WP SportoweFakty.wp.pl – wiadomości sportowe, relacje live, wyniki meczów

Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Skoki narciarskie
  • Tenis

Willingen potrafiło zmieniać bieg historii. I to bardzo poważnie!

Puchar Świata w weekend wraca do Willingen. Obiekt, który zmienił oblicze skoków. Tam zaczęła się wyboista droga Simona Ammanna po olimpijskie złoto. Tam prysnęła wielka forma i pewność siebie Svena Hannawalda. Obserwujmy te zawody uważnie!
Marcin Górczyński
Marcin Górczyński
Getty Images / Adam Pretty/Bongarts/Getty Images / Na zdjęciu: Simon Ammann

Poturbowany Ammann bezwładnie zsunął się po zeskoku Muehlenkopfschanze. Kilka sekund wcześniej popełnił kardynalny błąd na progu. Zdecydowanie spóźnił odbicie, koślawo wyszedł w powietrze i grzmotnął głową o śnieg. Treningowy skok w Willingen mógł zakończyć jego obiecująca karierę. 20-latek dopiero co przebił się do czołówki, zbliżał się do podium, w końcu trzykrotnie wdrapał się "na pudło".

Oszołomiony, obolały Szwajcar ocknął się na dole. Był przytomny, sam próbował się pozbierać, ale i tak trafił na badania do szpitala. Wyszedł niemal bez szwanku, stłuczenia i wstrząśnienie mózgu były najniższym wymiarem kary. Po dwóch dniach pojechał odpoczywać do domu. Do igrzysk w Salt Lake City pozostawał miesiąc.

Pucharowa karuzela kręciła się dalej, rywale tracili siły w Zakopanem, kilku z nich, głównie Austriacy, zafundowali sobie wycieczkę do Sapporo. Ammann w spokoju regenerował się przed wylotem na igrzyska. Po upadku w Willingen przez miesiąc nie stanął na starcie. W Salt Lake City pojawił się zrelaksowany, z czystą głową.  

Cała Polska dmuchała Adamowi Małyszowi pod narty, przy skokach Svena Hannawalda Niemcy krzyczeli "Zieeeeh" (leć). W Ammana nikt przesadnie nie wierzył, powinien w ogóle cieszyć się z tak szybkiego powrotu do sportu. Szwajcar, w domowym zaciszu, z trenerem Bernie Schoedlerem, przygotował jednak fenomenalną formę. Sprzątnął faworytom dwa złota - na normalnej skoczni wygrał nieznacznie, na dużym obiekcie zdeklasował resztę. Sam nie wierzył w swoje szczęście, upojony sukcesem rozdawał uśmiechy na lewo i prawo. 

ZOBACZ WIDEO Pierwszy wywiad z Revol. "Powiedziałam sobie: musisz schodzić spokojnie"

Willingen zainicjowało wyboistą drogę Ammana na szczyt. Dla Svena Hannawalda stało się przekleństwem, miejscem klęski. 

Przed mistrzostwami świata w Val di Fiemme w 2003 r. Niemiec demolował konkurentów. Odpalił 140 metrów w Zakopanem, w wielkim stylu wygrał cztery z pięciu zawodów, w których startował. Zwyciężył także w Willingen - wszyscy skakali, on latał. Pofrunął na 147. metr i otrzymał cztery maksymalne noty od sędziów! Drugiego dnia chciał jeszcze raz wdeptać rywali w śnieg i pokazać im, kto rządzi. Zapewne tak by się stało, gdyby nie loteria pogodowa. 

W Willingen bardzo wzmógł się wiatr, konkurs rozegrano w fatalnych warunkach. Ciąg powietrza tłamsił zawodników, faworyci padali jak muchy, nielicznie przebili się przez pułapkę i pofrunęli pod 140. metr. Hannawald był w wybornej, może nawet życiowej formie. Nikomu nie przyszło do głowy, że powstrzyma go natura. Długo czekał na belce, pomiary pokazywały podmuchy po 3-4 m/s w plecy. Trener Reinhard Hess patrzył w monitor i tylko kręcił głową. Miran Tepes zapalił zielone światełko i zrezygnowany szkoleniowiec machnął chorągiewką. Zazwyczaj dostojny Hannawald po odbiciu stracił pułap i zniechęcony klapnął na dwie nogi.

108,5 m. Publiczność jęknęła z zawodu, zamiast spodziewanego nokautu i potwierdzenia supremacji na kilka dni przed MŚ, Niemiec dostał cios w twarz. Jego krucha psychika tego nie wytrzymała. Maszyna do zwycięstw rozleciała się w mak. Po tej feralnej niedzieli nic nie było takie same, Hannawald jeszcze zaledwie dwa razy stanął na podium PŚ. Całkowicie zawalił MŚ w Predazzo. Podłamany siódmym miejscem na dużej skoczni, odfajkował drugi konkurs (24. lokata), nie zdobył medalu w drużynie. Królem Trampolino Dal Ben został Małysz, obserwujący niedawną wpadkę rywala w telewizji. Polak do Willingen nie pojechał, trenował tak ostro, że przeskakiwał obiekt w Ramsau.

Zmora Hannawalda wróciła raz jeszcze. W sezonie 2003/2004 dopadł go gigantyczny kryzys, głównie mentalny. W konkursach spalał się psychicznie i robił z siebie pośmiewisko, w Pucharze Świata punktował okazjonalnie. Wycofał się z rywalizacji, zasuwał na treningach, wielki powrót zaplanował w Willingen. Skończyło się jak wcześniej, fatalny skok i 36. miejsce. Cień człowieka opuszczał niewielkie miasteczko. Wypalony i przygnębiony pojawił się na kolejnych zawodach w Salt Lake City. Spadł tam na bulę i rzucił narty w kąt. Jak się później okazało, na zawsze. 

Muehlenkopfschanze w ciągu roku dwa razy zawróciło bieg historii skoków.

Czy Sven Hannawald był najbardziej utalentowanym niemieckim skoczkiem?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Polub Sporty Zimowe na Facebooku
Zgłoś błąd
inf. własna

Komentarze (1):

[ Anuluj ] Odpowiadasz na komentarz:

Dowiedz się jak umieszczać linki od tagów, pogrubiać tekst, itp.
  • jarema11 0
    Tytuł to piramidalna bzdura, można to tylko przyrównać do gazetki wielkich heroglifów. Wilingien jest tylko jedną malutką cegiełką w historii skoków i nic nigdy nie zmieniło i nie zmieni. Autor dramatycznie chce się wybić, fakty są faktami a otoczka jest żenująca pod względem treści.
    Odpowiedz Zgłoś Zablokuj
Pokaż więcej komentarzy (1)
Pokaż więcej komentarzy (1)
Pokaż więcej komentarzy (1)
Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
×
Sport na ×