Euforia Verstappena, dramat Pereza. Kwalifikacje F1 przyniosły zaskakujące wyniki

Zdjęcie okładkowe artykułu: Materiały prasowe / Red Bull / Na zdjęciu: Max Verstappen
Materiały prasowe / Red Bull / Na zdjęciu: Max Verstappen
zdjęcie autora artykułu

Max Verstappen wygrał kwalifikacje F1 do GP Australii pomimo problemów ze skrzynią biegów. Źle działające hamulce pozbawiły za to złudzeń Sergio Pereza. Drugi kierowca Red Bulla zajął ostatnie miejsce w czasówce.

Ryzyko opadów deszczu sprawiło, że spora część kierowców wyjechała na tor w kwalifikacjach do GP Australii zaraz po wywieszeniu zielonej flagi. Zespoły nie chciały ryzykować, że pogoda wpłynie na ich występ. Jednak już po kilku minutach mieliśmy czerwoną flagę. Wszystko za sprawą Sergio Pereza, który wypadł z toru i utknął na poboczu. W ten sposób Meksykanin zakończył udział w czasówce.

- Musimy rozwiązać ten problem. To jest to samo co wcześniej - narzekał kierowca Red Bull Racing, który już w sobotnim treningu miał problemy z hamulcami i kilkukrotnie lądował poza torem. Start z ostatniej pozycji to ogromny cios dla 33-latka, który marzy o tytule mistrzowskim w sezonie 2023.

W Q1 rozczarowała Alfa Romeo, która była jedynym zespołem mogącym się pakować z toru po sobotnich kwalifikacjach, po tym jak Valtteri Bottas i Guanyu Zhou kompletnie zawiedli w tej części czasówki. To kolejny nieudany występ stajni z Hinwil, co jest dowodem na to, że model C43 odstaje względem rywali ze środka stawki Formuły 1.

ZOBACZ WIDEO: Jej figura robi wielkie wrażenie. Tylko spójrz na te zdjęcia z rajskich wakacji

Przebieg Q1 i Q2 pokazał natomiast, że różnice w środku stawki są minimalne. Na plus zaskakiwali Nico Hulkenberg oraz Alexander Albon. Kierowca Haasa awansował do Q3 z piątym czasem, a reprezentant Williamsa również kręcił rekordowe okrążenia i przebojem wdarł się do ostatniego segmentu kwalifikacji do GP Australii.

Kolejne okrążenia kwalifikacyjne pokazywały jedno - Max Verstappen znajduje się w innej lidze. Holender konsekwentnie osiągał najlepsze czasy na torze, zmieniali się jedynie rywale bezpośrednio za jego plecami. W walce o pole position plany Holendrowi mogła pokrzyżować tylko pogoda. - Spodziewamy się opadów deszczu w ostatnich minutach sesji - usłyszał Charles Leclerc krótko po wyjeździe na tor w Q3.

Ku ogromnemu zaskoczeniu kibiców, aktualny mistrz świata zepsuł ostatni sektor na swoim okrążeniu i po pierwszym przejeździe w Q3 znalazł się dopiero na szóstym miejscu. Dość niespodziewanie na czele stawki zameldował się Lewis Hamilton z czasem 1:17.271. Tyle że Brytyjczyk nie cieszył się długo z prowadzenia. Już na kolejnym "kółku", pomimo kolejnych problemów, Max Verstappen wyprzedził Brytyjczyka o 0,009 s.

Ostatecznie opady deszczu nie dotarły na Albert Park, a Verstappen na ostatnim okrążeniu zdemolował rywali. Czas 1:16.732 dał mu pole position i sporą przewagę nad rywalami. Zaskakująco dobrze wypadł natomiast Mercedes, po tym jak Russell i Hamilton ostatecznie zameldowali się na drugiej i trzeciej pozycji.

F1 - GP Australii - kwalifikacje - wyniki:

Poz.KierowcaZespółQ3Q2Q1
1.Max VerstappenRed Bull Racing1:16.7321:17.0561:17.384
2.George RussellMercedes+0.2361:17.5131:17.654
3.Lewis HamiltonMercedes+0.3721:17.5511:17.689
4.Fernando AlonsoAston Martin+0.4071:17.2831:17.832
5.Carlos SainzFerrari+0.5381:17.3491:17.928
6.Lance StrollAston Martin+0.5761:17.6161:17.873
7.Charles LeclercFerrari+0.6731:17.3901:18.218
8.Alexander AlbonWilliams+0.8771:17.7611:17.962
9.Pierre GaslyAlpine+0.9431:17.5741:18.312
10.Nico HulkenbergHaas+1.0031:17.4121:18.029
11.Esteban OconAlpine1:17.7681:17.770
12.Yuki TsunodaAlpha Tauri1:18.0991:18.471
13.Lando NorrisMcLaren1:18.1191:18.243
14.Kevin MagnussenHaas1:18.1291:18.159
15.Nyck de VriesAlpha Tauri1:18.3351:18.450
16.Oscar PiastriMcLaren1:18.517
17.Guanyu ZhouAlfa Romeo1:18.540
18.Logan SargeantWilliams1:18.557
19.Valtteri BottasAlfa Romeo1:18.714
20.Sergio PerezRed Bull Racingbez czasu

Czytaj także: - Będzie bitwa o wielki kontrakt w F1? Japończycy myślą o powrocie - Kuriozalna awaria GPS-u w F1. "Zbyt uzależnieni od technologii"

Źródło artykułu: WP SportoweFakty