KokpitKibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Tenis
  • Zimowe

"Dlaczego nie sprawdziłeś?!" Polsko-rosyjska bitwa zakończona skandaliczną decyzją sędziego

Tak jak w sobotę ZAKSA inny polski klub mógł wygrać Ligę Mistrzów 9 lat temu. PGE Skra postawiła się Zenitowi. W tie-breaku walka powinna trwać dalej, ale sędzia koszmarnie się pomylił. - Pozostał duży niesmak - wspomina Michał Winiarski.
Szymon Łożyński
Szymon Łożyński
Michał Winiarski nie zgadza się z decyzją sędziego w ostatniej akcji w finale Ligi Mistrzów Newspix / LUKASZ GROCHALA/ CYFRASPORT / Michał Winiarski nie zgadza się z decyzją sędziego w ostatniej akcji w finale Ligi Mistrzów

Godzina zero wybije o 20.30. Po jednej stronie ZAKSA, po drugiej Trentino. Starcie siatkarskich gladiatorów o wielką stawkę. Mecz, w którym szanse są 50 na 50. Kędzierzynianie nie są słabsi od Włochów i mają realną szansę wygrać siatkarską Ligę Mistrzów.

Gdy zacznie się mecz, w fotelu wygodnie usiądzie Michał Winiarski. Wybitny przyjmujący, legenda reprezentacji Polski, zna słodki i gorzki smak Ligi Mistrzów. 12 lat temu, z galaktycznym wtedy Trentino, sięgnął po złoto. Trzy lata później, już w barwach PGE Skry, przełknął gorycz porażki w finale.

Powstali jak feniks z popiołów

Łódź, marzec 2012 rok. Hala pęka w szwach. Tysiące fanów ubranych w czarno-żółte barwy. Czekają na finał. Po jednej stronie PGE Skra Bełchatów, po drugiej potężny Zenit Kazań, z Władimirem Alekno na ławce trenerskiej. Faworytem Rosjanie, ale polski zespół - z Mariuszem Wlazłym, Michałem Winiarskim i Bartoszem Kurkiem - nie zamierza się położyć. 

ZOBACZ WIDEO: Marlena Kowalewska: Jestem z nas bardzo dumna

Zaczyna się jednak fatalnie. Rosjanie robią, co chcą. Leją gospodarzy. Ci nie są w stanie odpowiedzieć. Przyjmują kolejne siatkarskie ciosy i zdobywają w pierwszym secie zaledwie 15 punktów. Krótka przerwa i sytuacja zmienia się o 180 stopni. Jakby zespoły wymieniły się koszulkami. To bełchatowianie ofensywną siłą niszczą przeciwników. Wygrywają do 16, doprowadzają do remisu. 

I wtedy zaczyna się walka na całego. Nikt się nie oszczędza, nie odstawia ręki w ataku i na zagrywce. Punkt za punkt, cios za cios. Rosjanie nie są mocni w wojnie nerwów, pękają w końcówce i 2:1 dla polskiego zespołu. Już tylko jeden set, już tylko 25 punktów od pokonania rosyjskiego potentata. Liczony rywal wstaje jednak i walczy dalej. 

Znów zacięta końcówka. 24:23 dla PGE Skry. Na zagrywkę idzie Mariusz Wlazły. Wcześniej ładował tak, że nie było co zbierać. Alekno nie czeka. Bierze pierwszy czas. 30 sekund przerwy i zawodnicy wracają na parkiet. Wlazły już przygotowuje się do serwisu i... trener Zenitu jeszcze raz prosi o przerwę. Konsternacja na hali. "Czy tak w ogóle można?" - pytają kibice. Można, a dodatkowo przyniosło to efekt. Wlazły serwuje w siatkę, Rosjanie wygrywają także dwie kolejne akcje i o wszystkim decyduje tie-break. 

"Dlaczego nie sprawdziłeś?!"

Cios za cios. Nikt nie ma przewagi. Wszystko rozgrywa się w końcówce. Kiwka tuż za blok Winiarskiego i kolejny, drugi już, meczbol dla PGE Skry. Znów niewykorzystany. Chwilę później Kurek zablokowany i to Zenit ma meczbola. Przerwa dla trenera Jacka Nawrockiego, powrót, piłka na skrzydło do Winiarskiego i mocny atak. Piłka w aucie, Polak pokazuje, że po bloku, sędzia z Serbii ma inne zdanie. Gwizdek, koniec, kłótnie i poczucie niesprawiedliwości....

Michał Winiarski nie zgadza się z decyzją sędziego w ostatniej akcji finału Ligi Mistrzów. Fot. newspix Michał Winiarski nie zgadza się z decyzją sędziego w ostatniej akcji finału Ligi Mistrzów. Fot. newspix
- Tamten finał powinien trwać dalej - mówi nam Michał Winiarski. Nikt z siatkarzy, nawet z drużyny przeciwnej, nie miał wątpliwości, że piłka była po bloku. Zaraz po decyzji sędziego Winiarski wraz z kolegami próbował wytłumaczyć arbitrowi, że było po bloku. Prosili nawet sędziego, by wziął challenge i sam sprawdził tą akcję na wideo. Bełchatowianie nie mogli już tego zrobić. Wcześniej wykorzystali w tie-breaku powtórkę.

- Arbiter miał prawo się pomylić, jest tylko człowiekiem - mówi ze zrozumieniem Winiarski. - Nie potrafię jednak zrozumieć, dlaczego nie sprawdził tej piłki, skoro miał taką możliwość. I tak może byśmy nie wygrali, bo byłoby "tylko" 15:15, ale walka trwałaby dalej. A tak pozostał duży niesmak - wspomina. 

W hali było gorąco od początku meczu, po decyzji sędziego kibice eksplodowali. Nie mogli pogodzić się z tym, że w tak ważnym momencie arbiter nie chciał sprawdzić swojej decyzji. Dekoracja przypominała stypę. Rosjanie szaleli ze szczęścia, Polacy byli przygnębieni. Musieli przełknąć gorycz porażki. Co prawda zostali drugim zespołem w Europie, ale ciężko było pogodzić się z faktem, że byli tak blisko rosyjskiego potentata i niesłusznie zabrano im możliwość dalszej walki.

Budowa potęgi z Polakiem w składzie

Gdy Michał Winiarski patrzył na radość siatkarzy Zenita, przypomniały mu się chwile z 2009 roku, gdy z włoskim Trentino wygrał Ligę Mistrzów. Wtedy zespół z Trydentu był potęgą. Wygrywał europejskie rozgrywki trzy razy z rzędu, a swoją imponującą serię zaczął od triumfu z Michałem Winiarskim w składzie. 

- Po tym zwycięstwie czułem ogromną euforię, satysfakcję. Spełniło się moje marzenie w siatkówce klubowej. Wygrana w Lidze Mistrzów jest bardzo trudna. Zanim tam zagraliśmy, rok wcześniej skutecznie biliśmy się o mistrzostwo Włoch. To był pierwszy krok, później trzeba było zrobić drugi już w samych rozgrywkach - podkreśla. 

Po tym sukcesie Winiarski odszedł z Trydentu i wrócił do Polski. Trzy lata spędzone we Włoszech wspomina jednak z sentymentem. Wszystko było dla niego nowe: kultura, język, otoczenie. W zespole został jednak świetnie przyjęty. - Atmosfera była znakomita, zaadoptowałem się do nowego środowiska i od mojego drugiego sezonu we Włoszech walczyliśmy z Trentino już o najwyższe cele - mówi. 

Po trzech kolejnych triumfach w Lidze Mistrzów Trentino Volley nieco spuściło z tonu. Od 10 lat nie wygrało najbardziej prestiżowych rozgrywek, ostatnie mistrzostwo Włoch zdobyło 6 lat temu. To wciąż jednak bardzo mocny zespół.

- Dlatego szanse w finale będą 50 na 50, chociaż serce podpowiada mi, że wygra ZAKSA. Oba zespoły nie awansowały do finału przez przypadek. Po drodze wyeliminowały potęgi. Zdecyduje tzw. dyspozycja dnia. ZAKSA, mimo porażki w finale PlusLigi, gra znakomity sezon, przeszli piekielnie trudną drogę. Awans do finału we Włoszech, to już jest ich wielki sukces. W sobotę mogą po prostu bawić się siatkówką - podkreśla Winiarski, który po zakończeniu kariery przyjmującego, został trenerem. Obecnie prowadzi Trefl Gdańsk. 

Początek wielkiego finału Ligi Mistrzów Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle - Itas Trentino w sobotę 1 maja o 20:30. Relacja na żywo na WP SportoweFakty. Transmisja w Polsacie Sport. Dotychczas jedynym polskim zespołem, który wygrał Ligę Mistrzów, był Płomień Milowice w 1978 roku.

Czytaj także:
Na stole duże pieniądze. Ile może zarobić Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle?
Nieuczciwi sędziowie, wstyd właściciela i wielka feta. Jak Płomień Milowice został najlepszym klubem w Europie

ZAKSA wygra sobotni finał Ligi Mistrzów?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Polub Siatkówkę na Facebooku
Zgłoś błąd
WP SportoweFakty
Komentarze (0)
    Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
    ×
    Sport na ×