Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Tenis
  • Zimowe

Sport przeniósł się do podziemia. "Obostrzenia to fikcja"

Rząd pozbawił możliwości uprawiania sportu kilkuset tysięcy Polaków, więc amatorzy zeszli do podziemia. - Gość wpuszcza nas na halę, zamyka wszystkie drzwi. Nikt nic nie wie - mówi nam jeden z uczestników tajnych meczów piłkarskich.
Marek Wawrzynowski
Marek Wawrzynowski
Najnowsze obostrzenia dotknęły też sport dzieci WP SportoweFakty / Najnowsze obostrzenia dotknęły też sport dzieci

Na dwóch zamkniętych na cztery spusty boiskach gra w sumie około 40 osób. Weszli przez płot albo podkopem. Na miejsce przyjeżdża policja. Funkcjonariusze patrzą chwilę i odjeżdżają bez słowa.

- Wszyscy wiedzą, że te wszystkie obostrzenia to fikcja - mówi organizator jeden z takich dzikich gier. - W ostatnich dniach w mediach publikowano wiele artykułów mówiących o tym, że zakażenia na powietrzu właściwie nie istnieją. Można grać w piłkę nożną, w koszykówkę, oby tylko nie korzystać z szatni, a z toalet tylko w ostateczności - dodaje. 

Kilkaset tysięcy poszkodowanych

Zostajemy zasypani długą listą tekstów naukowych. W "Deutsche Welle" potwierdza to naukowiec z Niemiec, jest też artykuł BBC, podparty badaniami naukowymi, które mówią jasno: podczas gry w piłkę nie zarażamy się. Z kolei naukowcy z Irlandii dowodzą, że zaledwie do jednego zakażenia na tysiąc dochodzi na dworze.

Co na to wirusolog Włodzimierz Gut? - Nie można powiedzieć, że ryzyka nie ma, choć na pewno na powietrzu jest no ograniczone. Jak duże? Z tego co widzę, to kwestia intencji oceniającego - mówi naukowiec. A fakty? - Na pewno jeśli zawodnicy schodzą do szatni, występuje ryzyko. Generalnie jeśli weźmie pan grupę 20 sportowców i pojedzie z nimi na obóz na okres dwóch tygodni, to jest to grupa bezpieczna, tzw. "bańka". Jeśli pojawi się w niej ktoś zarażony, to wtedy "bańka" pęka. Generalnie jest tak, że jeśli stoimy twarzą w twarz z kimś przez 15 minut, to wtedy może dojść do zakażenia. Oczywiście o ile ktoś zarażony nie kaszlnie, wtedy ryzyko znacznie się zwiększa.

ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: polska liga i przypadkowy, wspaniały gol

Wyglądana to, że nie ma jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, czy granie jest bezpieczne.- Na pewno ryzyko zarażenia się na powietrzu jest znacznie mniejsze, ale nie można powiedzieć, że nie występuje- mówi Gut.

Życie sportowe wyhamowało, ale nie zatrzymało się. Boiska są pozamykane, ale rzadko stoją puste. Nie ma ligi, nie można trenować, ale Polacy nauczyli się obchodzić złe - ich zdaniem - prawo.

Przypomnijmy, że w styczniu przepisy zezwalały na grę zawodowców, ale pod to podchodziły też dzieci. Trenować nie mogli jedynie amatorzy, choć to też pokaźna grupa. W piłce nożnej, która zrzesza zdecydowanie największą liczbę zawodników, to 70-80 tys. osób.

Amatorzy obchodzili zakazy, jak mogli, ale było to dość utrudnione. Można było dogadać się z klubem i wynająć halę, a potem się rozliczyć. Teraz odebrano taką możliwość. Zabroniono grać również młodzieży, a to znaczy, że problem dotyczy nawet 600-700 tys. osób w Polsce.

Wiele osób zapisywało się do różnych związków sportowych, np. Polskiego Związku Przeciągania Liny. Z automatu trafiali do kadry narodowej i mogli trenować. Najnowsze restrykcje obejmują też jednak sporty nieolimpijskie. Jeśli chcesz trenować, musisz należeć do kadry narodowej związku olimpijskiego, a to oznacza drastyczny spadek aktywności fizycznej. Nie tylko tej oficjalnej. Podziemie sportowe istnieje, ale nie każdy chce ryzykować lub łamać przepisy.

Nikt nic nie wie

- My po prostu włazimy przez płot i patrzymy, czy nikt nie jedzie - mówi nam jeden z zawodników z mniejszej miejscowości. W takich ośrodkach policja czy urzędnicy często przymykają oko na piłkarskie podziemie.

- W Warszawie jest trudniej, ale nie znaczy, że się nie da. Robimy zrzutkę, umawiamy się i gramy. O umówionej godzinie gość wpuszcza nas na halę, zamyka wszystkie drzwi. Nikt nic nie wie - mówi inny z naszych rozmówców.

Kluby radzą sobie, jak mogą. Sposoby są różne. Czasem zawodnicy zbierają się w parku. Zaczynają od biegania, a w pewnym momencie zaczynają grać. - Mnie przy takich aktywnościach formalnie nie ma, ale czasem akurat tamtędy przechodzę - śmieje się jeden z trenerów.

Związki piłkarskie polecają wręcz podpisywanie umów stypendialnych z klubami. Wystarczy, że zawodnik podpisze umowę stypendialną na 20 zł miesięcznie i może grać, bo już podchodzi pod zawodowstwo. To coraz częstsza metoda. Jednym z prekursorów jest tu Drukarz Warszawa,

- Nie obchodzimy przepisów. Mamy opinię prawną, według której możemy normalnie trenować dzięki zawartym umowom stypendialnym - mówi Artur Kolator, dyrektor sportowy klubu. Frekwencja na treningach wynosi... 100 procent. Zaznacza, że zgłasza się do niego wiele klubów z prośbą o poradę. - Oczywiście chętnie pomagamy klubom. Sami uważamy, że mamy obowiązek zapewnić dzieciom możliwość ruchu, zwłaszcza w czasach nauki zdalnej, gdy siedzą całymi dniami w domu przed komputerem. Ruch to zdrowe ciało i zdrowy umysł.


Dogadali się z zakonnikami

Bardziej konspiracyjnie jest w tenisie. - Spotkaliśmy się o umówionej godzinie, przyszedł gość, wprowadził nas jakimś tajnym wejściem, zaryglował wszystkie drzwi i graliśmy - słyszymy od tenisisty-pasjonata.

Kilku rozmówców zauważa, że w tenisie zawodnicy są od siebie całkowicie odseparowani, nie mają kontaktu, gdy przyjeżdżają i wyjeżdżają, a jednocześnie rząd pozwala, by ludzie wchodzili do kościołów. Ten sam rząd, który na to zezwala, zakazuje, by na korcie tenisowym w tym czasie były dwie osoby. Dlatego nasi rozmówcy nie wierzą w logiczne uzasadnienia tych obostrzeń.

Oczywiście, kościół często jest przywoływany przez kluby jako uprzywilejowany, ale też są pozytywne przypadki. Jeden z podwarszawskich klubów dogadał się z miejscowymi zakonnikami. Ci udostępnili swój teren na treningi.

Zwolennicy obostrzeń podnoszą argument wspólnej szatni - na małej powierzchni tłoczy się kilkanaście osób, co może sprzyjać transmisji wirusa. - W piłce dzieci podczas większości spotkań nie korzysta się z szatni. Większość przywożą rodzice, każdy jest przebrany - zauważa jeden z trenerów.

Największą uciążliwością jest dla wszystkich brak regularnych rozgrywek, choć niektóre związki i to potrafią obejść za pomocą wspomnianych umów stypendialnych. Większość naszych rozmówców uważa, że ich działania są tylko pozytywne. Nie zgadzają się z zarzutami o kombinatorstwie.

ZOBACZ Jaki jest sport narodowy Polaków

Zapisz się na nasz specjalny newsletter o koronawirusie

Co sądzisz o obostrzeniach rządowych dotyczących sportu?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Polub Piłkę Nożną na Facebooku
Zgłoś błąd
WP SportoweFakty
Komentarze (8)
  • zdzian Zgłoś komentarz
    Czy w tym rządzie jest ktoś NORMALNY???
    • Trener33 Zgłoś komentarz
      Są sporty indywidualne, które uprawiane są przez mniejszość ale INDYWIDUALNE i sporty drużynowe ZESPOŁOWE. Innymi słowy - Indywidualne, czyli te o znikomym ryzyku styczności/kontaktu z
      Czytaj całość
      innym człowiekiem i Zespołowe, czyli te, gdzie kontakt z wieloma osobami jest podstawą działalności. Wszystko jednak jest wrzucone do jednego wora bo nasz Rząd ma Komunistyczne korzenie i działa na zasadzie albo wszyscy albo nikt. Szkoły działają albo nie działają, sklepy działają albo nie działają. Wszystko jest otwarte albo zamknięte. Od roku nie zostały wprowadzone prawie żadne sensowne regulacje i procedury. Rząd wydaje miliardy na pospólstwo a nie na wiedzę. Gdyby stworzono zespoły antykryzysowe z ludzi mądrych, potrafiących stworzyć procedury funkcjonowania Państwa w nowych warunkach biologicznych i zapłacono tym ludziom za ich wiedzę i inteligencję wydatki byłyby mniejsze a efektywność Rządzenia większa. Takie artykuły jak ten nie wnoszą nic sensownego. Jedynie SENSACJA! ODKRYCIE!
      • yes Zgłoś komentarz
        Czyli są równi i równiejsi. Nie każdy może przyjść i wziąć udział. Nie każdemu też przepuszczą "spece" od nieprzepuszczania ;)
        • Tom. Zgłoś komentarz
          Na szczęście są jeszcze normalni policjanci.
          • Pan Jot Zgłoś komentarz
            Jak na wojnie... no bo to jest wojna. Tak wygląda wojna w tych czasach. Przy pomocy dezinformacji i propagandy.
            • white142 Zgłoś komentarz
              Proszę przeczytać tekst po napisaniu. Błąd na błędzie, aż trudno się czyta. Chyba pisane na kolanie.
              Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
              ×