Damian Radowicz: Wierzę, że dam radę i przebiję się w końcu do składu

Zdjęcie okładkowe artykułu:
zdjęcie autora artykułu

O sporym pechu może mówić niespełna 22-letni Damian Radowicz. Pomocnik łódzkiego Widzewa po raz kolejny doznał urazu w początkowej fazie przygotowań do sezonu i na pewien czas musiał zamienić boisko na siłownie. Zawodnikowi odnowił się uraz, którego nabawił się na początku przygotowań do rundy wiosennej minionego sezonu Ekstraklasy.

- Co mnie nie zabije to mnie wzmocni. Tak sobie to tłumaczę i z każdej kontuzji staram się wychodzić jeszcze mocniejszy, jeszcze lepszy. Faktycznie mam trochę pecha. Zagrałem rundę bez problemu. Niestety teraz uraz się odnowił. Okazało się, że znowu muszę pauzować. Teraz powoli dochodzę do siebie. Miałem robione badania, wszystko jest w porządku i liczę, że kłopoty zdrowotne są już za mną. Jestem dobrej myśli - mówi w rozmowie z portalem SportoweFakty.pl Damian Radowicz.

Rehabilitacja widzewiaka przebiega pomyślnie i niebawem znów będzie mógł wrócić do treningów, a zarazem do walki o miejsce w swojej ukochanej drużynie. - Optymistycznie zakładając to w poniedziałek mógłbym wrócić do treningów, jeśli teraz zajęcia indywidualne potoczyłyby się bez żadnego bólu, bez problemów - mówi zawodnik. - Jak tylko będę zdrowy, to myślę, że będzie dobrze. Zdaje sobie z tego sprawę, że w piłkę grać umiem i po prostu potrzeba mi iskry z góry i troszeczkę szczęścia. Wierzę, że jak przyjdzie zdrowie i będzie się to utrzymywało, to powalczę o miejsce w składzie - dodaje "Rado".

Nowy trener łódzkiego Widzewa, Radosław Mroczkowski, zna bardzo dobrze umiejętności Radowicza. To właśnie pod jego skrzydłami rozpoczynał on ubiegły sezon w Młodej Ekstraklasie, by niebawem, dzięki dobrej postawie, przebić się do pierwszej drużyny Widzewa. - To prawda. Przychodziłem do klubu, kiedy trener Mroczkowski podejmował pracę w Młodej Ekstraklasy. Trener wie jak gram, na co mnie stać. Obserwował mnie na treningach i w meczach. Wiadomo, że inna jest sytuacja kiedy przychodzi nowy trener, kiedy widzi tylko to co się dzieje przez tydzień, dwa. Radosław Mroczkowski zna mnie dużo lepiej, co nie zmienia faktu, że muszę trenować i pokazywać się z jak najlepszej strony. Nie ma żadnej taryfy ulgowej. Muszę być lepszy od innych żeby grać. To jest stara zasada - mówi widzewiak.

Dla młodych zawodników, takich jak Radowicz, ważne jest aby jak najwięcej grać. Czy zatem zawodnik nie myślał o tym, aby przejść do innego klubu na wypożyczenie? - Zawsze chciałem grać w Widzewie i za wszelką cenę chciałbym tutaj zostać. Wierzę, że dam radę i przebiję się w końcu do składu i będę grał – zakończył z uśmiechem na twarzy zawodnik.

Źródło artykułu:

Marcin Gortat po raz pierwszy opowiada o pożegnaniu z tatą. "Kiedy ścisnął moją dłoń, prawie zgniótł mi kości". ZOBACZ PREMIEROWY ODCINEK PROGRAMU "ŻYCIE PO ŻYCIU"

Komentarze (0)