Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Skoki narciarskie
  • Tenis

Totolotek Puchar Polski. Widzew - Legia. Marcin Robak: Nikt nie pękł przed Legią

- Pokazaliśmy charakter drużyny, która potrafi odrobić straty i strzelić dwa gole drużynie z ekstraklasy - ocenił kapitan Widzewa Łódź Marcin Robak po tym, jak jego zespół przegrał z Legią Warszawa 2:3 w 1/16 finału Totolotek Pucharu Polski.
Krzysztof Sędzicki
Krzysztof Sędzicki
Marcin Robak WP SportoweFakty / Paweł Piotrowski / Na zdjęciu: Marcin Robak

36-letni piłkarz rozegrane mecze ze stołeczną ekipą w swojej karierze może liczyć w pęczkach. Ale w aktualnej drużynie dla kilku graczy było to największe wyzwanie w karierze i o tym jego zdaniem należy pamiętać.

- Chłopaki, którzy do tej pory grali tylko w pierwszej czy drugiej lidze zobaczyli Ekstraklasę i nie przestraszyli się tego poziomu. Cieszę się, że wyszli na boisko i chcieli pokazać dobrą grę, zwłaszcza na własnym stadionie. W grze jeden na jeden nie bali się też brać odpowiedzialności. Szacunek dla drużyny, bo pokazaliśmy, na co nas stać - stwierdził Marcin Robak.

Jednak z drugiej strony widzewiacy mają prawo odczuwać lekki niedosyt (o czym mówił m.in. Wojciech Pawłowski). Wszak doprowadzili do remisu ze stanu 0:2, a mieli okazję ku temu, by przynajmniej przedłużyć spotkanie o dogrywkę.

ZOBACZ WIDEO: "Druga połowa". Łukasz Piszczek pożegna się z reprezentacją Polski. "To nie jest dobry moment na taką celebrację"

- Wydaje mi się, że graliśmy jak równy z równym. Niedosyt po takim meczu jest normalny. Było widać po Legii, że praktycznie nas nie atakowali, a grali raczej cofnięci. Szkoda, że tę drugą połowę zaczęliśmy słabiej. Choć przegrywaliśmy 0:2, realizowaliśmy założenia trenera i udało nam się zdobyć najpierw kontaktową bramkę, a później gola wyrównującego. Szkoda tego ostatniego trafienia dla Legii, bo straciliśmy ją trochę niefartownie. Ale uważam, że to świetna lekcja dla tej drużyny - stwierdził kapitan Widzewa Łódź.

A to właśnie Marcin Robak dał pierwszy sygnał do odrabiania strat wykorzystując rzut karny w 58. minucie. - Gdy strzela się karnego, który może dać drużynie lekki zastrzyk do dalszej gry, zawsze presja jest większa. Skupiłem się jednak tylko na tym, żeby czysto trafić w piłkę, udało się chłopcy poczuli, że można jeszcze odrobić straty - skomentował.

Zobacz też: Marcin Kaczmarek: Zdaję sobie sprawę z deficytów, ale jestem dumny z piłkarzy

Sam zainteresowany także poczuł wyjątkowość środowego spotkania - zarówno w kwestii sportowej na boisku, jak i na trybunach.

- Legia wyszła na boisko właściwie w pierwszym składzie, zmieniony został tylko bramkarz. To na pewno była świetna możliwość sprawdzenia się na tle rywala z ekstraklasy i widać było, że nikt przed Legią nie pękł. Chciałbym także podziękować kibicom za fantastyczny doping. Bardzo się cieszę, że mogę grać dla takiej publiczności - podkreślił.

Widzew czeka teraz jeszcze ważniejsze od starcia z Legią spotkanie na szczycie II ligi. W niedzielę o 13:05 podejmą Resovię.

Czy Widzew pokona w niedzielę Resovię?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Polub Piłkę Nożną na Facebooku
Zgłoś błąd
WP SportoweFakty

Komentarze (5):

  • drumandi Zgłoś komentarz
    Pięknie Marcin, pięknie. Strzelić, to tylko jedną bramkę strzeliliście. A poza tym obiecywałeś strzelić 7. A mecz, dobry.
    • Arek Bugała Zgłoś komentarz
      Ty białe legiony. Robak to was dymal jak chcial.kondycyjnie was zajechał mimo 37lat.jak by w Widzew było dwóch Robakow to w 22 byście się męczyli.
      • hubi-R Zgłoś komentarz
        A Widzew to strzelał fartowne bramki? Niech dziękują drukarzowi Marciniakowi.
        • Białe Legiony Zgłoś komentarz
          Pan emeryt Robak słodzi swoim kolegom , by uwierzyli w bzdurę , jakoby prezentowali poziom Ekstraklasy :)
          • Kato Banton Zgłoś komentarz
            Pan Robak chyba się z własnym penisem na głowy zamienił. Owszem Widzew starał się, walczył i na pewno zawodnicy zostawili na boisku sporo zdrowia. Niestety prawda jest taka że Legia prze
            Czytaj całość
            ok 60 minut gniotła ten Widzew niemiłosiernie i tylko słaba skuteczność legionistów pozwalała im myśleć o czymś więcej niż porażce. Po strzeleniu na 2:0 Legia dała im dwa prezenty tj. karny po bezmyślnym zagraniu Lewczuka i samobój Jedrzejczyka.
            Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
            ×
            Sport na ×