KokpitKibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Tenis
  • Zimowe

Dwa tygodnie na reset ZAKSY przed Ligą Mistrzów w Weronie. Kamil Semeniuk: Będziemy tam jechać z podniesionymi głowami

W niedzielę pękła kędzierzyńska bańka dominatorów PlusLigi. Jastrzębski Węgiel przejął krajowy tron, a ZAKSIE pozostała walka o złoto, ale Europy. - Teraz gramy w finale Ligi Mistrzów. Będziemy jechać z podniesionymi głowami - mówił Kamil Semeniuk.
Monika Skrzyniarz
Monika Skrzyniarz
Kamil Semeniuk WP SportoweFakty / Tomasz Kudala / Na zdjęciu: Kamil Semeniuk

O tym jak trudno jest się wywiązać z roli faworyta brutalnie przekonała się w ostatnim tygodniu Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle. Będąc po raz piąty z rzędu w finale krajowych mistrzostw uległa Jastrzębskiemu Węglowi w dwumeczu 1:3. Zarówno w pierwszym, jak i drugim starciu kędzierzynianom starczyło sił zaledwie na pierwsze partie. Jastrzębianie zdecydowanie nad nimi dominowali w każdym elemencie sztuki siatkarskiej, prezentując mistrzowską dyspozycję. 

- Na pewno dobrze weszliśmy w to spotkanie, zwłaszcza w to drugie. W Kędzierzynie zaczęliśmy dobrze pierwszego seta i wygraliśmy pewnie, a później stanęliśmy. W Jastrzębiu wygraliśmy pierwszego, a w drugim w miarę kontrolowaliśmy to spotkanie, ale taka jest siatkówka. Zdarza się chwila słabości i dekoncentracji, a drużyna przeciwna nabiera wiatru w żagle, tak jak Jastrzębski Węgiel - mówił po meczu dla PLS TV Kamil Semeniuk, jeden z tegorocznych liderów ZAKSY. - Jastrzębianie zaczęli grać coraz lepiej, a my próbowaliśmy się im przeciwstawić swoją grą. W niektórych momentach to się udawało, bo przeważnie każdego seta rozpoczynaliśmy od przewagi.

W finale oczekiwania względem kędzierzynian były duże, zdecydowanie większe od tych względem Jastrzębian, którzy otwarcie przed rywalizacją mówili, że czują jakby nikt nie traktował ich poważnie w walce o złoto.

ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: głośno o 12-latku. Zwróć uwagę na jego technikę

Choć już w półfinałach z PGE Skrą Bełchatów ekipa Nikoli Grbicia prezentowała się poniżej dyspozycji do jakiej przyzwyczaiła, niejednokrotnie pokazywała, że cierpliwość połączona z techniką jest ich mocną stroną co pozwalało im odwracać losy rywalizacji. Owa sztuka nie udała im się jednak w konfrontacji z świetnie dysponowanym i zdeterminowanym Jastrzębskim Węglem. Śląska drużyna nie tyle nie uległa presji bardziej utytułowanym rywalom, co sama postawiła ich z powodzeniem pod ścianą. Sportowo prezentowała się o wiele lepiej. 

Teraz ZAKSA na przełknięcie goryczy srebrnego medalu i wrócenie na tory na jakich była jeszcze przed miesiącem, będzie miała dwa tygodnie. Mimo zakończenia rywalizacji na krajowym podwórku, wciąż przed wicemistrzami jedno z najważniejszych spotkań sezonu - wielki finał Ligi Mistrzów. Zagrają w nim z Itasem Trentino 1 maja w Weronie.

- Przegraliśmy ten finał, ale mimo to myślę, że powinniśmy być zadowoleni z wykonanej pracy. Był to szalenie trudny sezon, choć dla nas się on jeszcze nie kończy. Przed nami historyczne wydarzenie, gramy w finale Ligi Mistrzów. Będziemy tam jechać z podniesionymi głowami i będziemy chcieli tam zwyciężyć. Jesteśmy wicemistrzami Polski i myślę, że ZAKSIE Kędzierzyn-Koźle niczego to nie ujmuje - podkreślał w niedzielę Semeniuk.

Czytaj także:
-> Podwójna rywalizacja w Lidze Narodów. Fabian Drzyzga zdradza szczegóły
-> Wynik finału nieco zaskoczył Marcina Janusza. "Jastrzębie zasłużyło na zwycięstwo"

Czy Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn Koźle zdobędzie puchar Ligi Mistrzów?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Polub Siatkówkę na Facebooku
Zgłoś błąd
WP SportoweFakty
Komentarze (0)
    Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
    ×
    Sport na ×