Dawid Góra: Wreszcie dobry znak. Czekamy na efekty [OPINIA]

Zdjęcie okładkowe artykułu: East News / EXPA / Tadeusz Mieczyński / Na zdjęciu: Jan Habdas
East News / EXPA / Tadeusz Mieczyński / Na zdjęciu: Jan Habdas
zdjęcie autora artykułu

Czegoś takiego nie było w polskich skokach od ośmiu lat. Medal na mistrzostwach świata juniorów to znacznie istotniejszy sukces niż mogłoby się wydawać. Wreszcie w polskich skokach coś się ruszyło. I wcale nie jest to tylko jedna "jaskółka".

W tym artykule dowiesz się o:

Jan Habdas wywalczył brązowy medal w kanadyjskim Whistler. Ścisk punktowy w czołówce był piekielny. A to oznacza, że każdy z trójki Vilho Palosaari, Jonas Shuster i Jan Habdas mógł zwyciężyć. To dobrze świadczy nie tylko o poziomie zawodów, ale też potencjale każdego, który znalazł się na podium. Napisałem, że to nie jest jedna "jaskółka" czyniąca wiosnę, bo na czwartym miejscu uplasował się mniej znany kibicom Kacper Tomasiak. Jego strata do podium wyniosła niecałe trzy punkty, a na skoczni HS 104 to już całkiem sporo, ale to i tak wyczyn, z którego może być dumny. W dziesiątce sklasyfikowano jeszcze jednego Polaka. Marcin Wróbel zajął dziewiąte miejsce. To nazwiska, poza Habdasem, które nie przebiły się jeszcze w przestrzeni medialnej. A więc dokładnie takie, których nam do tej pory brakowało. W polskich skokach krążyliśmy w kółko wokół tych samych zawodników narzekając, że nie ma następców polskich mistrzów - Stocha, Kubackiego, Żyły. I oczywiście jest zbyt wcześnie, aby wieszczyć renesans polskich skoków wśród młodych zawodników, ale wreszcie zaczęło się coś dziać. ZOBACZ WIDEO: Był w szoku. Trener Realu spełnił abstrakcyjną prośbę kibica

A wyniki podczas MŚJ mają niebagatelne znaczenie. To klarowne porównanie potencjału przyszłych kadr seniorów ze światowym topem. Od 2014 roku, kiedy konkurs w Predazzo wygrał Jakub Wolny, żaden z Polaków nie zdołał wywalczyć podium. Wyraźna posucha dotknęła też polską kadrę seniorów, bo nowych nazwisk było jak na lekarstwo, a nawet jeśli się pojawiały, to po chwili znikały obciążone brakiem dyspozycji i szans rywalizacji z polskimi mistrzami. W ubiegłym roku Polaka nie było nawet w pierwszej dziesiątce MŚJ, mimo że konkurs zorganizowano w Zakopanem. Awans do TOP 10 ostatnio zaliczył w 2019 roku Paweł Wąsek zajmując szóstą lokatę. Progres jest więc znaczny. Zresztą medalista z Whistler już zagościł wśród seniorów i nawet wywalczył pierwsze w karierze punkty Pucharu Świata. Co prawda na własnym terenie, bo w Zakopanem, ale to milowy krok w karierze 19-latka. I choć takie wyniki cieszą, nie mamy pewności, czy przełożą się, jeden do jednego, na bliską przyszłość polskich skoków. Ale zawsze głośno narzekałem na średnią wieku w naszym narciarstwie, na brak sukcesów tych młodszych. Na to wreszcie, że w Niemczech, Austrii czy Norwegii co chwilę pojawiają się nowi zawodnicy, którzy rywalizują jak równi z równymi podczas Pucharu Świata. Dlatego teraz narzekać nie chcę. I czekam z niecierpliwością, jak polskie sztaby trenerskie wykorzystają talenty Habdasa, Tomasiaka, Wróbla. Ale też choćby Klemensa Joniaka, który w Whistler wywalczył 16. pozycję. Ze względu na wyniki w konkursie indywidualnym, przed nami niezwykle ciekawa drużynówka. Zawody zespołowe zaplanowano na 4 lutego.

Od łez rozpaczy do euforii. Tym się różni od Stocha czy Kubackiego >> To trzeba zobaczyć. Tak Jan Habdas cieszył się z brązowego medalu >>

Źródło artykułu: WP SportoweFakty