie.

ZOBACZ WIDEO Polaków zawiodło przygotowanie fizyczne. "Każdy robi badania. Sztuką wyciągnąć wnioski"


Tyle, jeśli chodzi o pochwały, teraz to, co dziennikarz lubi najbardziej, czyli wyliczanie grzechów. Pochwaliłem Belga za odważną rotację składem, sprawdzanie nieogranych w kadrze siatkarzy na długim dystansie. Sam zamysł był dobry, ale pod koniec Ligi Narodów można już było odnieść wrażenie, że Heynen zbyt mocno kręci karuzelą z nazwiskami.

Po początkowym szaleństwie spodziewałem się stabilizacji i ogrywaniu zawodników, którym trener zaufał najbardziej i których widzi w składzie na MŚ. Tymczasem on kręcił z całej siły do ostatniego meczu, jakby bawił się składem, a nie szukał najlepszych rozwiązań.

Najlepszy przykład - Bartosz Kurek świetnie zagrał w Lille przeciwko Rosji i był to najlepszy występ jakiegokolwiek polskiego gracza na pozycji atakującego od co najmniej dwóch sezonów. Mimo to kolejny mecz od początku do końca spędził w kwadracie dla rezerwowych. Chciałbym wiedzieć, czy występ Kurka był zwiastunem jego rosnącej formy, czy jednorazowym wystrzałem. Heynen zadbał jednak o to, żebym nie wiedział. Przeciwko ekipie USA posłał na boisko Schulza, który męczył się niemiłosiernie, Muzaj też nic nie był w stanie zdziałać i mecz oddaliśmy bez walki.

Zresztą, nie licząc świetnego występu Kurka, tak właśnie przegraliśmy całe Final Six. Wiem, że Heynen podszedł do całej tegorocznej Ligi Narodów jak do czasu próby, że czas wygrywania ma przyjść później, ale nie bardzo rozumiem, czego ten młody zespół ma się nauczyć, przegrywając mecze do 0, a sety do 18. Nie pamiętam, żeby kiedykolwiek i komukolwiek na takich doświadczeniach udało się zbudować silną reprezentację Polski.

Skoro dzięki dobremu początkowi udało się wejść do turnieju finałowego, to trzeba było rzucić na niego wszystko, co w tym momencie mamy najlepszego. Może przynajmniej skończyłoby się na dwóch porażkach w lepszym stylu. A piłkarski mundial pokazuje nam, że styl, w jakim się przegrywa, robi ogromną różnicę - co innego pożegnać się z turniejem jak Maroko, czy ostatnio Rosja, a co innego spakować walizki w niesławie, jak kadra Adama Nawałki.

Wracając do Kurka, był on jednym z pięciu atakujących, których sprawdził Heynen w całej Lidze Narodów. Dobre mecze zawodników, którzy w teorii powinni zdobywać najwięcej punktów, należały do wielkiej rzadkości. W zasadzie pamiętam jeden dobry, Kurka przeciwko Rosji, i kilka niezłych. Najwięcej było przeciętnych i słabych. Problem na ataku wciąż nie jest rozwiązany, a w tym momencie nie wiadomo nawet, kto według selekcjonera miałby go rozwiązać. Do ostatniego piątku nie sposób było odgadnąć, kto w hierarchii Heynena jest numerem 1, a kto numerem 5. Po ogłoszeniu kadry na MŚ lista skróciła się o dwa nazwiska, ale układanie Kurka, Schulza i Dawida Konarskiego na pozycjach od pierwszej do trzeciej pozostaje całkowitą loterią.

Na koniec coś, co w grze Biało-Czerwonych denerwowało mnie najbardziej. Co do poprzednich przytyków Heynen może po prostu powiedzieć, że taką ma wizję, taki plan, a my powinniśmy rozliczyć go najwcześniej po mistrzostwach świata. I będzie mieć rację. Wizją nie da się jednak wytłumaczyć tego, że choć Polacy wiele elementów gry wykonują na poziomie światowym lub zbliżonym, to zagrywają po prostu beznadziejnie. Tak jest zresztą od lat, z krótkimi przerwami na pojedyncze turnieje.

Od kiedy eksplodował talent Mariusza Wlazłego, czyli od mniej więcej piętnastu lat, polska siatkówka nie jest w stanie wypuścić w świat choćby jednego siatkarza, którego serwis byłby punktem odniesienia, wzorcem dla innych. U Heynena niemoc w tym elemencie jest szczególnie widoczna, bo to trener, który psucia zagrywek nie znosi i ogranicza je jak tylko się da. I tak Kwolek, który w rozgrywkach juniorskich i w PlusLidze pokazywał naprawdę potężne serwisy, w kadrze po dwóch błędach przechodzi na łatwego flota. Tak samo piłkę wprowadzają do gry Śliwka czy Szalpuk, sprawni i silni gracze, którzy powinni rzucać na drugą stronę siatki kamienie lecące z prędkością 110 i więcej kilometrów na godzinę. Kurek, który kiedyś wzbudzał strach rywali, gdy szedł w pole serwisowe, teraz nie jest w stanie zagrozić nawet zespołom ze średniej półki. A przeciętną zagrywkę polskiego siatkarza Amerykanin czy Brazylijczyk przyjmuje z uśmiechem na ustach i myśli sobie, że zawsze chciałby grać z tak serwującym rywalem.

Nie tędy droga, panie Heynen! Finał Ligi Narodów pokazał, że w siatkówce wygrywa dziś ten, kto najlepiej zagrywa. W starciu z Rosjanami Francuzi walili serwisami na najwyższym światowym poziomie, Kevin Le Roux czy Earvin N'Gapeth uderzali po 120 na godzinę i rzadko się mylili. A to i tak nie wystarczyło, bo Dmitrij Muserski i Maksim Michajłow bili jeszcze mocniej i jeszcze celniej. Wiadomo, wymieniamy nazwiska najlepszych siatkarzy na świecie, naszych w tym gronie nie ma, ale chcą się w nim znaleźć, chcą być jedną z najlepszych na świecie drużyn. Nic nie wskazuje na to, że sposobem na skuteczny pościg za Rosją, Francją czy USA jest praktykowanie względnie bezpiecznej zagrywki szybującej. Nie wierzę, że nasi gracze nie są w stanie mocno i regularnie serwować z wyskoku. Jeśli przy wyżej notowanych rywalach wyglądają w tym elemencie jak dzieci, to znaczy, że powinni poświęcić mu więcej czasu na treningach.

Finały w Lille pokazały, że siatkarski świat idzie do przodu w szybkim tempie nie tylko jeśli chodzi o poziom sportowy, ale i organizacyjny. Chyba po raz pierwszy poza Polską zrobiono z siatkówki tak kapitalne widowisko. Jako samozwańczy "Volleyland" powinniśmy się z tego cieszyć, bo im głośniej będzie o siatkówce na świecie, tym bardziej będzie się doceniało nasz know-how w tej dyscyplinie, oby także nasze sukcesy. Trzeba jednak pamiętać, że im większe zainteresowanie, tym więcej chętnych do zabawy i tym wyższy poziom sportowy.

My pod względem organizacji wciąż bez żadnych obaw siedzimy na królewskim tronie, ale sportowo już teraz nie idziemy dość szybko, żeby utrzymać się w czubie. Nie ma rady, trzeba przyspieszyć.

Póki co, za Ligę Narodów daję Polakom cztery z minusem, cztery za ogólnie niezłą postawę, awans do Final Six i przyzwoite 5-6. miejsce, minus za marną końcówkę. Liczę jednak, że jeszcze w tym sezonie będziemy naszym siatkarzom hojnie rozdawać celujące. Tylko niech oni wreszcie zaczną serwować jak należy!

Jak oceniasz postawę Polaków w Lidze Narodów 2018 (skala 1-6)?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Polub Siatkówkę na Facebooku
Zgłoś błąd
inf. własna

Komentarze (5):

[ Anuluj ] Odpowiadasz na komentarz:

Dowiedz się jak umieszczać linki od tagów, pogrubiać tekst, itp.
  • Teresa Halens 0
    Fakt, De Giorgi zatrudnił "psychologa", ale rzeczywiście był on Włochem, nie znał polskiego i na dodatek nie był psychologiem z wykształcenia, dlatego o nim nie wspomniałam. Antiga spróbował z niezłym skutkiem, ale pamiętam, że Castellani sam postanowił pełnić taką funkcję, a Anastasi uznał, że psycholog nie jest potrzebny. Problem w tym, że wciąż panuje przekonanie, że do psychologa chodzą chorzy psychicznie, niestety.
    xomki W 2014 roku mieliśmy wyśmienitego trenera mentalnego Jakuba Bączka. Jego rola była bardzo ceniona wśród zawodników, na tyle, że podobno sami zapisywali się na spotkania w cztery oczy. Z tego co wiem, to za de Giorgiego też mieliśmy psychologa, ale nie Polaka. Tylko po co nam ktoś kto ma nam pomóc w nastawieniu, skoro nie zna kultury danego narodu. Specjalista powinien zrozumieć skąd takie a nie inne zachowanie. Fajnie by było ponownie nawiązać współpracę z trenerem mentalnym, a zwłaszcza z dr. Bączkiem, skoro na MŚ dobrze współpracował z kadrą, to dlaczego nie spróbować jeszcze raz?
    Odpowiedz Zgłoś Zablokuj
  • panda25 0
    Zwróciłeś uwagę na wiele ciekawych wątków, nie pierwszy raz zresztą.
    Tym razem tylko do końcowej treści. Niestety, wielu z kibiców zapomina o naturze sportu i przelewa swoje, zwykle niezrealizowane ambicje na "reprezentantów". Na dodatek bardzo często pod hasłem "płacę to wymagam" :-)
    I pół biedy, gdy tylko narzekają, jak zawodnicy owej "perfekcji" nie osiągają. Dla mnie nie do przyjęcia reakcją są bluzgi, inwektywy, agresja.
    "Ecola" pisze o słabościach nastolatków w zakresie aktywności fizycznej - ma rację, mogę przytoczyć wyniki badań (w tym własne). Jednak obok tego warto by "zainwestować" w kształtowanie odpowiednich postaw wobec sportu w ogóle - nie tylko jako aktywności własnej, ale i w tzw. kibicowaniu...
    Łukasz Szulowski Wszystko ok, tylko w tego typu artykułach czy Waszych opiniach (które bardzo cenię, bardzo lubię wchodzić na to forum bo zawsze można przeczytać coś merytorycznego a napinaczy niewielu), zastanawia mnie dlaczego zawsze jesteście mądrzy PO szkodzie jak to się mówi. Pamiętam jak przed meczem z Bułgarią napisałem ze dwa sety mnie usatysfakcjonują i powinniśmy z każdego następnego meczu bardzo się cieszyć i to doceniać, to odpisałeś (z góry Przepraszam bardzo jeśli Cię pomyliłem i to nie TY), w każdym razie ktoś odpisał że Szalpuk to bardzo dobry zawodnik i w składzie z takimi siatkarzami powinniśmy oczekiwać zwycięstw ( a zbliżał się turniej z Iranem, Usa i Serbią). Ale chyba przez cały sezon ligowy każdy widział jak serwuje Artur i w LN zaprezentował dokładnie ten sam poziom zagrywki, nawet liczba asów przypadająca na jeden mecz bardzo podobna. A po porażkach w LN potem wielkie zdziwienie jak My serwujemy. TO samo się tyczy Śliwki, Muzaja czy Lemańskiego. Serwują dokładnie tak jak w lidze. Więc nie ma podstaw żeby być tym zaskoczonym, albo nie ma podstaw by mieć tu jakiekolwiek pretensje do Vitala. Co do zawodników, którzy serwowali bardzo dobrze w lidze, serwowali też dobrze w Lidze Narodów. Z tym że Kwolek i Kochanowski mają po 20 lat i nic dziwnego, że nie wytrzymali tych porąbanych zmian czasowych, które nie powinny mieć z normalnym sportem niczego wspólnego. Ale pamiętam mecz z Niemcami np. gdzie Bartek wyglądał jeszcze w miarę ok fizycznie i serwował w tamtym meczu naprawdę świetnie. Zresztą jeden z redaktorów tutaj zrobił tabelkę z której wynika, że po jego zagrywkach piłka najczęściej wracała na naszą stronę. Vital wymaga tego, żeby zawodnik serwował mocno po prostu wtedy kiedy jest pewny siebie, a pewny siebie jesteś wtedy kiedy czujesz się dobrze fizycznie. Więc końcówkę Kwolek jechal na jakichś oparach i flotach (trzeba pamiętać też o tym wyrostku). Kuba Kochanowski serwował natomiast naprawdę przyzwoicie i jeśli to są takie słabe serwisy to pokażcie mi 20 latków w obecnej edycji LN serwujących lepiej. Tutaj to jest naprawdę duży podziw dla konsekwencji Vitala Heynena bo przecież jak w którymś tam meczu na parkiecie znajdowali się Lemański, Śliwka, Szalpuk i Muzaj plus rozgrywający no to nic dziwnego, że nasza zagrywka wyglądała żenująco i drżałem o to jak będą te mecze wyglądały. Myślę że Vital o tym wie i w meczach o stawkę takie proporcje by się nigdy nie miały prawa zdarzyć. Bo jeśli poświęcić blok Nowakowskiego to nasza szóstka może wyglądać np. tak - Bieniek, Kochanowski, Drzyzga, Konarski, KUbiak, Szalpuk i wtedy okazuje się że mamy dwóch zawodników z solidna zagrywką z wyskoku Konarski, Kubiak (ten drugi ostatnio bardzo duży postęp w tym elemencie i naprawdę serwował świetnie), plus Kochan (serwował na zmęczeniu w finałach po 118,7) i Bieniu, którzy serwują bardzo dobrze. Bieniek jeżeli jest fizycznie gotowy , pokazał w meczu z Francją co potrafi w tym elemencie. Do tego Kwolek, który po odpoczynku myślę, że wejdzie na poziom z początku LN i Plus Ligi. No więc cóż, może nie mamy zawodników, którzy serwują jak Juantorena ale mamy kilku doświadczonych zawodników serwujących dobrze i młodych, którzy w moim przekonaniu, mają potencjał na to żeby błyszczeć w tym elemencie. A w Polsce jakby poszukać to się okaże, ze zawodników z uderzeniem też trochę jest. Gdyby nie nowotwór Boćka to dziś pewnie mielibyśmy polskiego Sokolova z potężną zagrywką, ale jest jak jest. Takich zawodników nie jest na świecie tak wielu. My oglądamy krem de la krem jak to się mówi, ale na pęczki ich nie będzie. W Brazylii wystarczy, że wypadnie dwóch zawodników i okazuje się, że też jakość zagrywki spada i akcje tej reprezentacji idą od razu w dół. Oni to dopiero mieliby powody do zmartwienia (gdyby nie Leal ) skoro do 6 łapie się słaby Loh, młodzi z rocznika Kwolka praktycznie bez szans i tak na grę mimo takiej biedy..skład bardzo wiekowy, a nasza kadra grała z nimi z Muzajem na boisku z Śliwką (czyli bez zagrywki) na styku. Z zaciekawieniem będę obserwował grę Kewina Sasaka. Ze swoich źródeł wiem, ze to może być rewelacja jeśli idzie o zagrywkę. Serwisy z szybkością 120km/h to ponoć dla niego chleb powszedni. Zobaczymy czy Muzaj wygra z nim rywalizację. A już opinie o tym wychowaniu młodzieży...uważam, ze można to wsadzić między bajki i niektórzy popełniają grzech pychy. Ja wiem, ze w Polsce jest największe zainteresowanie siatkówką może i na świecie ale to naprawdę nie daje żadnej gwarancji tego, że będziemy też najlepsi sportowo. Oczywiście korelacja istnieje między tymi zmiennymi natomiast naprawdę za Amerykanami znalazło się mnóstwo państw w których siatkówka cieszy się o wiele większą popularnością więc nie psioczcie na 5 miejsce w sporcie w którym solidnych reprezentacji jest już naprawdę bardzo dużo. Bo takie wywody o słabej psychice tak właśnie traktuję, jak psioczenie i ciągły niedosyt. 5 miejsce tej drużyny w LN to duży sukces, nawet bardzo duży. A jeśli osiągnięty ze słabym serwisem to nawet lepiej, bo znaczy, ze jest coś co stosunkowo najłatwiej poprawić i mamy większe rezerwy w grze niż drużyny, które skończyły przed nami. Jako wielki fan siatkówki wgl uważam, że ostatnie tygodnie są świetne. Dobry wynik w LN, świetne transfery do Plus Ligi, juniorzy z awansem i oby z dobrywm wynikiem na Euro. Rok temu było pisanie, że nasza liga i siatkówka to tonący okręt a szykuje nam się najciekawszy sezon klubowy w historii. Po prostu My jesteśmy takim krajem, w którym żąda się perfekcji od wszystkiego co istnieje wokół, od polityków, sportowców, nauczycieli, lekarzy, od kierowcy autobusu zamiast zacząć zmiany od siebie, żeby chociaż robić coś na tym dobrym poziomie jak siatkarze. Ale nie na 5 miejsce trzeba narzekać i to pewnie dlatego tak słabo bo zawodnicy mają problemy z psychiką. Naprawdę niektórzy powinni się wstydzić wygłaszać takie herezje
    Odpowiedz Zgłoś Zablokuj
  • xomki 0
    W 2014 roku mieliśmy wyśmienitego trenera mentalnego Jakuba Bączka. Jego rola była bardzo ceniona wśród zawodników, na tyle, że podobno sami zapisywali się na spotkania w cztery oczy.
    Z tego co wiem, to za de Giorgiego też mieliśmy psychologa, ale nie Polaka. Tylko po co nam ktoś kto ma nam pomóc w nastawieniu, skoro nie zna kultury danego narodu. Specjalista powinien zrozumieć skąd takie a nie inne zachowanie.
    Fajnie by było ponownie nawiązać współpracę z trenerem mentalnym, a zwłaszcza z dr. Bączkiem, skoro na MŚ dobrze współpracował z kadrą, to dlaczego nie spróbować jeszcze raz?
    Ecola Problem naszego sportu w ogóle, nie tylko siatkówki, tkwi w systemie szkolenia, w mentalności polskiej młodzieży, w niskim poziomie umiejętności trenerów, w lekceważącym stosunku do ciężkiej fizycznej pracy. Można by o tym dużo i długo, więc zajmę się tylko tym pierwszym. Kiedy polski siatkarz junior kończy szkolenie i wchodzi do ligowej siatkówki z nabytymi w trakcie krótkiej i często marnej edukacji w smsach nawykami, siatkarz amerykański zaczyna naukę pod okiem kompetentnych trenerów uniwersyteckich. Polska liga , przy ogromnej ilości meczów, podróży, nie daję szans na dalszą edukację, bo liczy się wynik, oglądalność itd. Amerykański siatkarz może spokojnie rozwijać się bez presji i czekać na szansę gry w reprezentacji. Polak chce zarabiać, a to nie sprzyja harmonijnemu rozwojowi. Amerykanin nie gra w lidze zawodowej, więc na duże pieniądze nie liczy, nie są one motywacją do pracy. I tak dalej...Do tego trzeba dodać, że polska młodzież jest w większości słaba pod względem psychicznym. Dzieci wychowywane przez rodziców w przekonaniu, że są ósmym cudem świata, przy pierwszych trudnościach poddają się, a że opieka psychologiczna w naszym sporcie to ciągle zbędny luksus (przypomnę, że jedynym trenerem, który korzystał z usług psychologa z wiadomym skutkiem, był Antiga) i fanaberia, więc pomocy fachowej znikąd.
    [ pokaż odpowiedzi ] Odpowiedz Zgłoś Zablokuj
Pokaż więcej komentarzy (2)
Pokaż więcej komentarzy (5)
Pokaż więcej komentarzy (5)
Pokaż więcej komentarzy (5)
Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
×