KokpitKibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Tenis
  • Zimowe

Puchar Anglii. Był obiektem drwin, teraz może zostać bohaterem. "Dysponuje fenomenalnym instynktem"

W sobotę Leicester City powalczy o Pucharu Anglii. Kibice Lisów liczą na udany występ Kelechiego Iheanacho. Tego samego, którego jeszcze nie tak dawno temu mieszali z błotem. - Chcieli, żeby klub się go pozbył - mówi nam Jordan Blackwell.
Michał Grzela
Michał Grzela
Kelechi Iheanacho Getty Images / Plumb Images/Leicester City / Na zdjęciu: Kelechi Iheanacho

Tekst o Kelechim Iheanacho adresowany do polskiego kibica warto zacząć od krótkiej, aczkolwiek dość istotnej informacji. Iheanacho, dziś znajdujący się w centrum uwagi, nie ma praktycznie nic wspólnego z byłym piłkarzem m.in. Wisły Kraków i Widzewa Łódź, który dzierży dokładnie to samo imię i nazwisko. Jedyne, co łączy obu panów to nigeryjska narodowość oraz okupowanie pozycji napastnika na boisku. Na tym punkty wspólne się kończą. 

Nieudana współpraca z Guardiolą 

24-letni dziś Kelechi Iheanacho swoją ojczyznę zamienił nie na Polskę, a na deszczową Anglię. W styczniu 2014 roku jego nowym domem została akademia Manchesteru City. W szeregach Obywateli Iheanacho najpierw przebił się do pierwszego zespołu, a potem przez pewien czas był jego istotnym członkiem. Wystarczy wspomnieć, że Nigeryjczyk rozegrał w barwach The Citizens 64 mecze, w których strzelił 21 bramek i zanotował 8 asyst. Jego marzenia o obfitującej w trofea karierze w niebieskiej części Manchesteru legły jednak w gruzach wraz z przyjściem na Eithad Stadium Pepa Guardioli

Iheanacho nie pasował do koncepcji byłego trenera Roberta Lewandowskiego i Bayernu Monachium. Panowie współpracowali ze sobą tylko jeden sezon, w którego trakcie młody snajper stopniowo tracił na znaczeniu w hierarchii. Do ostatecznego rozstania doszło w sierpniu 2017 roku, gdy za ponad 27 milionów euro Iheanacho przeniósł się do Leicester City.

ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: Strzela jak "nowy Messi"

Klęska nieurodzaju  

Na King Power Stadium oczekiwania były wysokie. Na pierwszy rzut oka Iheanacho wydawał się idealnie wpisywać w ideę funkcjonowania całego klubu. Niezłe wejście do seniorskiej piłki dodatkowo nakręcało spiralę popularności tego transferu. Rzeczywistość po raz kolejny pokazała jednak swoje ponure oblicze.

Przez ponad rok, licząc od września 2018 roku, Iheanacho nie strzelił choćby jednej bramki. Tego typu passa to plama nie do zmazania dla napastnika, szczególnie gdy po pewnym czasie znów dopada go strzelecka posucha. 24-latek pierwszego gola w tym sezonie Premier League zdobył dopiero 3 lutego 2021 roku w wygranym 2:0 meczu 22. kolejki z Fulham. Fani Leicester byli do tego stopni zdegustowani występami Iheanacho, że po pewnym czasie ich wsparcie dla młodego gracza było już tylko mglistym wspomnieniem. Nigeryjczyk swoistego ostracyzmu uniknął tylko za sprawą nagłego przebudzenia w drugiej części trwającego sezonu. 

- Gdy przychodził do klubu, fani byli podekscytowani. Liczyli, że Iheanacho będzie wsparciem dla Vardy'ego i w przyszłości może stać się najważniejszym napastnikiem Leicester. Vardy rzadko opuszczał jednak spotkania, co skutkowało tym, że Nigeryjczyk nie mógł złapać potrzebnych minut i zaadaptować się w drużynie - opowiada w rozmowie z WP SportoweFakty Jordan Blackwell. - Kibice chcieli, żeby klub się go pozbył. I to przez kilka okienek transferowych z rzędu, włącznie z ostatnim. Najgorszy był okres na przełomie 2018 i 2019 roku. Iheanacho był wygwizdywany przez sympatyków Leicester na fali rocznej serii bez zdobytej bramki. W minionych miesiącach jego reputacja uległa jednak znacznej poprawie - dodaje po chwili dziennikarz "Leicester Mercury". 

Środowisko skrojone pod Iheanacho

Jeśli zważyć na suche statystyki, trudno się dziwić, że Iheanacho z impetem wypłynął na powierzchnię. W ostatnich 11 meczach Leicester City 24-latek miał zdecydowanie największy wpływ na kształtowanie rezultatów, a więc także na dorobek punktowy zespołu. 10 goli i 2 asysty w tak krótkim okresie to liczby, których Nigeryjczykowi mogą pozazdrościć nawet najlepsi w swoim fachu. Mając to wszystko na uwadze, do głowy przychodzi absolutnie banalne pytanie. Co utorowało Iheanacho drogę do tego zupełnie niespodziewanego wystrzału formy? 

- Wpływ na to miały trzy czynniki. Po pierwsze, regularne gra. Nigdy wcześniej nikt nie dał mu możliwości rozegrania tylu spotkań z rzędu. Po drugie, formacja. Iheanacho wygląda zdecydowanie lepiej w duecie z Vardym aniżeli solo. Anglik tworzy przestrzeń dla Nigeryjczyka, a on często potrafi odwdzięczyć się precyzyjnym podaniem. Po trzecie, Brendan Rodgers. 48-letni trener wie, jak wydobyć z zawodników pewność siebie nawet wtedy, gdy daleko im do optymalnej dyspozycji i nie mogę liczyć na regularne występy - przekonuje Jordan Blackwell. 

Dwie strony medalu 

Czynniki zewnętrzne to oczywiście nie wszystko, co przysłużyło się do prawdziwego odrestaurowania renomy Iheanacho. Gdyby nie jego własny warsztat i czas poświęcony na szlifowanie licznych aspektów piłkarskiego repertuaru, o żadnym powrocie do formy nie byłoby mowy. Na szczęście dla każdego, komu na sercu leżą sprawy Leicester City, 23-krotny reprezentant Nigerii jest wyposażony w kilka cech godnych gracza jednej z najlepszych lig świata. 

-  Iheanacho dysponuje fenomenalnym instynktem. Potrafi przewidzieć, gdzie wyląduje piłka, a to w pozwala mu znaleźć się tam, gdzie trzeba i kiedy trzeba. Ponadto, potrafi obsłużyć kolegów precyzyjnymi podaniami, w elegancki sposób operować futbolówką w obrębie "16" i ze spokojem wykańczać akcje. Zdarza mu się czekać na pierwszy ruch bramkarza i dopiero wtedy umieszcza piłkę w siatce, a jego kreatywność jest moim zdaniem niedoceniana - chwali 24-latka brytyjski dziennikarz. 

Oczywiście, o piłkarzach nie wypada wypowiadać się w samych superlatywach. Tak, jak każdy zawodnik z górnej półki, tak i Iheanacho niekiedy sam rzuca sobie kłody pod nogi. W jego przypadku jest to o tyle drażniące, że stoi w totalnej opozycji do stylu reprezentowanego przez lidera formacji ofensywnej Leicester, Jamiego Vardy'ego. 

- Iheanacho bywa na boisku egoistą. To bolączka wielu napastników. W sytuacji, w której podanie byłoby optymalnym rozwiązaniem, zdarza mu się uderzać na bramkę z dystansu. To nowość dla ataku Leicester, albowiem Vardy'ego ten problem nie dotyczy. Anglik, jeśli istnieje taka możliwość, niemal zawsze spróbuje znaleźć podaniem kolegę z drużyny - tłumaczy Blackwell. 

Z ofensywnym duetem w przyszłość

Przywołane niedociągnięcia stanowią punkt wyjścia do dyskusji na temat przydatności Iheanacho w Leicester City. Historia pokazuje, że Nigeryjczyk nie sprawdza się w roli osamotnionego napastnika. Taki stan rzeczy mocno zawęża pulę możliwości, z jakiej może korzystać sztab szkoleniowy Lisów na czele z Brendanem Rodgersem. W praktyce oznacza to, że Iheanacho najzwyczajniej w świecie jest bardzo niedoskonałą kalką Vardy'ego i każdy, kto widział w nim następcę Anglika, musi w tej chwili obejść się smakiem. Z drugiej strony nie można jednak lekceważyć zazębienia, jakie wytworzyło się między Vardym a Iheanacho w wariancie taktycznym z dwoma napastnikami. 

- Na pewno jest ważny dla Leicester, ale nie wydaje mi się, żeby mógł przejąć pałeczkę po Vardym w przyszłości. Jeśli Brendan Rodgers zdecyduje się na grę jednym napastnikiem, może okazać się, że były gracz Manchesteru City jest po prostu za wolny, żeby wejść w buty Vardy'ego. Dlatego uważam, że zanim doświadczony Anglik przejdzie na emeryturę, Leicester powinno zakontraktować jeszcze jednego snajpera, który stworzyłby z Iheanacho duet. Takim zawodnikiem może okazać się Odsonne Eduoard z Celtiku, który już od jakiegoś czasu pozostaje na radarze The Foxes - podsumowuje Jordan Blacwell. 

Zastanawiając się nad kształtem Leicester bez Vardy'ego na boisku, należy pamiętać, że na razie nie nie wskazuje na to, żeby były reprezentant Anglii miał zaprzestać profesjonalnego biegania za futbolówką. W związku z tym jego współpraca z Kelechim Iheanacho wciąż może nabrać jeszcze większych rumieńców i dalej cieszyć kibiców Leicester. To znakomity prognostyk zwłaszcza w kontekście finału Pucharu Anglii. Nie można przecież wykluczyć, że wiatr w żagle, którego w boiskowej asyście Vardy'ego nabrał snajper z Nigerii, okaże się zmorą przeciwników The Foxes, Chelsea

Starcie o Puchar Anglii między Leicester City a Chelsea odbędzie się 15 maja o godzinie 18:15. Transmisja w Eleven Sports 1 oraz WP Pilot.

Czytaj także: 
Robert Lewandowski nie uważa się za najlepszego. Koniec kariery? "Wiek to tylko liczba"
Czytaj także: 
"Szuka willi w Paryżu". Sensacyjne doniesienia na temat Leo Messiego

Czy Kelechi Iheanacho strzeli bramkę w finale Pucharu Anglii?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Polub Piłkę Nożną na Facebooku
Zgłoś błąd
WP SportoweFakty
Komentarze (0)
    Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
    ×
    Sport na ×