Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Tenis
  • Zimowe

Pierwszy wiraż. Druga część historii Kenny'ego Cartera

20 marca 1978 roku Kenny Carter oficjalnie zadebiutował w barwach Newcastle Diamonds. Młodzieniec wywalczył 4 punkty i 2 bonusy w domowym sparingu przeciwko Ellesmere Port. Bez rewelacji, ale chłopaka chwalono za determinację.
Ziemowit Ochapski
Ziemowit Ochapski
opona w motocyklu żużlowym / opona w motocyklu żużlowym

W latach siedemdziesiątych śmierć w speedwayu była czymś o wiele bardziej powszechnym niż w dzisiejszych czasach, kiedy bezpieczeństwo zawodników jest najważniejsze. Taka sytuacja nie oznaczała jednak, że kolejne tragedie mniej bolały ludzi kochających żużel. Kenny ledwie zdążył się oswoić z jedną tragedią, a w jego trzecim występie w składzie ekipy z Brough Park klubowy kolega, osiemnastoletni Chris Prime, uderzył w ogrodzenie okalające tor i stracił życie. Jadący przed nim Carter nie widział tego zajścia, ale skutek nie mógł nie zostawić śladu w jego psychice. - Do dziś nie spotkałem kogokolwiek, kto widział moment wypadku - wspomina George English, promotor Diamentów. - Chris znajdował się daleko z tyłu, a wszyscy byli skupieni na Kennym i jego walce o punkty.

Cokolwiek działo się w głowie młodego żużlowca, to szedł on swoją ścieżką i nie szukał u nikogo pocieszenia. Koncentrował się na speedwayu, co wychodziło mu naprawdę fenomenalnie. Jeszcze w kwietniu najpierw wygrał swoją pierwszą ligową gonitwę, a niedługo później zdobył płatny komplet punktów. Chłopak poczynał sobie na tyle dobrze, że wkrótce wkrótce został powołany przez swój macierzysty team, Halifax Dukes, na mecz przeciwko Swindon Robins, w którym miał zastąpić borykającego się z problemami żołądkowymi Micka McKeona. - Jeszcze jako szesnastolatek nie bał się absolutnie niczego i śmiał się w oczy bardziej doświadczonym zawodnikom - opowiada McKeon. - W końcu jednak przestałem być o to zazdrosny i zacząłem się od niego uczyć. Początkowo rzeczywiście traktowałem go nieco z góry, ale z czasem zostaliśmy przyjaciółmi. Mógłbym powiedzieć, że naprawdę uwielbiałem tego dzieciaka.

To najlepszy prezent na święta dla kibica żużlowego! Polecamy!

Kup bilet na PZM Warsaw FIM Speedway Grand Prix of Poland. KLIKNIJ i przejdź na stronę sprzedażową! ->

Nastoletni Carter jak na swój wiek jeździł bardzo inteligentnie. Rozumiał, że speedway to również sport zespołowy, dlatego zawsze zostawiał miejsce dla kolegi z pary. Sztukę tę opanował do perfekcji, a problemu nie stanowiło dla niego pozwolenie partnerowi na minięcie linii mety przed nim. Mick McKeon właśnie dzięki uprzejmości Kenny'ego wywalczył swój pierwszy komplet punktów na The Shay. - Podczas pobytu w Newcastle dorósł i stał się jeźdźcem z prawdziwego zdarzenia - mówi Ian Thomas, promotor Diamentów. - Jego forma w debiutanckim sezonie była po prostu fenomenalna i nie pozostawiała złudzeń, że ten chłopak celuje jeszcze wyżej. W tamtym czasie oczywiście nie był jeszcze supergwiazdą, za jaką uchodził Tom Owen, który nawet nie traktował Kenny'ego jako potencjalnego zagrożenia.

ZOBACZ WIDEO Piotr Pawlicki: Nic nam nie mówili o Pedersenie, ale nie ma sprawy


Kumple z drużyny i włodarze Newcastle Diamonds nigdy nie narzekali na Cartera czy kogokolwiek z jego otoczenia. Nawet z pozoru spokojni ludzie w ferworze w walki ujawniają jednak swoją drugą twarz. Podczas drugiego występu dla Halifax Dukes, tym razem przeciwko Wimbledon Dons, Kenny starł się z Colinem Richardsonem. W jednej z gonitw zawodnik stołecznej ekipy dość ostro sfaulował młodzieńca, za co w parkingu Mal Carter zdzielił go z całej siły. Wynikła z tego niezła afera, a włodarze zespołu z Londynu grozili ojcu żużlowca, że jeśli nie opanuje emocji, to opuści stadion w kajdankach. Zachowanie Mala z jednej strony było karygodne, a z drugiej takie ludzkie, gdyż mężczyzna po prostu starał się dbać o bezpieczeństwo syna i zainterweniował, kiedy poczuł, że jest ono zagrożone.

W wyścigu żużlowym bierze udział tylko zawodnik, ale na jego dyspozycję zazwyczaj ma wpływ co najmniej klika osób. Tak jest dziś i tak było też w latach siedemdziesiątych. Mal woził syna na spotkania do Newcastle, a przy motocyklach Kenny'ego dłubali Gary Docherty, Richard Pickering oraz Phil Hollingworth. Ten ostatni swego czasu również próbował swoich sił w czarnym sporcie, dzięki czemu zakumplował się z Carterem. - Przy okazji zawodów w Halifax często wygłupialiśmy się i śmialiśmy, jak to kumple - opowiada. - Ja z czasem dałem sobie spokój ze speedwayem i podjąłem pracę jako stolarz. Później zdarzało mi się zastępować Richarda, który nie zawsze mógł jeździć z Kennym na mecze, aż w końcu zatrudnił mnie on na pełny etat.

W sezonie 1978 Kenny Carter uzyskał jeden pełny komplet "oczek" i pięć płatnych. Nastolatek wypracował dzięki temu solidną średnią 7,58. Diamenty spośród trzydziestu ośmiu spotkań wygrały aż dwadzieścia dziewięć, ale pierwsze miejsce w tabeli przeszło im koło nosa ze względu na... małe punkty. Canterbury Crusaders także finiszowali z liczbą 60 dużych "oczek" i dwukrotnie ulegli Newcastle Diamonds w bezpośrednich starciach, lecz regulamin okazał się bezlitosny i to team z hrabstwa Kent cieszył się z triumfu w National League. Dzieciak z Halifax jednak i tak mógł być z siebie dumny, gdyż z rezerwowego stał się liderem, a dodatkowo cały swój debiutancki sezon odjechał bez kontuzji. - Był niesamowity zarówno na torze, jak i poza nim - wspomina George English. - W tamtych czasach na wyjazdy zabieraliśmy ze sobą trzy lub cztery autokary kibiców. Carter miał taki idiotyczny zwyczaj, że je wszystkie wyprzedzał, po czym stawał na najbliższym skrzyżowaniu i powtarzał ten manewr do znudzenia.

Szefowie Diamentów mieli cień nadziei, że Kenny zdecyduje się zostać w niższej lidze na jeszcze jedne rozgrywki, ale w obliczu talentu o takiej skali ciężko było tego oczekiwać. Na jego miejscu wielu siedemnastolatków nie wahałoby się ani jednej sekundy nad skorzystaniem z możliwości doskonalenia swoich umiejętności na zapleczu najwyższej klasy rozgrywkowej, ale Carter zdawał sobie sprawę, że w jego przypadku byłaby to zwyczajnie strata czasu. Podobnie uważał zresztą promotor Halifax Dukes, Eric Boothroyd, który szybko rozwiał wątpliwości na temat przynależności klubowej młodego Brytyjczyka w kampanii 1979.

Kenny Carter przychodził do British League jako najlepszy reprezentant Zjednoczonego Królestwa w swoim wieku. Taką opinię głosił nie byle kto, bo sam Eric Boocock - legendarny jeździec Książąt z The Shay. Eksperci natomiast opisywali nastolatka jako bardzo ambitnego zawodnika, który możliwość konfrontacji z żużlowcami pokroju Olego Olsena, Ivana Maugera, Petera Collinsa i Michaela Lee potraktuje nie jako zaszczyt, a wyzwanie. Tymczasem Mal dbał o to, żeby jego syn miał jak najlepsze warunki do realizowania swoich celów, więc zakończył współpracę sponsorską z Erikiem Broadbeltem oraz Chrisem Puseyem i wszystkie środki zarezerwowane na ten cel zainwestował w Kenny'ego. - Ufundował mi dwa motocykle, to wszystko - mówił chłopak, któremu często zarzucano, że dzięki ojcu ma o wiele lepszy start w speedwayu niż rówieśnicy. - Jeśli ktokolwiek myśli, że jest mi łatwo, to powinien się popukać po głowie. Tata zawsze krótko mnie trzymał i prawdopodobnie to procentuje.

Polub Żużel na Facebooku
Zgłoś błąd
inf. własna
Komentarze (0)
    Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
    ×
    Sport na ×