WP SportoweFakty.wp.pl – wiadomości sportowe, relacje live, wyniki meczów

Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Skoki narciarskie
  • Tenis

Reforma Hearna niszczy snookera

Brak zainteresowania ze strony mediów i kibiców, rozgrywanie absurdalnych pojedynków i blokowanie szans rozwoju słabszym zawodnikom - oto efekty reformy przeprowadzonej przez Barry’ego Hearna.
Grzegorz Lemański
Grzegorz Lemański

Na początku obecnego sezonu w turniejach organizowanych przez Światową Federację Snookera doszło do małej rewolucji. Zamiast dotychczasowej formuły, która premiowała zawodników z pierwszej szesnastki rankingu i pozwalała pozostałym na walkę w eliminacjach, zdecydowano się na rozgrywanie zawodów według tzw. płaskiej drabinki.

Zgodnie z nowymi zasadami wszyscy zawodnicy, bez względu na pozycję w rankingu, rozpoczynają rozgrywki od pierwszej rundy. W przypadku rozgrywanego obecnie UK Championship oznaczało to, że na starcie turnieju pojawiło się 128 zawodników, zarówno mistrz świata Ronnie O'Sullivan jak i... amator Dylan Mitchell, który w tym sezonie nie wygrał jeszcze nawet jednego meczu.

Subiektywna ocena przeprowadzonych zmian prowadzi do konkluzji, że Barry Hearn popełnił poważny błąd, który z czasem może skutkować mniejszym zainteresowaniem snookerem. Kibice nie są bowiem zainteresowani oglądaniem gry amatorów, którzy nie potrafią wbić kilku bil przy jednym podejściu, lecz emocjonującymi starciami najlepszych na świecie. Podczas pierwszych pojedynków UK Championship Barbican Centre świeciło pustkami, a przed telewizorami... nie zasiadła nawet jedna osoba, gdyż telewizja Eurosport zrezygnowała z transmisji pierwszej fazy turnieju.

Fani snookera na całym świecie nie mają jednak czego żałować. Pojedynki najlepszych na świecie z zawodnikami z dolnych rejonów rankingu nie przyniosły praktycznie żadnych emocji. Z czołowej szesnastki wpadkę zaliczył jedynie Marco Fu, który niespodziewanie przegrał 5:6 z amatorem – Mitchellem Trevisem. Pozostali pewnie znaleźli się w drugiej rundzie, a Stuart Bingham, Neil Robertson, Ricky Walden, Barry Hawkins i Ronnie O’Sullivan nie stracili nawet jednego frejma. Ten ostatni ustanowił również absolutny rekord, bowiem w całym meczu pozwolił rywalowi na zdobycie... 34 punktów.

Takie pojedynki z pewnością nie służą ani promocji snookera ani rozwojowi zawodników. Zamiast rywalizować z równymi sobie i próbować swoich szans w eliminacjach, snookerzyści z niższych miejsc grają z potentatami, którzy odsyłają ich do domu z płaczem. Dla rankingowej czołówki pojedynki z amatorami z pewnością również nie należą do przyjemności i z reguły są traktowane jako element treningu. W przeładowanym turniejami sezonie, który obecnie liczy 30 turniejów (dla porównania w sezonie 2003/04 było ich zaledwie 14) dokładanie kolejnych meczów mija się jednak z celem. Większość zawodników mówi o przemęczeniu, co skutkuje rezygnacją z udziału w części zawodów, jak to ma miejsce choćby w przypadku Ronnie’ego O’Sullivana.

Poprzedni system rozgrywek w moim odczuciu był idealny. 32 zawodników, szesnastu ze światowej czołówki i pozostali, którzy wywalczyli awans w eliminacjach. Nie było bezbarwnych spotkań, pojedynków Dawida z Goliatem i pustych trybun. Jak widać nie każda zmiana zawsze musi oznaczać zmianę na lepsze.

Czy podoba Ci się nowy system rozgrywania turniejów?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Polub SportoweFakty na Facebooku
Zgłoś błąd
inf. własna

Komentarze (1):

[ Anuluj ] Odpowiadasz na komentarz:

Dowiedz się jak umieszczać linki od tagów, pogrubiać tekst, itp.
  • Grzegorz Lemański 0
    Zawsze można podyskutować :) Co też niniejszym czynię.
    1. Głównym zarzutem z mojej strony jest fakt, że w fazach kwalifikacyjnych (czy też w osobnych kwalifikacjach, nie ma to większego znaczenia) biorą udział zawodnicy z czołowej szesnastki. W 90% przypadków czołówka i tak kwalifikuje się w całości, więc ich gra od początku i walka z amatorami dla mnie nie ma sensu.
    2. Nadal uważam, że reforma blokuje słabszym zawodnikom szansę na grę w fazie finałowej turnieju. Bo niewykluczone, że zawodnik z dalszego miejsca zakwalifikowałby się do fazy telewizyjnej, gdyby walczył z równymi sobie. Ale jak się trafia na kogoś z czołowej szesnastki, to szanse są niewielkie.
    3. Wspomniałaś o konieczności kompromisów czasowych. Skoro są niezbędne, to po co dokładać jeszcze meczów w fazie eliminacyjnej? Kompromisy czasowe niezbędne są właśnie przez reformę, która nie dość, że kazała grać czołowej szesnastce w eliminacjach, to jeszcze rozszerzyła Main Tour z 99 do 132 zawodników.
    4. "Zwyczajne kwalifikacje nie są transmitowane". Zgadza się. I nigdy nie były. Zakładałem jednak, że jeżeli ktoś każe czołowej szesnastce w nich grać, to po to, aby podnieść ich rangę. Przyciągnąć kibiców i stacje telewizyjne. A kibiców nadal brak, podobnie jak transmisji w telewizji. Status quo dla mnie jest więc porażką.
    Pozdrawiam i zapraszam do śledzenia kolejnych materiałów o snookerze :)
    Ania Soboczyńska Panie kolego, upraszczasz pan sprawę i wprowadzasz ludzi w błąd, a to niefajnie. Nie było czasu na oddzielne kwalifikacje (takie jak za chwilę rozpoczną się do GM), zatem przyklejono je do turnieju, którego właściwa faza rozpoczęła się zgodnie z planem, transmisyjnym również i trwała tyle co zawsze, czyli tydzień. Turniej nic nie stracił na swojej jakości, jako że słusznie wspomniano, że jedyną niespodzianką była przegrana Fu. W dobie większej ilości turniejów trzeba kompromisów czasowych i to był jeden z nich, bez wpływu na same zawody. Poza tym, zwyczajne kwalifikacje również nie są transmitowane przez TV, zatem cały ten artykuł, mimo że merytorycznie dokładny, to niestety jedno wielkie dorabianie ideologii, zupełnie niesłusznie. Tym niemniej, fajnie, że można podyskutować. Pozdrawiam wszystkich kibiców snookera!
    Odpowiedz Zgłoś Zablokuj
  • Ania Soboczyńska 0
    Panie kolego, upraszczasz pan sprawę i wprowadzasz ludzi w błąd, a to niefajnie. Nie było czasu na oddzielne kwalifikacje (takie jak za chwilę rozpoczną się do GM), zatem przyklejono je do turnieju, którego właściwa faza rozpoczęła się zgodnie z planem, transmisyjnym również i trwała tyle co zawsze, czyli tydzień. Turniej nic nie stracił na swojej jakości, jako że słusznie wspomniano, że jedyną niespodzianką była przegrana Fu. W dobie większej ilości turniejów trzeba kompromisów czasowych i to był jeden z nich, bez wpływu na same zawody. Poza tym, zwyczajne kwalifikacje również nie są transmitowane przez TV, zatem cały ten artykuł, mimo że merytorycznie dokładny, to niestety jedno wielkie dorabianie ideologii, zupełnie niesłusznie. Tym niemniej, fajnie, że można podyskutować. Pozdrawiam wszystkich kibiców snookera!
    [ 1 komentarz w tej dyskusji ] Odpowiedz Zgłoś Zablokuj
Pokaż więcej komentarzy (1)
Pokaż więcej komentarzy (1)
Pokaż więcej komentarzy (1)
Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
×