Relacje na żywo
  • wszystkie
  • MŚ 2022
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Tenis
  • Zimowe

Bez "trójek" też można. Legia nie zdołała zdjąć klątwy

Mistrz Polski lepszy od wicemistrza. Koszykarze Śląska Wrocław potwierdzili, że doskonale czują się w stolicy. Gdy sytuacja tego potrzebowała, Jeremiah Martin przejął spotkanie i poprowadził swój zespół do wygranej nad Legią Warszawa 76:63.

Krzysztof Kaczmarczyk
Krzysztof Kaczmarczyk
Devyn Marble Materiały prasowe / Marcin Bodziachowski / Devyn Marble
Hit Energa Basket Ligi dla Śląska Wrocław, który wygrał swój szósty z rzędu mecz ligowy w Warszawie.

Podopieczni Andreja Urlepa wydawało się kontrolują spotkanie od samego początku. Legia od pierwszej minuty musiała gonić, ale w końcu dopadła Śląsk.

Kapitalny fragment Devyna Marble'a w czwartej kwarcie sprawił, że po jego "trójce" gospodarze objęli pierwsze prowadzenie w meczu - 63:62 na pięć i pół minuty do końca.

ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: "będę tęsknić". Kto tak powiedział do Federera?
Okazało się jednak, że to były... ostatnie punkty Legii w tym spotkaniu! Potem na parkiecie szalał Jeremiah Martin, który zdobył dziewięć punktów z rzędu.

Legia długo goniła, bo musiała odrabiać 12 punktów straty (34:46) i zabrakło jej wykończenia. Śląsk bowiem nie spanikował gdy stracił przewagę i prowadzenie, a mecz zakończył szaloną serią 14:0.

Wracając do Martina, to jego linijka z tego pojedynku wyglądała następująco: 24 punkty, dziewięciu zbiórek, cztery asysty i trzy przechwyty. Wykorzystał 9 z 14 rzutów z gry nie podejmując żadnej próby na dystansie, co jednak nie jest żadną niespodzianką, bo to nie jest jego mocna strona.

Śląsk jednak sam w sobie niezbyt często korzystał z tej broni. Na Torwarze wrocławianie za trzy punkty oddali tylko 16 rzutów, a wykorzystali zaledwie cztery z nich...

Wojciech Kamiński, trener Legii, ma nad czym myśleć, a czasu mało. Już w poniedziałek 3 października jego zespół zadebiutuje w Basketball Champions League domowym meczem z Hapoel UNET Holon.

3/13 Ray'a McCalluma, 3/10 Travisa Lesliego czy Geoffrey Groselle zupełnie nie taki, jak kibice pamiętają go z czasów gry w Enea Zastalu BC. Ze Śląskiem Legia miała 33 procent skuteczności rzutów z gry i 16 strat.

Legia Warszawa - WKS Śląsk Wrocław 63:76 (11:16, 19:19, 17:21, 16:20)

Legia: Devyn Marble 19, Ray McCallum 10, Geoffrey Groselle 9, Janis Berzins 7, Travis Leslie 6, Dariusz Wyka 4, Grzegorz Kamiński 3, Łukasz Koszarek 3, Grzegorz Kulka 2.

Śląsk: Jeremiah Martin 24, Jakub Nizioł 10, Conor Morgan 9, Artsiom Parakhouski 9, Daniel Gołębiowski 8, Aleksander Dziewa 6, Łukasz Kolenda 6, Aleksander Wiśniewski 2, Ivan Ramljak 2.

Zobacz także:
Kibice wściekli na Polsat. "Nie chcemy takiej transmisji"
Zrezygnował z kadry. Nie miał wyjścia

Jeżeli chcesz być na bieżąco ze sportem, zapisz się na codzienną porcję najważniejszych newsów. Skorzystaj z naszego chatbota, klikając TUTAJ.

Czy WKS Śląsk Wrocław obroni tytuł mistrza Polski?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Polub Koszykówkę na Facebooku
Zgłoś błąd
WP SportoweFakty
Komentarze (2)
  • Armia Obca Wschód Zgłoś komentarz
    I pomyśleć, że to mistrz grał z vice. Wygrał Śląsk grając słabo bo Legia zagrała fatalnie. 63 pkt u siebie!
    • Asphodell Zgłoś komentarz
      Trochę przereklamowana ta Legia. Takie nazwiska i wynik słabiuteńki. Grossel to chyba uważa, że samym nazwiskiem szał zrobi. Jak ma tak grać, to w kadrze nie ma dla niego miejsca.
      Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
      ×
      Sport na ×