KokpitKibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Tenis
  • Zimowe

Futsal. Odszedł człowiek orkiestra. "Życzyłbym każdemu takiego prezesa"

Grzegorz Lachowicz to człowiek, na którego barkach rodził się futsal w Komprachcicach, a następnie sukcesywnie rósł w siłę. Ten pełen energii działacz zmarł tuż po meczu ukochanej drużyny. Odchodził na oczach osób, z którymi był niezwykle zżyty.
Mateusz Domański
Mateusz Domański
Grzegorz Lachowicz Twitter / Futsal Ekstraklasa / Na zdjęciu: Grzegorz Lachowicz

W poniedziałkowy poranek jak grom z jasnego nieba na futsalowe środowisko spadła informacja o śmierci Grzegorza Lachowicza. 41-letni prezes ekstraklasowego klubu Dreman Opole Komprachcice odszedł nagle. Choć miał problemy zdrowotne, to nikt nie przewidywał, że podróż na mecz do Torunia będzie dla niego tą ostatnią.

Lachowicz regularnie wybierał się ze swoją drużyną na spotkania wyjazdowe. Tak też było tym razem. Kierował jednym z busów, którymi podróżowali przedstawiciele Dremana Opole Komprachcice. - Jak wychodził, to było widać, że coś go boli, bo podnosił rękę do góry. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się. W czasie meczu siedzieliśmy obok siebie, bo trener Patałuch prowadził zespół - wspomina w rozmowie z WP SportoweFakty Dariusz Lubczyński, który jeszcze niedawno był pierwszym trenerem zespołu Dreman Opole Komprachcice, a po rozstaniu się z tą funkcją nadal jest zaangażowany w życie klubu.

Właśnie on przeżywał z prezesem ostatnie chwile meczu. - Troszeczkę baliśmy się o wynik, bo było 1:1, natomiast na trzy sekundy przed końcem rywale mieli potworną kontrę. Powiedziałem mu wtedy, że jeżeli Szczepaniak by trafił na 2:1, to wylądowałbym na pogotowiu. On się uśmiechnął. Później jeszcze trochę się pośmialiśmy. Następnie poszliśmy do szatni, a Krzysiek Elsner załatwiał catering. Przynieśli to jedzenie, mieliśmy zaczynać kolację w szatni i nagle, przy drzwiach na korytarzu, Grzesiek się osunął - dodał.

Reakcja była natychmiastowa. Z pomocą prezesowi Dremana ruszył klubowy masażysta. - Jeszcze go gdzieś tam przytrzymał. Później zaczął się dusić, bo język mu uciekał, to Michał mu pomagał. Podnieśli mu nogi do góry, było wachlowanie. Jakiś pan z Torunia sprawdzał mu tętno. Wtedy jeszcze było... Od razu oczywiście zadzwoniliśmy po pogotowie. Później robili mu masaż serca, a następnie przyjechali panowie z pogotowia z całym sprzętem - przekazał Lubczyński.

- Nie wiedziałem nawet, że taki sprzęt istnieje. Założyli mu całą maszynę. Wiem, że dostawał zastrzyk z adrenaliny plus impulsy, bo przestało mu bić serce. Lekko łapali puls i gdzieś później uciekał. Wydaje mi się, że ta reanimacja trwała co najmniej pół godziny. W tym czasie zapakowali go na nosze i poszli do karetki. Z tego, co słyszałem, karetka pojechała trzy minuty przed naszym wyjściem. Prawdopodobnie był jeszcze reanimowany w karetce. Ludzie mówią, że jeżeli by zmarł, to by go nie wzięli do szpitala, natomiast tutaj pojechali do szpitala, więc te oznaki życia musiały być - podkreślił

Nasz rozmówca zdradził, że w szpitalu Grzegorz Lachowicz długo był reanimowany. - No i nie dali rady... Wyglądało to przerażająco. Cały czas mam przed oczami widok tej akcji reanimacyjnej - zaznaczył Lubczyński łamiącym się głosem.

Oficjalna przyczyna śmierci Grzegorza Lachowicza nie jest jeszcze znana. W poniedziałek jego bliscy udali się do Torunia, by poznać wszelkie szczegóły. 

- Grzegorz troszkę narzekał na zdrowie. Oczywiście nie bagatelizował tego. W splocie ramiennym drętwiała mu ręka i nie za dobrze się czuł, natomiast poszedł do lekarza - kardiologa. Wiem, że z sercem miał wszystko w porządku. Miał umówioną kolejną wizytę... Na dniach poznamy przyczynę zasłabnięcia i śmierci, będziemy informować o pogrzebie - przekazał Dariusz Lubczyński.

Właściwy człowiek na właściwym stanowisku

Kogo tylko nie zapytamy o Grzegorza Lachowicza, każdy odpowiada mniej więcej to samo - że był bardzo oddany roli prezesa, że miał predyspozycje do pełnienia tej funkcji i że w klubie był praktycznie człowiekiem orkiestrą. To na jego barkach rodził się futsal w Komprachcicach, to dzięki jego zaangażowaniu Dreman zawitał do Statscore Futsal Ekstraklasy... Nie przesadzimy, gdy napiszemy, że był wielkim działaczem. Jego odejście przeżywa całe środowisko futsalowe.

- To wielki cios zarówno dla naszego klubu, jak i całego polskiego futsalu. Działania Grzegorza nie ograniczały się tylko do klubu. Był aktywnym członkiem Opolskiego Związku Piłki Nożnej, a w poprzedniej kadencji Przewodniczącym Komisji Futsalu i Piłki Plażowej. To jak wielka to strata dla nas wszystkich najlepiej wyraził jego przyjaciel - Karol: "Nie uda nam się Ciebie zastąpić. Nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości. "Nie ma ludzi niezastąpionych" - to wierutne kłamstwo powtarzane niczym mantra przez tych, których akurat zastąpić można - powiedział Jarosław Patałuch, aktualny szkoleniowiec Dremana Opole Komprachcice.

Z wielkim bólem żegna go m.in. doświadczony zawodnik klubu z Komprachcic Andrzej Sapa. Przyznał, że trudno jest mu pogodzić się z odejściem prezesa. - To, że nie ma go już wśród nas, tak naprawdę jeszcze do mnie nie dociera. Odszedł nagle, pozostawiając po sobie ogromną pustkę, miał przecież jeszcze tyle do zrobienia. Był ogromnym pasjonatem piłki nożnej, co skłoniło go do założenia drużyny futsalowej, której poświęcił się bez reszty. Dzięki ogromnemu zaangażowaniu i poświęceniu drużyna ewoluowała i z czasem osiągnęła naprawdę ogromny sukces - zaznaczył w rozmowie z WP SportoweFakty.

- Grześ dokonywał bowiem rzeczy dosłownie niemożliwych. Był skrupulatny i perfekcyjny w tym, co robił, ale jednocześnie był dobrym i oddanym kumplem. Zawsze było można na niego liczyć. Wiele godzin spędzonych wspólnie w autokarach, na meczach i spotkaniach sprawiło, że praktycznie traktowaliśmy się jak jedna futsalowa rodzina, której Grześ był założycielem i opiekunem. To ten, który stworzył "mały klub z wielką pasją" - dodał Sapa.

- Charyzma, decyzyjność, szczerość, pracowitość i szacunek dla ludzi - te pięć cech najlepiej oddaje jego charakter - powiedział z kolei Karol Jurkiewicz, rzecznik prasowy Dremana. - Grzegorz był wymagającym szefem, prezesem. Każdy zawodnik wiedział, że to, co obiecane, to zostanie spełnione. W zamian Grzegorz oczekiwał zaangażowania. Cenił sobie ludzi ambitnych. To, jakim był człowiekiem, najlepiej oddaje fakt, że nawet ci, z którymi przyszło mu się rozstać lub poróżnić, szanowali go bez wyjątku - dodał.

Dla Jurkiewicza był kimś wyjątkowym. - Grzegorz był moim przyjacielem, partnerem w prowadzeniu klubu, człowiekiem, z którym połączyła nas wspólna pasja. Był kimś więcej, ponieważ dopiero, gdy odszedł, czuję się tak, jakbym właśnie stracił starszego brata - przyznał.

Spostrzegł również, jak długą drogę pod okiem Lachowicza pokonał klub z Komprachcic. - Począwszy od 2013 roku, Grzegorz swoją determinacją i charyzmą przekształcił malutki klub, w którym występowali głównie zawodnicy z ligi środowiskowej i koledzy z jednej firmy, w silny ośrodek Futsal Ekstraklasy. Zostawił po sobie bardzo dobrze zorganizowany, nowoczesny klub z ambitnymi planami na przyszłość - zaznaczył.

- Jeżeli chodzi o indywidualne osiągnięcia, to z osoby całkowicie anonimowej stał się szanowanym i powszechnie lubianym działaczem polskiego środowiska futsalu, którego praca na rzecz rozwoju dyscypliny sięgała znacznie dalej niż dbałość o interesy naszego klubu. Grzegorz był wielkim entuzjastą futsalu. Po prostu... - dopowiedział. 

Wspaniałych wspomnień związanych z Lachowiczem ma wiele. - Pamiętam, jak przed startem obecnego sezonu zastanawialiśmy się w klubie, czy skorzystamy z możliwości gry w Futsal Ekstraklasie i czy udźwigniemy to organizacyjnie. Grzegorz spojrzał mi w oczy i spytał: "czy to nie dla tej chwili ciężko przez lata pracowaliśmy?". To był prawdziwy lider, mentor. To, w jakim miejscu jest dzisiaj Dreman Futsal pokazuje, że miał rację. Takiego go zapamiętam. Człowieka, za którym chce się pójść w ogień, nie oczekując żadnej zapłaty - podkreślił Jurkiewicz.

- Grzesiu miał wielkie plany. Ale były one oparte o solidne fundamenty, które budował od kilku lat. Kiedy zaprosił mnie na rozmowę w sprawie objęcia funkcji trenera nakreślił mi plan rozwoju klubu na najbliższe lata. Mówił o nich z wielką pasją. Ale co mnie bardzo ujęło, przewidywał różne scenariusze, nawet te trudne czyli spadek z Futsal Ekstraklasy. Stąpał twardo po ziemi i był gotowy na każdą sytuację - zaznaczył Patałuch.

Dalsza część wspomnienia Grzegorza Lachowicza na drugiej stronie >>>

Polub Piłkę Nożną na Facebooku
Zgłoś błąd
WP SportoweFakty
Komentarze (4)
  • jaet Zgłoś komentarz
    Nie Astra Zeneca, tylko bezobjawowy Covid, który przeszedł prawdopodobnie kilka miesięcy wcześniej. Tak samo straciłem w zeszłym tygodniu kumpla. Po prostu osunął się w pracy na
    Czytaj całość
    podłogę i już go nie uratowali, choć reanimowali tak samo długo jak Pana Grzegorza. Zakrzepica pocovidowa, o której się dowiadujemy jak już jest za późno.
    • Leka23 Zgłoś komentarz
      Czy to Astra Zeneca?
      Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
      ×
      Sport na ×