Ligowa potyczka w Nowym Sączu była dobrym przetarciem przed spotkaniem Ligi Mistrzyń z FTC Rail Cargo Hungaria. Olimpia-Beskid pokazała ambitną grę i napsuła trochę krwi faworyzowanym przeciwniczkom.
- Teren faktycznie jest bardzo gorący i myślę, że niejeden zespół straci tu punkty. Mamy przed sobą mecz w Lidze Mistrzyń i rotowaliśmy składem, by podstawowe zawodniczki nie musiały grać w pełnym wymiarze. Był to fajny mecz dla kibiców, trzymający w napięciu do ostatnich sekund - powiedziała Sabina Włodek, II trener MKS-u.
Jeszcze na minutę przed końcem batalii w Nowym Sączu, MKS prowadził tylko jedną bramką. Kropkę nad i postawiła jednak Małgorzata Majerek, choć ogólna ocena postawy lublinianek nie była zbyt pozytywna.
- Szwankowały dwa podstawowe elementy. Skuteczność rzutowa nie była naszą mocną stroną i popełniłyśmy sporo błędów technicznych. To pozwoliło przeciwniczkom zbliżyć się na niebezpieczną odległość - analizowała legenda lubelskiego klubu.
Tych błędów będzie trzeba się wystrzegać, jeśli MKS chce przywieźć z Węgier korzystny rezultat. Ten jest bardzo potrzebny, bo mistrzynie naszego kraju w tegorocznej Lidze Mistrzyń jeszcze punktów nie zdobyły.
- Bardzo byśmy chciały zwyciężyć, szczególnie że mamy teraz zero punktów. Było blisko w spotkaniu z FC Midtjylland, nie udało się i musimy szukać punktów na wyjeździe. Nie spodziewamy się problemów z kondycją. Jesteśmy cały czas w mocnym treningu, ale na najważniejsze mecze łapiemy też świeżość. Kalendarz ligowy nas nie oszczędza, więc staramy się rotować składem - zakończyła Włodek.