Spotkanie w Łodzi rozpoczęło się lepiej dla gości, którzy weszli w ten mecz zwycięstwem 4:2. Później jednak to gospodarze zadawali ciosy, wychodząc na prowadzenie 21:9. Tak dużej straty Cellfast Wilki Krosno nie zdołali już odrobić i w efekcie, to Orzeł Łódź zgarnął pełną pulę trzech oczek.
- Nie wyszedł nam ten mecz. Jako kapitan w imieniu całej drużyny pragnę przeprosić wszystkich kibiców z Podkarpacia, którzy trzymają za nas kciuki, dopingują nas, za tak bezbarwne spotkanie w naszym wykonaniu. Nawet bonusa nie udało nam się urwać - mówi Andrzej Lebiediew w rozmowie z serwisem Nowiny24.pl.
Fani czarnego sportu na Podkarpaciu odwykli już nieco od takich meczów swoich ulubieńców. Z czego wynikała tak słaba postawa na łódzkiej Moto Arenie? - Po prostu byliśmy słabsi od rywala, nie odczytaliśmy prawidłowo toru. Żużel jest sportem technicznym, bardzo dużo zależy od ustawień naszych motocykli. W Łodzi bardzo trudno było nam znaleźć właściwą drogę, po której mamy iść. Dużo kombinowaliśmy, ale żaden z nas, oprócz Tobiasza, nie mógł trafić z ustawieniami - tłumaczy Łotysz.
Do końca sezonu zasadniczego w eWinner 1. Lidze Żużlowej pozostały już tylko dwie kolejki. Wilki zmierzą się na wyjeździe z Abramczyk Polonia Bydgoszcz oraz ROW-em Rybnik. Chcąc awansować do play-off, krośnianie nie mogą sobie pozwolić na stratę punktów. W tabeli mają oni dwa punkty przewagi nad Gryfami i taką samą zdobycz dużych oczek co Rekiny.
Czytaj także:
- COVID-19 znów zaatakował w PGE Ekstralidze. Żużlowiec z pozytywnym wynikiem testu
- "Przykro było tego słuchać". Falubaz nasłuchał się wyzwisk!
ZOBACZ WIDEO Dużo chce, łaknie wiedzy i stać go na wielki wynik. Potrzeba regularności