Tak Artur Boruc pożegnał się z fanami Legii Warszawa

Zamiast na boisku, to na trybunach. Artur Boruc, jedna z legend Legii Warszawa, w sobotę pożegnał się z fanami stołecznego klubu. To nie jest piękny koniec, ale doświadczony bramkarz kończy po swojemu.

Krzysztof Kaczmarczyk
Krzysztof Kaczmarczyk
Artur Boruc na Żylecie PAP / Leszek Szymański / Na zdjęciu: Artur Boruc na Żylecie
Ostatni mecz nieudanego dla Legii Warszawa sezonu w PKO Ekstraklasa miał być świętem Artura Boruca. Miał, ale zgodnie z tym, co zapowiedział Aleksandar Vuković, na konfrontację z Cracovią nie przywrócił go do gry.

- Nie będę miał żadnego wpływu na jego pożegnalny mecz w Legii po sezonie. Natomiast jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to zakładam, że w sobotę zagra w bramce Czarek Miszta - mówił szkoleniowiec Legii w wywiadzie dla WP SportoweFakty.

I nic nieprzewidzianego się nie wydarzyło. Boruca nie tylko zabrakło w jedenastce, ale i w składzie. Nie zabrakło go z kolei na stadionie, a konkretnie na trybunach. 42-latek z fanami pożegnał się "po swojemu", co widać na załączonych obrazkach.

ZOBACZ WIDEO: Glik jak Robocop. Wrócił szybciej i gra o kolejny awans

Przypomnijmy, że problemy Boruca zaczęły się po meczu z Wartą Poznań. Wtedy najpierw uderzył jednego z rywali w twarz, za co dostał czerwoną kartkę i dyskwalifikację na trzy spotkania. Następnie przepchnął jeszcze operatora kamery, gdy schodził z boiska do szatni.

Bramkarz nie zapłacił też kary 25 tysięcy złotych, którą nałożyła na niego Komisja Ligi. W żaden sposób nie okazał też skruchy bo uznał, że w tym wszystkim to on jest pokrzywdzony. I tak właśnie zaczął się początek jego końca w Legii.

Kontrakt Boruca wygasa z końcem czerwca i nie zostanie przedłużony.

AKTUALIZACJA

Legia wydała krótkie oświadczenie związane z meczem pożegnalnym Boruca.

"Przygotowania do pożegnania Artura Boruca - zaawansowane. Szczegóły przekażemy wspólnie z Arturem w przyszłym tygodniu" - napisano w mediach społecznościowych.

Zobacz także: Aleksandar Vuković mocno o Arturze Borucu Kibice Legii w 10. minucie opuścili stadion. Zostawili wymowny napis

Marcin Gortat po raz pierwszy opowiada o pożegnaniu z tatą. "Kiedy ścisnął moją dłoń, prawie zgniótł mi kości". ZOBACZ PREMIEROWY ODCINEK PROGRAMU "ŻYCIE PO ŻYCIU"
Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
×
Sport na ×