Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Skoki narciarskie
  • Tenis

WTA Madryt: Sloane Stephens złamała opór Saisai Zheng. Szybki awans Belindy Bencić

Sloane Stephens pokonała w trzech setach Saisai Zheng i awansowała do ćwierćfinału turnieju WTA Premier Mandatory w Madrycie. Belinda Bencić oddała dwa gemy Katerynie Kozłowej.
Łukasz Iwanek
Łukasz Iwanek
Getty Images / Julian Finney / Na zdjęciu: Sloane Stephens

Sloane Stephens (WTA 8) rozegrała drugi trzysetowy mecz w Madrycie. W II rundzie wyeliminowała Wiktorię Azarenkę. W środę mistrzyni US Open 2017 zwyciężyła 3:6, 6:3, 6:2 Saisai Zheng (WTA 49). W trwającym dwie godziny i dwie minuty meczu Amerykanka odparła 13 z 16 break pointów i zamieniła na przełamanie pięć z 11 szans.

Stephens po raz drugi pokonała Zheng. W ubiegłym sezonie w Pekinie oddała Chince cztery gemy. Dla Amerykanki będzie to pierwszy ćwierćfinał w Madrycie. Dopiero po raz drugi w 2019 roku osiągnęła tę fazę turnieju WTA, po Charlestonie.

Zobacz także - Madryt: Hubert Hurkacz znów lepszy od Lucasa Pouille'a. Polak w III rundzie

Kolejną rywalką Stephens będzie Petra Martić (WTA 36), która prowadziła 4:6, 6:3, 3:0 z Donną Vekić (WTA 24), gdy jej rodaczka skreczowała z powodu kontuzji prawego biodra. Mecz trwał godzinę i 52 minuty. Martić zniwelowała siedem z 10 break pointów i zamieniła na przełamanie pięć z sześciu okazji. Wygrała już 11. mecz na korcie ziemnym w tym roku (bilans 11-1).

ZOBACZ WIDEO Sektor Gości 90. Urszula Radwańska: Mój cel to powrót do czołowej "30" światowego tenisa

Belinda Bencić (WTA 18) w 63 minuty rozbiła 6:0, 6:2 Katerynę Kozłową (WTA 85). Szwajcarka obroniła trzy break pointy, a sama wykorzystała pięć z ośmiu szans na przełamanie. Zdobyła 25 z 27 punktów przy swoim pierwszym podaniu. Bencić awansowała do drugiego w tym roku ćwierćfinału imprezy rangi Premier Mandatory. W Indian Wells dopiero w półfinale przegrała z Andżeliką Kerber. Kozłowa w poprzedniej rundzie wyeliminowała Karolinę Pliskovę.

Czytaj także - Madryt: 50. wygrany mecz Rafaela Nadala w stolicy Hiszpanii. Stefanos Tsitsipas i Fabio Fognini kontynuują serie

W 2017 roku Bencić zmagała się ze zdrowotnymi problemami i w pewnym momencie wypadła nawet z Top 300 rankingu. W obecnym sezonie Szwajcarka przeżywa odrodzenie. W Dubaju (tytuł) i Indian Wells odniosła sześć zwycięstw nad tenisistkami z czołowej "10", w tym nad Naomi Osaką i Simoną Halep. W styczniu była klasyfikowana na 55. pozycji, a w marcu wróciła do Top 20. O półfinał w Madrycie była siódma rakieta globu zmierzy się z Osaką.

Mutua Madrid Open, Madryt (Hiszpania)
WTA Premier Mandatory, kort ziemny, pula nagród 7,021 mln euro
środa, 8 maja

III runda gry pojedynczej:

Sloane Stephens (USA, 8) - Saisai Zheng (Chiny) 3:6, 6:3, 6:2
Belinda Bencić (Szwajcaria) - Kateryna Kozłowa (Ukraina, Q) 6:0, 6:2
Petra Martić (Chorwacja) - Donna Vekić (Chorwacja) 4:6, 6:3, 3:0 i krecz

Czy Sloane Stephens awansuje do półfinału turnieju w Madrycie?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Polub Tenis na Facebooku
Zgłoś błąd
WP SportoweFakty

Komentarze (1):

  • spoti22 Zgłoś komentarz
    Niestety nie takiego zakończenia się spodziewałem... i nie chodzi o to, że przegrała. Ale od początku. Przeczuwałem, że mecz nie będzie należał do najłatwiejszych i to się
    Czytaj całość
    potwierdziło od razu w pierwszych gemach. Martić, jak na przedmeczową faworytkę przystało, bardzo szybko objęła prowadzenie po przełamaniu już w drugim gemie i za chwilę podwyższyła na 3:0. Stało się to naprawdę szybko i w sumie prawie, że z niczego - jednocześnie niczego jej nie odbierając, bo popracowała na to prowadzenie i wykorzystała to, że Donna weszła w mecz, jakby nieco spóźniona i niegotowa na to, że tak szybko będzie zmuszona odrabiać. Niezwykle ważny i kluczowy dla pierwszego seta okazał się siódmy gem przy wyniku 4:2 dla Petry i jej podaniu. Jak powiem, że było aż 8 równowag i dopiero za szóstą okazją udało się Donnie odrobić straty, to na pewno trochę Wam to przybliży obraz tego, jak zacięty był to gem i ile razy myślałem, że to już - że to przy tej wymianie Donna odrobi, by za minutę lub dwie, ponownie przeżywać to samo i tak kilkukrotnie (w międzyczasie dopuszczając do siebie kilka czarnych myśli, że chyba jednak Martić wyjdzie na to 5:2 i praktycznie będzie już po secie). Donna nie byłaby jednak sobą, gdyby nie pokazała w tym gemie prawdziwego charakteru, za m.in. który, ją tak bardzo lubię. Wespół z Martić rozegrały kilka ciekawych wymian przeradzających się w swego rodzaju przeciąganie linii, raz na stronę jednej, raz na drugiej. Gdy się jednak w końcu udało zmóc Petrę, to wyraźnie wlało to w Donne więcej pewności. Na potwierdzenie tego poszła za ciosem, wygrywając kolejne 3 gemy i tym samym na swoje konto zapisując pierwszą partię. Czy w tym momencie pomyślałem, że teraz już pójdzie łatwiej? że sprawy jakoś prościej się potoczą? Może przez pierwszą chwilę wraz z ulgą, że udało jej się wygrać tego pierwszego seta, o którym do połowy myślałem, że jest już przegrany i mająca optyczną przewagę Petra po prostu go nie wypuści. Na dobrą sprawę będąc całkowicie szczerym, to ona zasługiwała by prowadzić w meczu. Na jej korzyść trochę też działało to, że Kerber podarowała jej wczoraj wolną rundę i mogła spokojnie obejrzeć, jak jej dzisiejsza rywalka nie bez problemów kruszyła opór Kristyny Pliskovej. Czy ten dzień odpoczynku miał znaczenie lub może był jakoś bardziej widoczny na korcie? Trudno powiedzieć. Może właśnie w pierwszych minutach, gdy Martić szybko podyktowała warunki i wydawało się, że dość pewnie odniesie zwycięstwo, tracąc po 3 gemy w obu partiach (na taki mniej więcej wynik mnie nastawiła i zdawała się dawać do zrozumienia, że jej rodaczka jakoś bardzo z nią dziś nie powalczy). Przed samym meczem w odpowiedzi na taki scenariusz, powiedzenie OK przyszłoby mi dużo łatwiej i podsumowując mecz z Pliskovą nawet nie starałem się ukrywać moich odczuć, jakiego rozstrzygnięcia niestety bardziej się spodziewam. Po pierwszym secie jednakże sprawy przybrały inny obrót i zaczęła się tlić nadzieja, że wcale ten turniej dla Donny nie musi się skończyć wraz z dzisiejszym zachodem słońca i że gdy jutro wstanie nowy dzień, rozegra jeszcze jedno spotkanie. I powiecie, po co ja o tym, aż tyle przynudzam, rozpisując się już w tonie prawie literackim, jakby to chodziło o finał szlema lub choćby o pojedynek dużo lepszy z udziałem czołowych zawodniczek. I pewnie macie rację, że tę opowieść trzeba już skrócić i przejść do sedna, do którego gdzieś podświadomie przejść po prostu nie chcę. Pod koniec drugiego seta, gdy Donna poprosiła o przerwę medyczną, moje nadzieje zaczęły gasnąć tak, jak i po tych kilku minutach przerwy i po powrocie na kort z każdą chwilą coraz bardziej gasła Donna. Punkty już bardzo szybko się toczyły i kończyły najczęściej po prostym błędzie, aż w końcu przy stanie 3:0 dla Martić toczyć się przestały i na tablicy wyników przy nazwisku Donny pojawiło się słowo, którego nikt nigdy nie chce zobaczyć. Moment ten choć bardzo wzruszający, gdy przy siatce Petra czule objęła Donne by ją pocieszyć, niestety i tak nie uchronił mnie przed smutkiem. Co innego przed meczem nie być za dużej wiary i nastawiać się na porażkę, a co innego, gdy w trakcie sprawa zwycięstwa była jak najbardziej otwarta. Donna pokazywała na okolicę uda, pachwiny, co wystarczyło by nie móc na 100% się poruszać i kontynuować grę. Nawet, gdy ten początek dzisiaj miała słabszy, to z jej gry i postawy jestem naprawdę zadowolony i mam nadzieję, że ten krecz nie wynikał z czegoś poważnego i przystąpi do turnieju w Rzymie.
    Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
    ×
    Sport na ×