Starcie wrocławian i częstochowian nie należało do najprzyjemniejszych. Wszystko przez burzę, której następstwem był wymagający tor. Początek zawodów opóźnił się, a w ich trakcie zgromadzeni kibice byli świadkami częstych prac torowych. Lepiej w tych dość ekstremalnych warunkach poradzili sobie miejscowi i to oni zainkasowali całą pulę. - Bardzo zależało nam na tych trzech punktach. Chcieliśmy oddalić walkę o utrzymanie. To był trudny mecz i nic nie wskazywało na taką pogodę. Dzięki Bogu, że nikt nie doznał żadnych złamań i zakończyliśmy te zawody zdrowo - przyznał po zakończonym meczu Jurica Pavlic.
[ad=rectangle]
Chwilami zawodnicy byli zmuszeni do asekuracyjnej jazdy. Niestety w trakcie zawodów doszło do dwóch groźnie wyglądających upadków. - Jak się jechało w kontakcie, to momentami trzeba było uważać. Jazda na tym torze nie była łatwa. Taki jest żużel - nieraz jest fajnie, nieraz jest pod górkę, ale daliśmy radę - podsumował Chorwat.
Przed żużlowcami Betardu Sparty pojedynek ligowy z Fogo Unią. Spotkanie rozegrane zostanie 10 sierpnia w Lesznie, w którym od kilku lat mieszka Jurica Pavlic. Warto dodać, że "Jura" przez wiele sezonów startował z Bykiem na plastronie. - Dwa lata nie jeździłem już w Lesznie i wiem, że tor trochę się zmienił. W sobotę mam mistrzostwa Europy w Danii i później prosto przyjadę na mecz do Polski. Pojedziemy po wygraną i zobaczymy jak to wyjdzie - zakończył.