KokpitKibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Tenis
  • Zimowe

Polak atakowany przez kolegę. Duńczyk nie wymawia jego nazwiska

Kamil Wilczek po wyleczeniu kontuzji znów strzela gole dla FC Kopenhagi. W Danii spokoju nie daje mu jednak były kolega z drużyny i atakuje napastnika w mediach.
Mateusz Skwierawski
Mateusz Skwierawski
Kamil Wilczek ONS.pl / Photoshot / Na zdjęciu: Kamil Wilczek

Transfer Wilczka do FC Kopenhagi wywołał poruszenie w Danii. Latem 2020 roku polski piłkarz przeszedł do drużyny z tureckiego Goeztepe SK, ale wcześniej grał dla lokalnego rywala - Broendby IF. Przez cztery lata został najlepszym strzelcem zespołu i jego kapitanem. Później kibice Broendby nie mogli się pogodzić z decyzją zawodnika. Palili koszulki Wilczka, nazywali go "szczurem", a tamtejszy minister ds. cudzoziemców i integracji, Mattias Tesfaye, nazwał piłkarza "Kamilem wypłatą".

Choć Tesfaye później usunął wpis z Twittera i przeprosił, to jednak podsycił gorącą atmosferę. Polak spotkał się wówczas z policją i otrzymał wskazówki, jak zachować się w sytuacji, gdy ktoś zaczepi go na mieście. Przez pewien czas na treningach FC Kopenhagi czuwał również na wszelki wypadek ochroniarz.

Wilczek opowiadał nam wtedy: - Kilka minut po ogłoszeniu transferu moje media społecznościowe zalały setki wiadomości. Po kilku dniach były ich tysiące. Nie były to miłe treści. W zasadzie sam hejt. Pozamykałem wszystkie profile i dałem się ludziom wyszaleć. Po jakimś czasie opróżniłem skrzynki z wiadomościami, nawet tego nie czytałem - mówił po transferze.

ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: Jak on to zrobił?! To może być najpiękniejszy gol roku!

Ataki kolegi

Ale żył normalnie - chodził po centrum, nie odczuwał zagrożenia. Minęło już dziewięć miesięcy od transferu i po tamtej aferze praktycznie nie ma śladu. Wilczek dodatkowo nikogo nie prowokuje i nie zapuszcza się w rejony miasta, w których mógłby spotkać grupy kibicowskie byłego zespołu.

Ale jedna osoba nie daje piłkarzowi spokoju. To były kolega z Broendby - Kasper Fisker. Zawodnik przez 2,5 sezonu występował z Wilczkiem w jednym zespole. Do niedawna był jeszcze czynnym zawodnikiem, grał w drugiej lidze duńskiej.

- Za każdym razem w mediach społecznościowych, podcastach lub innych nośnikach, Kasper wypomina mi transfer do FC Kopenhagi - mówi nam Wilczek. - Wytyka mi, że zrobiłem to wyłącznie dla pieniędzy, dodając, że on nigdy by tak nie postąpił. Mało tego, nie wymienia nawet mojego nazwiska, mówi o mnie per "Polaczek" - komentuje Wilczek.

Co ciekawe, panowie mieli ostatnio dobry pretekst, by wyjaśnić sobie niesnaski w cztery oczy. Przypadkiem spotkali się i Wilczek spodziewał się "pojednawczej" wymiany zdań. Tak się jednak nie stało.

- Wpadliśmy na siebie podczas spaceru. Może inaczej: gdy Kasper zobaczył mnie idącego z synami, zostawił żonę i dziecko z tyłu i zaczął biec z wózkiem w innym kierunku - śmieje się polski piłkarz.

- Przywitałem się z jego żoną, a on uciekł. Szkoda, bo mógł powiedzieć mi prosto w oczy, co ma na mój temat do powiedzenia. Przynajmniej ja tak robię - komentuje Wilczek.

Polak opowiada, że temat jego przenosin do FC Kopenhagi skończył się w zasadzie po kilku tygodniach od transferu. Wrzutki Fiskera są jednymi z nielicznych ataków na trzykrotnego reprezentanta Polski.

- Kaspera pamiętam jak przez mgłę z szatni Broendby. Faktycznie, był tam. Raczej nie utrzymywaliśmy kontaktu, on zazwyczaj rzadko się odzywał i siedział cicho. Teraz nie gra już w piłkę. Sprzedał swoje prywatne życie, które relacjonuje na Instagramie i pobiera za to kilka koron. Mnie z kolei krytykuje, że wybrałem najlepszą ofertę, jaką otrzymałem po nieudanej przygodzie w Turcji - mówi Wilczek.

- Myślę, że to chyba nie jest najlepszy przykład powszechnie cenionej, duńskiej otwartości. Może za pośrednictwem Instagrama byłoby mu łatwiej ze mną pogadać? - puszcza oko zawodnik.

Ból się skończył

Wilczek miał ostatnio gorszy okres. Przez prawie dwa miesiące był rezerwowym, nie strzelał goli. W kwietniu przełamał się i zdobywał bramki w spotkaniach z Randers (2:1) i Broendby (3:1). W derbach miasta był bohaterem, skończył mecz z dwoma golami. Jak mówi - w końcu uporał się z problemami zdrowotnymi.

- Jakiś czas temu zrobił mi się stan zapalny w ścięgnie podkolanowym i długo grałem z bólem. W końcu udało mi się wyleczyć uraz, odeszły problemy i przyszły gole - tłumaczy zawodnik.

Jego zespół dalej walczy o mistrzostw Danii. Jest na trzecim miejscu, ma cztery punkty straty do Broendby i osiem do Midtjylland. - Nasza forma poszła ostatnio w górę. Wierzymy, że ten sezon jest do uratowania. Na ten moment sytuacja jest trudna, ale mistrzostwo jest ciągle realne. Czekają nas jeszcze bezpośrednie mecze z najgroźniejszymi rywalami - mówi.

Łysy z wyboru

Wilczek cieszy się, bo od najbliższej kolejki na stadiony w Danii wracają kibice. - Z zachowaniem dystansu i w okrojonej liczbie, ale u nas będzie ich około 10-12 tysięcy - opowiada. - Bardzo mi tego brakowało. Ludzie nakręcają całą atmosferę, nawet radość po golu jest inna na pustym stadionie. Zawsze słyszało się wrzask. Teraz jest zwyczajnie. Niby człowiek się cieszy, ale brakuje wybuchu euforii - opowiada.

Nasz piłkarz nie przechodził dotąd koronawirusa. - Mnie i rodzinę COVID-19 na szczęście ominął. Być może w niedalekiej przyszłości się zaszczepię, ale na razie czekam na informację z klubu - komentuje zawodnik. I mówi, jak wygląda życie w Danii. - Kraj otwiera się obecnie coraz bardziej. Z dowodem szczepienia lub negatywny testem można wchodzić w wiele miejsc, na przykład do restauracji - wymienia Wilczek.

Opowiada też, dlaczego jest prawie łysy. - Starzeję się! - puszcza oko. - Gdy zaczęła się pandemia i nie można było pójść do fryzjera, postanowiłem obciąć włosy najkrócej, jak się dało. Pasuje mi to. Nie muszę poświęcać czasu na układanie fryzury, tylko wstaję i jestem gotowy do wyjścia z domu - śmieje się. - Mieliśmy z tym trochę zabawy, syn golił mnie maszynką. Za młodu też miałem taką fryzurę, dlatego wiedziałem, że nie będzie najgorzej - kończy 33-letni piłkarz.

W tym sezonie Wilczek rozegrał dla FC Kopenhagi 25 meczów we wszystkich rozgrywkach i strzelił 9 goli.

Dania. Kamil Wilczek pogrążył swój były klub! Niesamowite emocje w derbach

Kamil Wilczek: Duński minister skompromitował się całkowicie

Czy Kamil Wilczek powinien być powołany do reprezentacji Polski?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Polub Piłkę Nożną na Facebooku
Zgłoś błąd
WP SportoweFakty
Komentarze (1)
Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
×
Sport na ×