KokpitKibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Tenis
  • Zimowe

Szarek: Wjechaliśmy kilka pięter do góry [OPINIA]

Nie jesteśmy ani tak mocni, jak mówiono po meczu z Białorusią, ani tak słabi, jak sądzono po spotkaniu ze Szwecją. Dwunaste miejsce na koniec EURO trzeba przyjąć za umiarkowany sukces. W ciągu dwóch lat awansowaliśmy w Europie o dziewięć pozycji.

Maciej Szarek
Maciej Szarek
Polacy pozują do pamiątkowego zdjęcia po zakończeniu udziału w mistrzostwach PAP / Adam Warżawa / Na zdjęciu: Polacy pozują do pamiątkowego zdjęcia po zakończeniu udziału w mistrzostwach
XIX-wieczny malarz Paul Gauguin stworzył obraz, którego tytuł dość prześmiewczo funkcjonuje w popkulturze. "Skąd przyszliśmy? Kim jesteśmy? Dokąd idziemy?" - pytał Francuz. A my zastanawiamy się, jak to jest z naszą reprezentacją Polski.

Skąd przyszliśmy?

To pytanie fundamentalne. Pierwszy mecz Patryka Rombla w roli selekcjonera Biało-Czerwonych to sromotna porażka w Gliwicach z Niemcami w kwietniu 2019 roku. Dwa miesiące później zremisowaliśmy z Kosowem w Prisztinie, a po chwili zebraliśmy też srogie baty od Rosjan, na noże idąc z hiszpańską kadrą B. Obecna reprezentacja Polski zaczynała z samego parteru w hierarchii europejskiej piłki ręcznej.

Ile pięter pokonaliśmy w tym czasie? O tym za chwilę. Zwróćmy uwagę na jeszcze jedną, wyjściową kwestię - narrację. Od samego początku kadencji Rombla w dyskursie publicznym dominowały negatywne emocje i defetyzm. Najpierw kwestionowano sam wybór szkoleniowca, potem obrany styl gry, a na końcu wyniki. Te ostatnie najpewniej słusznie, bo bilans 14 zwycięstw, 3 remisów i 22 porażek przed startem EHF EURO 2022 na pewno chluby trenerowi nie przynosił. Dwa lata temu z ME wróciliśmy na szarym końcu stawki (21. miejsce).

ZOBACZ WIDEO: Grzegorz Krychowiak zmieni dyscyplinę?! Do sieci trafiło wymowne wideo

Wystarczyły jednak dwa udane mecze przeciwko Austrii (36:31) oraz Białorusi (29:20), by teraz ten ponury obraz odwrócić. To pierwszy plus, jaki możemy zapisać po stronie zysków po właśnie zakończonym dla nas EURO.

Szczypiorniści trafili na okładki gazet, a przed telewizory wrócili niedzielni kibice, którzy przed rundą zasadniczą zaczęli nawet snuć marzenia o czekających za rogiem wygranych z europejskimi potęgami. Powrócił optymizm i nadzieje, których dawno nie było. Zgoda, w pewnym momencie były one nawet na wyrost, ale wreszcie o piłce ręcznej zaczęto mówić pozytywnie. Handball ponownie wyszedł poza hermetyczną bańkę pasjonatów.

Kim jesteśmy?

Rzeczywistość boleśnie zweryfikowała jednak ułańskie marzenia o fazie medalowej. Wielu kibiców, mając na uwadze mecze z Niemcami (23:30), Norwegią (31:42) i Szwecją (18:28), wieszała już na kadrze psy, żądając głowy trenera i niektórych zawodników.

To nieporozumienie, bo węgiersko-słowacki turniej jasno pokazał nam, że jesteśmy europejskim średniakiem. Ni to obelga, ni komplement. Po prostu, reprezentacja Polski na obecnym etapie rozwoju jest europejską drużyną z drugiego szeregu i nie można oczekiwać od niej medali. Mamy zawodników, na których patrzy się z olbrzymią przyjemnością (Sićko, Olejniczak, Daszek, Moryto, Jędraszczyk), ale są też tacy, których gra przyprawia o ból zębów (tu niech każdy wskaże według własnego uznania). Mamy wybitnych skrzydłowych, ale wielką dziurę na prawym rozegraniu. Mamy świetną pierwszą siódemkę, ale niepewnych zmienników. Mamy talent, ale brakuje (jeszcze) doświadczenia. Tak wymieniać można bez końca.

Bolały rozmiary porażek ze Skandynawami, w których rywale stłamsili nas fizycznie, mnie niemiło zaskoczył także mecz z Rosją (29:29). Sborna ma w składzie jednego zawodnika grającego na co dzień na poziomie Ligi Mistrzów, my - siedmiu. Nawet jeśli uwzględnimy całe zamieszanie związane z koronawirusem i kontrowersyjną decyzję sędziów, potencjał był po naszej stronie.

Pozytywną niespodzianką był za to mecz z Hiszpanią (27:28). Napsuliśmy wiele krwi walczącym o półfinał obrońcom tytułu, mieliśmy w rękach piłkę na remis. Po raz kolejny udowodniliśmy, że możemy walczyć z każdym, a potencjał to jeden z głównych przymiotów kadry. Byliśmy przecież najmłodszą drużyną, która awansowała do fazy zasadniczej, a trzecią najmłodszą na całym turnieju (średnia poniżej 26 lat)! Nowi liderzy dopiero zaczynają odgrywać główne role w swoich klubach, a już teraz potrafili mocno zaskoczyć handballową Europę.

Wniosek jest taki, że do czołówki jest już znacznie bliżej z poziomu fazy zasadniczej wielkich turniejów niż z remisu w Kosowie i porażki w Izraelu. Niemniej, kadra wciąż wymaga szlifów. Widać to było pod naporem Szwedów i Norwegów, widać było w końcówkach spotkań z Rosją i Hiszpanią. Biało-Czerwoni nie mają jednak na koncie zbyt wielu thrillerów. Tym ważniejsze zatem, że awansowaliśmy do fazy zasadniczej. Cztery dodatkowe spotkania w elicie były nieocenioną lekcją. Notatki zebrane, kolejny egzamin za rok.

Dokąd zmierzamy?

Cel, jaki postawiono przed Patrykiem Romblem, był jasny od pierwszego dnia selekcjonera w biurze ZPRP. Zmierzamy do mistrzostw świata, które za 12 miesięcy zorganizujemy razem ze Szwedami. To właśnie na tej imprezie Biało-Czerwoni mają błyszczeć najjaśniej.

Trzeba naprawdę mocno nie chcieć, by nie zauważyć postępu, jaki wykonała nasza kadra. Jeśli kogoś nie przekonuje gra, niech przekonają statystyki: dwa lata temu na ME było 21. miejsce, rok temu na MŚ - trzynaste, teraz kolejna pozycja do góry. Dodatkowo, pamiętać trzeba, że na Słowacji koronawirus nas nie oszczędzał, a w domu z powodu kontuzji zostali choćby Tomasz Gębala czy Maciej Majdziński.

To wszystko napawa nadzieją i rozbudza apetyty, zwłaszcza, że polsko-szwedzki turniej będzie dla naszej kadry czwartą kolejną wielką imprezą w podobnym składzie. Jeśli jednak z toczących się jeszcze ME mamy wyciągnąć ostatni wniosek, niech będzie on ku przestrodze.

Podobno mądrzy ludzie uczą się na własnych błędach, a sprytni na błędach cudzych. Węgrzy, gospodarze aktualnych ME, do imprezy podchodzili z oczekiwaniami napompowanymi do maksimum, choć ich zespół, uczciwie mówiąc, wcale nie gwarantował walki z potęgami. Ot, byli średniakiem z ambicjami. Węgrzy pod olbrzymią presją kibiców i mediów odpadli już w fazie grupowej, a atmosfera po ostatnim gwizdku meczu z Islandią zwiastowała żałobę narodową. Nie bądźmy jak Węgrzy i nie oczekujmy za rok cudów, bo tylko wtedy możemy się naprawdę miło zaskoczyć.

Obserwuj autora na Twitterze i czytaj jego pozostałe teksty!

Czytaj także:
Polskie objawienie ME
To on zatrzymał Polaków

Czy jesteś zadowolony z EURO w wykonaniu Polaków?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Polub Piłkę Ręczną na Facebooku
Zgłoś błąd
WP SportoweFakty
Komentarze (14)
  • Franek2 Zgłoś komentarz
    No dobra progres jest ale podniecać się nim nie ma za bardzo co. Wygrane z Austrią i Białorusią miały swoją podstawę w obronie która w kolejnych meczach została rozmontowana przez
    Czytaj całość
    wirusa i kontuzje. Gdybyśmy zmuszeni byli grać w tych meczach składem jaki grał w kolejnych meczach pewnie trudno było by wyjść z pierwszego etapu. I okazałoby się że progresu nie ma. Bez takiej obrony spodziewałem się kolejnych meczy dokładnie takich jakie były. I nie przeceniałbym w tym etapie meczu z Hiszpanią która mogła zagrać z nami oszczędnie bo myślami była już w półfinale. W obronie najbardziej szkoda Bisa. Zaangażowanie to jedno , ale współpraca z Gębalą w meczu z Białorusią była najwyższych lotów. Szkoda że ta obrona nie miała okazji zagrać w meczach z mocnymi drużynami bo to dopiero dało by nam odpowiedź w którym miejscu jesteśmy. Niestety zmiennicy grali bardziej indywidualnie dlatego przegrywaliśmy 10bramkami. W ataku też nie ma się czym podniecać. Oczywiście tu duże znaczenia ma zgranie akcji i generalnie ja nie mam do chłopaków pretensji że coś nam nie wyjdzie. Zdarza się. Mało wykorzystujemy Syprzaka. On oczywiście jest dobrze obstawiany ale skoro już do niego nie podajemy to więcej powinno się wykorzystywać fakt że on ściąga na sobie uwagę obrony żeby zrobić przestrzeń do wejścia. Generalnie nasza skuteczność w większości wynikała z wejść indywidualnych a nie z gry zespołowej. A że dość ciężko szło nam rozklepanie obrony to i ilość akcji udanych malała. Podsumowując. Progres wydaje się że jest ale może być pozorny. Żeby się w tym nie pomylić to bezpieczniej będzie wyciągać bardziej wnioski z meczy przegranych niż z wygranych bo jedne i drugie mogą mieć w sobie drugie tło. No i co , pracujemy dalej. Ważne żeby chłopaki uwierzyli że razem mogą coś osiągnąć
    • Ukassiu Zgłoś komentarz
      16 meczowa Morawski,Kornecki(lub ktoś z Zembrzycki,Skrzyniarz, Wałach,Ałaj) Moryto,Daszek Krajewski,Czuwara M.Gebala,Syprzak,Dawydzik(Walczak) Sićko,Gebala,Chrapkowski Olejniczak,
      Czytaj całość
      Jędraszczyk Majdziński,Paczkowski Na papierze nie wygląda źle.Trzeba chuchać i dmuchać na Majdzinskiego i poprosić Paczasa o powrót. Do tego w ciągu roku próbować młodych. Paterek,Krawczyk,Molski,Widomski,Wasiak itd
      • s_mmts Zgłoś komentarz
        Maciej Majdzinski i Bergischer rozwiązali kontrakt za porozumieniem stron.
        • Wojt777 Zgłoś komentarz
          No dobrze, teraz już co do samych nazwisk. Oglądałem wczoraj zapowiadany na fejsie związku tzw. live kanał sportowy. Bardzo ciekawy program, godzina gadki na luzie i naprawdę mega fajnie
          Czytaj całość
          się tego słuchało. Wypowiadali się m.in Zdechły i Siódym. No i właśnie do pewnej części wypowiedzi Siódyma muszę się przyczepić i z nią nie zgodzić. Otóż, Siódym wymienia pewne nazwiska z kadry m.in. Tomka Gębali czy Maćka Majdzińskiego. Fajnie rozumiem to i szanuję, że o nich pamiętamy ale nie możemy na dziś liczyć na nich w kontekście walki o minimum ćwierćfinał przyszłorocznych mistrzostw świata. Bo taki jak mi się wydaje będzie ten cel, sądząc po niektórych wypowiedziach. Na dziś nie wiemy kiedy chłopaki wrócą, w jakim będą zdrowiu i przede wszystkim dyspozycji sportowej? Musimy mieć już dziś na to alternatywę. No i tu pojawią się ten konkretny fragment wypowiedzi Siódyma, który analizując naszą ekipę (konkretnie chyba LR?), stwierdził, że na dziś podziękowałby Beckmanowi lub Pietrasikowi? Nie kojarzę teraz, któremu konkretnie. Może obu? Przepraszam. Na pytanie co sądzi o tym, że grali oni razem obok siebie na 3 w obronie złapał się za głowę. Fakt, też bym się złapał ale nie zapominajmy, że to była konieczność spowodowana kontuzjami, a oni grali ze sobą praktycznie pierwszy raz. Jednak bardziej niezrozumiałe jest twierdzenie, żeby któremuś z nich już podziękować. Zapytam się więc, czy my jesteśmy taką potęgą, żeby rezygnować z któregokolwiek z nich? Przecież tak naprawdę na LR mamy tylko Szymona Sićkę. Coś tam wczoraj zagrał Przytuła ale to było ledwie 2/3 meczu i sporo błędów też zrobił. Przecież my nie możemy sobie pozwolić na to, żeby odpalić ze składu któregokolwiek z młodych perspektywicznych zawodników! Obaj grają w klubach zagranicznych i z pewnych względów jest to zaleta. Co ważne grają tam regularnie. Obaj są młodzi (1999 i 2000 rocznik), mają mocny rzut, dobre warunki fizyczne, a do tego są w kadrze od listopada jeden, a drugi od grudnia. Gdzie tu sens selekcji? Ok. załóżmy, że jednak im podziękujemy, to niby kogo z naszej ligi powołamy na tę pozycję? Mamy już Chrapka który nie gra w ataku i trochę blokuje jedno miejsce na LR. Tomek nie wiadomo jak będzie wyglądał zdrowotnie i sportowo? Dziś to wróżenie z fusów. No i co? Mamy szukać nowych problemów odstawiając zawodników, którzy tak naprawdę nawet nie dostali szansy na prawdziwe sprawdzenie się? Chyba już wystarczy nam lipy, którą mamy na PR? Poza tym, nikt nie wie jak będzie wyglądała sytuacja z covidem za rok? Nie wiemy ile będziemy mieli znowu kontuzji (odpukać!)? Musimy mieć więc po 3-4, a nawet 5 zawodników na każdej pozycji w tzw. szerokiej kadrze. Gotowych do gry i to tego, żeby w razie niespodziewanych wydarzeń losowych w miarę bezszkodowo uzupełnić skład trzymając poziom. Nie możemy więc pozwolić sobie na odstawianie kogokolwiek młodego i perspektywicznego. Nie na każdej pozycji mamy luz. Ok. jest pewien komfort na kole i w bramce, no i trochę świeżości na lewym rozegraniu też jest ale na pozostałych pozycjach musimy szukać i sprawdzać. Bez dwóch zdań. Szczególnie prawa strona to wyzwanie ... Co do starszych i mniej już rokujących (o których mowa tu i tam), to niech już sztab decyduje. Choć myślę, że raczej niczym nowym i mega pozytywnym, to oni nas już chyba nie zaskoczą.
          • Wojt777 Zgłoś komentarz
            hbll: żeby była jasność, to ja się z Tobą zgadzam ze wszystkim niemal w całości. Co do konkretnych meczów (tych przegranych), to mi zwyczajnie zabrakło braku reakcji ze strony ławki i
            Czytaj całość
            zmiany taktyki w ciągu meczu. Za czasów Wenty, (do których chyba wszyscy wracamy) nikt by nie pękł i nikt by głowy nie spuścił, a on sam by wyszedł z siebie, żeby cokolwiek zmienić w grze, a nie przyglądać się z boku jak ucieka czas. Pamiętasz zapewne mecz ze Szwajcarią i szaleństwo Szmida, który robił z nami chciał. W takich przypadkach ławka musi pomóc, dać impuls, coś zmienić, a nie pozwolić Szmidowi rzucić 12 bramek albo Sagosenowi 8/9 w pierwszej połowie. Gdzie był wczoraj Sagosen ze Szwecją? Pamiętasz jak Gadżet wykluczył kiedyś 1:1 Kima Anderssona i Szwedzi stracili całkowicie pomysł na rozegranie? Dzięki temu odrobiliśmy słynnych 11 bramek i przeszliśmy do historii. Podobnych gonitw choć nie zawsze udanych było więcej. Chociażby z Islandią o brąz w 2010r., z Macedonią w 2009r. z Białorusią już za Bieglera, kiedy to ostrzeliwał nas niemiłosiernie Rutenka. Wtedy indywidualnie w ostatnich 10 minutach wyłączył go Jacha. Po co to piszę? Po to, żeby pokazać, że zawsze trzeba mieć pomysł nr 2 i nr 3 na mecz i trzeba mieć odwagę go wprowadzić. Zobacz na ostatnie 10 minut wczorajszego meczu Szwecja-Norwegia. Tam było wszystko. Mecz podobny do naszego z Hiszpanią. Przez większość meczu Szwedzi tracą 3-4 bramki, a mecz wydaje się być pod kontrolą Norwegii, a jednak wygrywa Szwecja. Takiego instynktu boiskowych zabójców zabrakło mi u naszych. Ok. rozumiem że Arek dostał piłkę lekko na wcisk od Oleja i był w pełnym biegu, a grał cały mecz i miał prawo być zmęczony. Sytuacji ciężka, trudno stało się ale Janek rzucał w zasadzie z lewego rozegrania i miał całą lewą stronę bramki wolną. Zdecydował się rzucać sito. Dlaczego, nie wiem do teraz? ---------------------------- Ale jest jeszcze jeden moment godny uwagi w tym meczu i to bardzo godny. Jest to już absolutna końcówka, po tych naszych okazjach. Rzut Gurbindo odbija Ketchup, łapie piłę Walczak. Do końca mamy równo 4 sekundy, a sytuacji wygląda tak że: na naszej połowie jest 6 Hiszpanów i 4 naszych. Za to z przodu pod przerywaną rywala są Chrapek i Dawid czekający na piłkę ... Co się dzieje? Walczak podaje do stojącego najbliżej Arka, do którego doskakuje Guardiola i go klinczuje. No i jest po meczu. Dziękuję. Bez problemu znajdziesz tę sytuację w skrócie z meczu. Mam nadzieję, że nasz sztab wyłapał tę sytuację i będzie pokazywał do bólu chłopakom, bo takimi sytuacjami wraca się do meczów, wygrywa je, a niekiedy nawet zdobywa medale. Wyobrażasz sobie, co by było gdyby wczorajszy mecz decydował o półfinale, a nam ten 1 punkt by go dawał?
            • Leeleszek Zgłoś komentarz
              Postęp jest ,ale nie możemy tak grac jak ze Szwedami i Norwegami ,błędy popełniali kluczowi zawodnicy .Przegrywaliśmy trzema czy czterema bramkami a naszym zawodnikom trzęsły się ręce
              Czytaj całość
              co wykorzystywali przeciwnicy i robil się pogrom.Czas gry w reprezentacji dla takich zawodnikow jak Przybylski Chrapkowski Pilitowski dawno minął .Zauważyłem że mamy ogromne kłopoty w ataku jak przeciwnik wprowadza agresywna obrone ,ileż razy stracilismy pilke gdy rozgrywający zagrywa pilke kozłem do kołowego.Marnie się na to się patrzylo. Jak se przypomnę jakie to kłopoty mieliśmy jeszcze niedawno z Izraelem a tu taki postęp. Brawo Rombel i jego zawodnicy .Czekamy na następny krok do przodu. .
              • Wojt777 Zgłoś komentarz
                hbll: bardzo ciekawy i rzeczowy komentarz. Jenak jest zawsze jakieś małe ale, a mianowicie ..., to ze są takie czy takie nazwiska, to jest raczej zasługą szkolenia w klubach lub SMS-ach.
                Czytaj całość
                Przykładem Dawydzik vs.Olejniczak. To, że trener (raczej selekcjoner) ich wyłuskał to zdecydowanie na plus. Jednak jak pamiętam Oleja wynalazł Przybecki i już jako juniora, a sam Dawydzik tu jak pamiętam była mocna presja mediów i kibiców. No ale mniejsza teraz o to. Dwa lata temu na mistrzostwach cieszyliśmy się z Oleja, teraz cieszymy się z Jędruli. Jeżeli co rok, ktoś o takim potencjale będzie wpadał do kadry to będzie super. Jednak nie brakowało też głosów, że gdyby nie Bartek jako 2 trener kadry, to kto wie czy by go powołano? Może tak, może nie ale jest to łyżka dziegciu w beczce miodu, żeby nie było za kolorowo. Na konice jeszcze jedno zdanie zaczerpnięte z opinii innych, za co dziękuję i przepraszam jednocześnie. Mianowicie, skoro 3 lata wstecz Olej jako uczeń SMS-u dostał szansę od Przybeckiego, to dlaczego zabrakło odwagi, żeby teraz dać taką szansę Widomskiemu. Tym bardziej, że na prawej połówce nie mieliśmy nawet jednego prawego rozpylacza na poziomie (nie liczę Dacha). Od razu uprzedzę, że nie chodzi mi o to, żeby od razu brać go na mistrzostwa ale dać mu pograć w meczach towarzyskich albo chociaż potrenować z kadrą. Powołaliśmy za to ligowych wyrobników, którzy w Bratysławie niemal nie powąchali parkietu. Ma to sens? Widzisz go? Pozwól, że co do konkretnym pozycji i nazwisk rozpiszę się w kolejnym komentarzu.
                • hbll Zgłoś komentarz
                  Bardzo dobre podsumowanie. Zgadzam się co do oceny zawodników, potencjału, trenera i progresu. Jest średnio w każdym wymiarze, ale jednak coraz lepiej, co trzeba docenić. Niemal wszyscy
                  Czytaj całość
                  nasi liderzy mają przed sobą jeszcze lata gry i czas, by się rozwijać, a najstarsi (poza Krajewskim) nie wnoszą do kadry zbyt wiele. Rok to bardzo dużo czasu - obaj środkowi rozgrywający powinni zrobić spore postępy (o to raczej możemy być spokojni), do tego być może Sićce pomoże T. Gębala, który też mógłby więcej grać w Kielcach w ataku, żeby nie cofnął się w tym elemencie jak Chrapkowski. Dużo spokoju daje M. Gębala, rozwija się Dawydzik. Michał Daszek wchodzi dopiero w najlepszy wiek do grania. Moryto to już swiatowy top. -------------------------------------------- Rezerwy są w bramce - tam musimy się poprawić, bo ze skutecznością poniżej 30 % w kluczowych meczach raczej nic nie ugramy. Ale wróci Morawski, rozwija się Wałach, Zembrzycki też błysnął - jest w kim wybierać i oby któryś z nich (lub Kornecki) za rok był w życiowej formie. Rezerwy ma też Syprzak - niewiarygodnie, jak bardzo go nie wykorzystujemy i przez to jak mało ten chłopak daje drużynie. Zobaczymy gdzie za rok będzie Pietrasiak i Beckman bo przecież rok to dużo czasu i może któryś z tych talentów przyspieszy w rozwoju. Albo dojdzie ktoś z młodszych kadr, bo i tak widać progres. Jednym słowem te ME pokazały, że idziemy w dobrym kierunku - może nieco powoli, może z potknięciami, ale idziemy...
                  • Cypr Zgłoś komentarz
                    MŚ za rok zweryfikują gdzie jesteśmy w hierarchi na handbalowej mapie. Umiejętności są, wyniki coraz lepsze, ale potrzeba na parkiecie "mentalności wojowników" co to nie
                    Czytaj całość
                    odpuszczają rywalom do końca, nawet mega mocnej Norwegii.
                    • Grieg Zgłoś komentarz
                      Sześć lat temu siódme miejsce w roli organizatora ME mieliśmy prawo traktować jak duży zawód, teraz podobny wynik za rok chyba możemy przyjąć w ciemno.
                      Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
                      ×
                      Sport na ×