Marcin Dziewulski: Płakać nie będziemy

Zdjęcie okładkowe artykułu:
zdjęcie autora artykułu

Zimą Marcin Dziewulski przeniósł się do Polonii Bytom z pierwszoligowego Ruchu Radzionków i szybko wywalczył sobie miejsce w linii pomocy niebiesko-czerwonych. W sobotnim meczu z GKS Bełchatów doświadczony pomocnik był jednym z najlepszych zawodników zespołu Roberta Góralczyka, choć po meczu schodził z boiska z niewyraźną miną.

28 lat, cztery miesiące i dwa dni miał w momencie swojego debiutu na boiskach ekstraklasy Marcin Dziewulski. Nowy nabytek Polonii zadebiutował w barwach bytomskiej drużyny w sobotnim meczu z GKS Bełchatów i był jednym z najjaśniejszych punktów drużyny z Olimpijskiej. Zaliczył kilka udanych przechwytów w środku pola, a kiedy zaszła potrzeba umiejętnie wcielał się w rolę rozgrywającego w pełni wypełniając lukę po odejściu Szymona Sawali, którym poczynaniom swojego następcy przyglądał się z perspektywy ławki rezerwowych bełchatowian.

Jak były gracz Ruchu Radzionków ocenia swój debiut w najwyższej klasie rozgrywkowej? - Starałem się robić to co potrafię najlepiej i przerywałem akcje rywala. Miałem zadania taktyczne nakreślone przez trenera i pewnie kibic moją postawę odbierze inaczej. Z perspektywy całego spotkania myślę, że było dobrze. Oczywiście były straty, ale były też dobre zagrania. Jak na pierwszy mecz po takiej przerwie i przeskoku z pierwszej ligi do ekstraklasy nie wyglądało to najgorzej - uważa zawodnik niebiesko-czerwonych.

Po meczu pomocnik bytomian miał jednak kwaśną minę. - Boiskowe wydarzenia ułożyły się dla nas tak, że mimo to, że nie stworzyliśmy sobie zbyt wielu klarownych sytuacji to mecz powinniśmy, a właściwie musieliśmy wygrać. Niestety ugraliśmy tylko remis i trzeba go przyjąć z umiarkowanym optymizmem. Pierwszy mecz po tak długiej przewie jest zawsze wielką niewiadomą - przekonuje gracz drużyny ze stadionu przy Olimpijskiej.

Poloniści schodząc z murawy mieli prawo do dużego niedosytu. Na początku drugiej połowy objęli prowadzenie, a chwilę później czerwoną kartką został ukarany Łukasz Bocian z Bełchatowa. Mimo to śląska jedenastka dała sobie wydrzeć dwa punkty. - Powinniśmy ten mecz wygrać. Płakać nie będziemy. Nie pozostaje nam nic innego jak ten remis przyjąć i skupić się na przygotowaniach do kolejnego spotkania w Gdańsku, by tam powalczyć o komplet punktów - wskazuje waleczny pomocnik bytomian.

Paradoksalnie gra z przewagą jednego zawodnika uśpiła czujność drużyny trenera Góralczyka. - Różnie to w życiu bywa. Raz czerwona kartka mobilizuje, a raz plącze nogi. My mimo wszystko stwarzaliśmy sobie sytuacje pod bramką Bełchatowa. Może nie były one tak klarowne, jak ta bramkowa, ale jednak swoje okazje mieliśmy. Musimy poprawić niedoskonałości w naszej grze i zrobić wszystko, żeby w następnych meczach było lepiej - dowodzi pochodzący z Tarnowskich Gór zawodnik.

Źródło artykułu: