Patryk Neumann: Za wami trudny mecz z rezerwami Asseco Prokomu, zakończony dopiero po dogrywce. Najważniejsze chyba dla was, że odnieśliście zwycięstwo?
Adam Parzych: To był dla nas bardzo ważny pojedynek. Niestety straciliśmy punkty za mecz z Astorią. Prokom był przed tą kolejką na piątym miejscu, a my na ostatnim. Ale to nie oznacza, że jesteśmy najgorszym zespołem w pierwszej lidze! Myślę, że pierwsza liga jest bardzo mocna i każdy z każdym może wygrać.
No właśnie, decyzja Polskiego Związku Koszykówki o odebraniu punktów chyba podwójnie was zmotywowała?
- Na pewno. Mieliśmy bardzo ciężkie treningi, każdy był skoncentrowany i myślę, że nasza walka w obronie, przemyślane akcje w ataku pomogły nam wygrać ten mecz.
Wróćmy jeszcze do ostatnich sekund spotkania z Asseco. Wydajnie przyczyniłeś się do zwycięstwa niemal bezbłędnie wykonując rzuty wolne.
- Myślę, że to zwycięstwo należy się dla naszego trenera. Bardzo dobre zawody rozegrali Marcin Stokłosa, który trafił ważną trójkę i bezbłędny w tym meczu Jurek Koszuta.
Wróciłeś do Polski po ośmiu latach. Jak czujesz się w Stargardzie, aklimatyzacja przebiega prawidłowo?
- Jest super. Bardzo mi się podoba. Kibice są wspaniali. Trenerzy oraz koledzy z zespołu bardzo mi pomagają.
Jesteś już zadowolony ze swojej dyspozycji?
- Szczerze mówiąc nie jestem zadowolony. Myślę, że tkwi we mnie jeszcze duży potencjał i dużo jeszcze mogę pomóc tej drużynie.
W kolejnym meczu wyjeżdżacie do Łańcuta. Byłeś tam przed przyjazdem do Spójni, jak oceniasz ten zespół?
- Ciepło wspominam mój tygodniowy pobyt w Sokole. zżyłem się z chłopakami, także z trenerem. Byli dla mnie bardzo mili, niestety nie wyszło. Przyjechałem do Stargardu, z czego niezmiernie się cieszę. Sokół to dobry zespół. Też ciężko trenowali, mają znakomitą atmosferę i myślę, że to ich trzyma na górze tabeli.
Jak podoba ci się w Polsce po pobycie w USA?
- Na pewno jeszcze się aklimatyzuję. Jeszcze czuję, że na stałe tu nie mieszkam. Przyjeżdżałem do Polski tylko podczas wakacji. Na szczęście koledzy, trenerzy bardzo mi pomagają się tutaj zorganizować i czuję się, jak w domu.
Można jakoś porównać pierwszą ligę z ligą uniwersytecką?
- Oczywiście. W NCAA gra się dwa razy dwadzieścia minut. Jest 35 sekund na rozegranie akcji. Przez to akcje są dłuższe, jest strasznie dużo taktyki. W NCAA grałem z niektórymi zawodnikami, którzy trafili do NBA. Na pewno poziom gry jest bardzo wysoki, ale tak samo jak w pierwszej lidze jest bardzo dużo uzdolnionych chłopaków i też jest bardzo ciężko.
Wspomniałeś o kolegach, którzy trafili do NBA. Miałeś marzenie, żeby samemu również spróbować sił w najlepszej lidze świata?
- To było zawsze moim marzeniem. Od małego oglądałem o dwunastej w nocy, czy o drugiej rano mecze NBA. Myślę, że dla każdego, kto gra w kosza od małego to jest jego marzenie i na pewno chciałby, żeby się spełniło.
Kto jest koszykarskim idolem Adama Parzycha?
- Kobe Bryant, ponieważ zawsze byłem kibicem Los Angeles Lakers. Po odejściu Shaq’a powtórzył mistrzostwo. Trafia rzuty w ostatnich sekundach i jest kluczem do zwycięstw Lakersów.