WP SportoweFakty.wp.pl – wiadomości sportowe, relacje live, wyniki meczów

Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Skoki narciarskie
  • Tenis

Widziane z Rusi Czerwonej - seria nowa (3)

Gdyby nie drobiazg w postaci ślubowania, iż będę trzymał się z daleka od elementu baśniowego w opakowaniu szklanym (niekoniecznie zwrotnym), ruszyłbym czym prędzej do Zośki sklepowej.
Waldemar Bałda
Waldemar Bałda

Kup bilet na wielki finał TAURON Speedway Euro Championship w Chorzowie! -->>
Aby - wszedłszy za jej pomocą w posiadanie towaru odpowiedniego - móc ufetować własne sugestie jędzowate, w czasie odległym publicznie przedstawione; że jednak ślub wiąże, toastów żadnych nie wzniosę. Pochwalę się tylko na trzeźwo słowami o odwiecznej mocy: a nie mówiłem?


Słyszę oto, że koledzy Szwedzi, organizujący ligę (jakże, nota bene, chwaloną przez rodaków naszych), zamierzają uniezależnić się od tamtejszego PZMot.-u, albowiem w środowisku uprawiających sporty motorowe różnej maści czują się niedowartościowani. Rzecz jasna, to dopiero pierwsza jaskółka, czort wie, co z tego będzie i czy w ogóle będzie; ale ja i tak na wyprzódki radość demonstruję, pokrzykując gromko: a nie mówiłem? Było mnie słuchać!

Lat temu niemało, jeszcze w czcigodnym "Tygodniku Żużlowym", zniesmaczony popłakiwaniami różnych chwilowych herosów żużlowego świata, akurat wtedy przypisującym diaboliczną rolę arcyprezesowi Witkowskiemu - przypomnę: był taki czas, że obwiniano go o całe zło, jakie coraz bezczelniej rozpleniało się na lewoskrętnych torach - zasugerowałem, iż, skoro wszyscy są przeciw arcyprezezowi i PZMot.-owi, to może czas najwyższy z tego interesu wyjść i założyć swój związek żużlowy. Nie było to gadanie po próżnicy, o nie; bo co z tego, że FIM - jak każda światowa federacja - lubi porządek i lubi mieć w każdym kraju jedynego, wiernego i powolnego wasala? FIM zaludniają przecież nie głupki, więc gdyby FIM zobaczyła determinację Polaków, wyrażającą się w malejących między Odrą a Bugiem wpływach ludzkich wsadów do granatowych marynarek ze złoconym emblematem na kieszeni, z pewnością nie zastosowałaby obstrukcji na polską modłę ("Nie, bo nie"), ale postarała się o jakieś porozumienie. Kto powiedział, że PZMot. po wsze czasy ma być hegemonem dla polskiego sportu żużlowego? W końcu Układ Warszawski był jakby cokolwiek mocniejszy od PZMot.-u, a rozpadł się w proch i pył, a i Związek Radziecki też miał większą siłę rażenia, a i on musiał się rozlecieć tak dokumentnie, że choć teraz kolega Putin ogniem i mieczem usiłuje go na nowo zmontować, nie jest wcale powiedziane, że mu się to, gagatkowi, uda.

Argumenty, że nie można, bo regulamin tego nie przewiduje, nie wydają mi się właściwe: każdy regulamin - tak jak każde prawo - można wszak zmienić, to tylko kwestia woli i konsekwencji w jej ziszczaniu. Nie uważam więc, aby szwedzkie ciągoty do swego rodzaju irredenty miały być skazane na fiasko; oczywiście, może się okazać, że zapowiedź była tylko zasłoną dymną, kryjącą jakiś chytrzejszy plan, zwykłym bluffem, mającym na celu skłonienie SVEMO do poluźnienia smyczy, na końcu której baraszkują szefowie klubów, albo zgoła manewr PR-owski, przeprowadzony gwoli zwrócenia uwagi na rozgrywki. Ale wyodrębnienie z federacji motorowej samodzielnego związku uprawiających żużel wydaje mi się całkiem realne.

O ile jednak dopuszczam prawdopodobieństwo powstania czegoś pt. Szwedzki Związek Speedwaya, o tyle uruchomienie czegoś takiego w ojczyźnie mej wydaje mi się absolutnie niemożliwe i nierealne. Bo kto miałby to zrobić, kto miałby stanąć na czele tego tworu, kto miałby nim ku zadowoleniu wszystkich zarządzać oraz kto miałby w nim się federować? Bez obrazy, ale kandydatów wśród rodaków nie dostrzegam. Przecież to, czym się bliźni kochani, działający na rzecz sportu żużlowego, charakteryzują, to spotęgowana PiS-owskość, czyli genetycznie zakodowany brak zdolności koalicyjnych.

Wyobraża ktoś sobie, aby obecnie królujący w Zielonej Górze mentor Falubazu porozumiał się z którymś (wszystko mi jedno, czy zasiadającym na fotelu szofera, czy podszeptującym złote myśli z tylnego siedzenia) z szefów Stali Gorzów? Żeby skompromitowani panowie z Torunia byli w stanie podjąć jakieś zobowiązanie - a podjąwszy, realizować je, nawet z zaciśniętymi boleśnie zębami? Przecież już w fazie organizacji samodzielnego związku zaczęłyby się podchody i kombinacje: jak by tu sformułować jakiś zapis, żeby później można było go ominąć... Albo jakby tu wykiwać innych, ażeby tylko "sprawiedliwość" mogła być po "naszej" stronie... Czym wyróżniałby się niezależny od PZMot.-u związek żużlowy? Na pewno rozbrajającą niezbornością, nieprzewidywalnością, wszechpotężnym pomieszaniem pojęć oraz wartości. Młode wilczki korporacyjne, wyuczone na przyśpieszonych kursach zarządzania, nawprowadzałyby przepisów o ściankach, na tle których dozwolone są rozmowy z uczestnikami zawodów, wymiarach reklam, karach za korzystanie z konstytucyjnej swobody wypowiedzi, licencjach zwykłych i niezwykłych, nadzwyczajnych i superekstraordynaryjnych, nadzorowanych i obserwowanych; namnożyłyby stanowisk i specjalności, wskutek czego lista osób funkcyjnych, wymaganych do rozegrania meczu, upodobniłaby się do listy płac, wyświetlanej na końcu hollywoodzkiej produkcji filmowej; a imprezy o tzw. nagrody PZMot. trzeba byłoby nieodwołalnie przenieść do archiwum, opatrzonego wizytówką "Czas przeszły dokonany".

Nie zamierzam wychwalać wierchuszki PT Polskiego Związku Motorowego - bo też i za co, pokornie zapytam? - ale czuję się zmuszony przyznać, że istnienie jakiegoś kręgu decyzyjnego, ulokowanego ponad strukturami GKSŻ oraz spółki, zarządzającej ligą z przedrostkiem, ma zbawienną moc: kłótnicy bowiem, prosperujący w czarnym sporcie, nie mają władzy absolutnej, muszą zatem liczyć się z (niedoskonałą, to fakt) możliwością zawetowania swoich jakże często dziwacznych i podważających wiarę w istnienie zdrowego rozsądku pomysłów oraz rozstrzygnięć. Danie specom, zajmującym decyzyjne stanowiska w impresariatach, tworzących nasze trzy ligi, pełni władzy oznaczałoby, że nadejście dnia, w którym po polskim sporcie żużlowym można jedynie posprzątać, zbliżałoby się z prędkością światła. Nie wiem, jak to tłumaczyć, wiem natomiast, że tak jest: każdy, nawet cechujący się wcześniej zdrowym rozsądkiem, gdy wydrapie się na prezesowski stołek w klubie (osobliwie ligi z przedrostkiem!), w przyśpieszonym tempie roztropność traci, faszerując błyskawicznie swój mózg mentalnością Kalego i zamiłowaniem do mataczeń, godnych kauzyperdy za piątkę.

I dlatego powstania Polskiego Związku Żużla najnormalniej nie wyobrażam sobie. Dixi.

Waldemar Bałda

Jesteśmy na Facebooku. Dołącz do nas!

Polub Żużel na Facebooku
Zgłoś błąd
inf. własna

Komentarze (3):

[ Anuluj ] Odpowiadasz na komentarz:

Dowiedz się jak umieszczać linki od tagów, pogrubiać tekst, itp.
  • Weintraub 0
    Fakt, kiedyś we Wrocku można było tam jechać.
    A to, że teraz też krawężnik? śmieszą mnie te tłumaczenia o geometrii torów i że się nie da. Toruń i Czewa to inna bajka. W Toruniu tor krótki i nikt nie kombinuje. W Czewie fajna nawierzchnia. Ale weźmy Leszno. Tor mają stworzony do ścigania. Przefajne zawody tam były, aż przyszedł Roman.... Bo trzeba było wygrywać. I wracam do punktu wyjścia. Chcemy zwycięstw? To je mamy.Może Leszno to obecnie zły przykład z tym wygrywaniem:) Ale niedługo my tam jedziemy więc mają ogromną szansę, aby to zmienić. Wkońcu Apator/Unibaks to mistrz w niewykorzystywaniu sytuacji:)
    spartunia A ja wolę ten sprzed lat. Przynajmniej u siebie na Olimpijskim miałam mijanki. Zewnętrzna chodziła aż miło. A i mniej wyżyłowany sprzęt też sprzyjał walce i jeździe w kontakcie. Sylwetki, tory? Specjalnej różnicy tu nie widzę. Wtedy i teraz mam swoich wirtuozów jazdy. Wtedy i teraz kopią dziury, robią ścieżki, czy polewają selektywnie. Ok, komisarze może co nieco przyhamowali proceder torowych wykopków, ale w żaden sposób nie są w stanie wyeliminować meczów, gdzie scenariusz na niemal każdy bieg jest jeden - taki właśnie "start, krawężnik i do mety". I o zgrozo, tak sam scenariusz powtarza się dzisiaj w większości turniejów GP. Myślę, że na ocenę żużla tego dzisiejszego i tego sprzed n lat w jakiejś mierze wpływa fakt, gdzie zawody ogląda się najczęściej. Gdybym na co dzień zasiadała na trybunach w Toruniu czy Częstochowie być może miałabym inne zdanie.
    Odpowiedz Zgłoś Zablokuj
  • spartunia 0
    A ja wolę ten sprzed lat. Przynajmniej u siebie na Olimpijskim miałam mijanki. Zewnętrzna chodziła aż miło. A i mniej wyżyłowany sprzęt też sprzyjał walce i jeździe w kontakcie. Sylwetki, tory? Specjalnej różnicy tu nie widzę. Wtedy i teraz mam swoich wirtuozów jazdy. Wtedy i teraz kopią dziury, robią ścieżki, czy polewają selektywnie. Ok, komisarze może co nieco przyhamowali proceder torowych wykopków, ale w żaden sposób nie są w stanie wyeliminować meczów, gdzie scenariusz na niemal każdy bieg jest jeden - taki właśnie "start, krawężnik i do mety". I o zgrozo, tak sam scenariusz powtarza się dzisiaj w większości turniejów GP.
    Myślę, że na ocenę żużla tego dzisiejszego i tego sprzed n lat w jakiejś mierze wpływa fakt, gdzie zawody ogląda się najczęściej. Gdybym na co dzień zasiadała na trybunach w Toruniu czy Częstochowie być może miałabym inne zdanie.
    Weintraub W jednym miejscu się nie zgadzam. Ja nie tęsknię za tymi meczami sprzed 10, 15 lat. To dla mnie trochę jak oglądanie drużyny Górskiego z lat 70-tych. Jakby grali w zwolnionym tempie. Tak samo z żużlem. Jakieś takie dziwne sylwetki, jakieś te tory dziwne. Wiem, że wielu tu mnie by skrytykowało, może i włącznie z Tobą, ale wolę oglądać dzisiejszą jazdę. Te mityczne mijanki kilkanaście lat temu są mityczne. Wcale nie było ich więcej. Za to tory były kartofliskami. Start, krawężnik i do mety. Mijanki po podskokach na dziurach. Kurcze - zabrzmiało jak jeden z wielu komentarzy na tutejszym forum. A to mi uświadamia, że nic się nie zmieniło. Zmieniła się optyka. Wymagania. Dostępność poszczególnych meczy. Kiedyś się kupowało Na wirażu i Tygodnik Żużlowy i z wypiekami na oczach czytało się relację z innych meczów. Co było prawdą, aco dopowiedzeniem piszącego artykuł nie wiadomo. Teraz masz wszystko przed oczami. Odpalasz TV, Internety i masz wszystko na wyciągnięcie ręki. Można komentować, oglądać w nieskończoność, spierać i dyskutować. Kiedyś wszystko działo się po cichu. Wiedzieli zainteresowani, albo afera była tak gruba, że nie dało się jej zamieść pod dywan. Chodzę na ten sport od kilkudziesięciu lat. Mam wiele fajnych wspomnień - chociażby wygrany 5:0 15. bieg ze Spartą:) Ale zdaję sobie też sprawę, że świat, sport idzie do przodu i to, co jeszcze niedawno było hitem i nowością teraz się strasznie zestarzało - tak jak silniki Jawy czy Godden'a. Ja oczekuję, że wraz ze zmianami sportowymi będą nadążali menadżerowie i właściciele klubów. A to się niestety nie dzieje. Kto winny? Po części i my kibice. Bo wymagamy, bo chcemy widowiska. Bo chcemy oglądać najlepszych, a nasza drużyna ma zawsze wygrywać. Również i my napędzamy tę karuzelę. Jednak od ludzi zarządzających tym sportem oczekuję, że będą potrafili odciąć się od emocji, lokalnych animozji. Stanąć ponad to i stworzyć ramy, w których kluby mogą na zdrowych zasadach rywalizować. Ja pomimo wielu działań EL widzę tymczasowość i krótkowzroczność. Nie jestem defetystą twierdzącym, że za rok wszystko padnie. Jestem realistą i twierdzę, że za rok,dwa nic się nie zmieni i będzie, tak jak śpiewały Elektryczne Gitary - wszyscy zgadzają się ze sobą, a będzie nadal tak jak jest...
    [ pokaż odpowiedzi ] Odpowiedz Zgłoś Zablokuj
  • Weintraub 0
    W jednym miejscu się nie zgadzam.
    Ja nie tęsknię za tymi meczami sprzed 10, 15 lat. To dla mnie trochę jak oglądanie drużyny Górskiego z lat 70-tych. Jakby grali w zwolnionym tempie. Tak samo z żużlem. Jakieś takie dziwne sylwetki, jakieś te tory dziwne. Wiem, że wielu tu mnie by skrytykowało, może i włącznie z Tobą, ale wolę oglądać dzisiejszą jazdę. Te mityczne mijanki kilkanaście lat temu są mityczne. Wcale nie było ich więcej. Za to tory były kartofliskami. Start, krawężnik i do mety. Mijanki po podskokach na dziurach. Kurcze - zabrzmiało jak jeden z wielu komentarzy na tutejszym forum. A to mi uświadamia, że nic się nie zmieniło. Zmieniła się optyka. Wymagania. Dostępność poszczególnych meczy. Kiedyś się kupowało Na wirażu i Tygodnik Żużlowy i z wypiekami na oczach czytało się relację z innych meczów. Co było prawdą, aco dopowiedzeniem piszącego artykuł nie wiadomo. Teraz masz wszystko przed oczami. Odpalasz TV, Internety i masz wszystko na wyciągnięcie ręki. Można komentować, oglądać w nieskończoność, spierać i dyskutować. Kiedyś wszystko działo się po cichu. Wiedzieli zainteresowani, albo afera była tak gruba, że nie dało się jej zamieść pod dywan.
    Chodzę na ten sport od kilkudziesięciu lat. Mam wiele fajnych wspomnień - chociażby wygrany 5:0 15. bieg ze Spartą:) Ale zdaję sobie też sprawę, że świat, sport idzie do przodu i to, co jeszcze niedawno było hitem i nowością teraz się strasznie zestarzało - tak jak silniki Jawy czy Godden'a.
    Ja oczekuję, że wraz ze zmianami sportowymi będą nadążali menadżerowie i właściciele klubów. A to się niestety nie dzieje.
    Kto winny? Po części i my kibice. Bo wymagamy, bo chcemy widowiska. Bo chcemy oglądać najlepszych, a nasza drużyna ma zawsze wygrywać. Również i my napędzamy tę karuzelę. Jednak od ludzi zarządzających tym sportem oczekuję, że będą potrafili odciąć się od emocji, lokalnych animozji. Stanąć ponad to i stworzyć ramy, w których kluby mogą na zdrowych zasadach rywalizować. Ja pomimo wielu działań EL widzę tymczasowość i krótkowzroczność. Nie jestem defetystą twierdzącym, że za rok wszystko padnie. Jestem realistą i twierdzę, że za rok,dwa nic się nie zmieni i będzie, tak jak śpiewały Elektryczne Gitary - wszyscy zgadzają się ze sobą, a będzie nadal tak jak jest...
    spartunia Taki portal... Chwytliwy tytuł, słowo klucz we wstępie, najlepiej Unibax albo N.Pedersen, bo wzbudzając najwięcej emocji wśród kibiców dając tym samym szansę na większą liczbę odsłon. I się kręci. Szkoda sobie d... zawracać. Się rozpisałeś i w wielu miejscach nie sposób nie przyznać Ci racji. Wczoraj negatywnym bohaterem był Unibax, wcześniej Unia Tarnów, gdzieś po drodze Start, dzisiaj jest Włókniarz, jutro będzie ktoś inny. Generalnie równia pochyła, symptomów że może być lepiej nie widzę. A że za swoje wyczyny najbardziej po tyłku dostał Unibax i do dziś o Unibaxie w tym negatywnym kontekście mówi się najwięcej i najgłośniej to przede wszystkim chęć dokopania najbogatszemu. Stać ich niech płacą. Ten sport zepsuli prezesi i ich pieniądze. Prezesi o jak się wyraziłeś małomiasteczkowej mentalności, którzy potraktowali żużel jako drogę do zaspokojenia własnego ego, do społecznego awansu, czy wreszcie jako trampolinę do świata polityki, mediów, celebrytów. Wystarczyło w sumie niewiele; 2, 3, 4 mln zainwestowane w klub i już byłeś gość. A nie daj boże za miedzą pojawił się konkurent z większą kasą i większymi możliwościami... Nakręcili spiralę żądań żużlowych asów do tego stopnia, że dziś niewielu jest już w stanie to udźwignąć. A taki to był prosty i fajny sport kiedyś. Spojrzę 15, nawet 10 lat wstecz i łza się w oku kręci. Zabrali mi ten żużel z pełnymi trybunami i prostymi zasadami. Mam teraz pozornie tylko tą samą jazdę w lewo, w czterech i na cztery okrążenia, bo wszystko w cieniu afer, skandali i opasłych regulaminów. I myślenie nie jak pchnąć dyscyplinę do przodu, a jak rywalowi dokopać. Zgadzam się, że warto pójść w kierunku transparentności, ujawnić klubowe budżety, kontrakty zawodnicze i sponsorskie. Przede wszystkim oczyści się atmosfera i skończą domysły kto, komu, ile i za co. I trudniej będzie podpisać kontrakt bez pokrycia, bo na pierwszy rzut oka będzie wiadomo, że w tym czy innym klubie winien nie równa się ma.
    [ pokaż odpowiedzi ] Odpowiedz Zgłoś Zablokuj
Pokaż więcej komentarzy (3)
Pokaż więcej komentarzy (3)
Pokaż więcej komentarzy (3)
Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
×
Sport na ×