Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Skoki narciarskie
  • Tenis

Killian Peier rośnie w siłę. Szwajcar może być czarnym koniem mistrzostw świata

Killian Peier na dobre usadowił się w czołówce Pucharu Świata, a jego forma rośnie. Jeśli tak dalej pójdzie, Szwajcar może być czarnym koniem mistrzostw świata w Seefeld i powalczyć z faworytami Ryoyu Kobayashim czy Dawidem Kubackim.
Barbara Toczek
Barbara Toczek
Killian Peier WP SportoweFakty / Kacper Kolenda / Na zdjęciu: Killian Peier

Od 2011 roku, czyli od czasów zakończenia kariery przez Andreasa Kuettela, szwajcarskie skoki nie miały w swoich szeregach zawodnika, który mógłby dotrzymać kroku czterokrotnemu mistrzowi olimpijskiemu, Simonowi Ammannowi. Ten niezbyt chlubny dla Szwajcarów stan rzeczy zdołał jednak odmienić Killian Peier, skoczek z Eisiedeln, obecny lider teamu.

24-latek już podczas ostatniego cyklu Letniej Grand Prix sygnalizował, że jego dyspozycja ma się naprawdę dobrze. Dwukrotnie stawał na podium, a w generalnej klasyfikacji zajął solidną 6. lokatę. Pytany o zwyżkę formy mówił, że zmienił przede wszystkim nastawienie psychiczne, podkreślając, że sport to przecież nie tylko odpowiedni sprzęt czy dobre przygotowanie fizyczne.

Biorąc pod lupę wyniki, jakie Peier osiąga zimą, można odnieść wrażenie, że transformacja psychicznego podejścia Szwajcara była przysłowiowym strzałem w dziesiątkę. Wprawdzie dwa razy zdarzył mu się "wypadek przy pracy" i zakończył konkurs poza rundą finałową, jednak godna zauważenia jest stabilna i przede wszystkim rosnąca forma skoczka. W przedsezonowym prorokowaniu, że Peier może zacząć się liczyć w walce o coraz wyższe lokaty, było więcej niż tylko ziarnko prawdy.

Kiedy podczas austriackiej części Turnieju Czterech Skoczni 24-latek zajął odpowiednio 7. i 8. miejsce, a w "generalce" prestiżowego cyklu był ostatecznie 10., szwajcarskie portale pisały, że wreszcie wylądował w światowej czołówce. On z kolei nabrał ochoty na jeszcze lepsze skakanie. 

- Wiem ze jestem w stanie zrobić więcej, ale najtrudniejsze jest udowodnienie tego samemu sobie. Chcę się jak najbardziej zbliżyć do skoku idealnego. To szczęście, móc skakać za każdym razem przed ponad 20-tysięcznym tłumem kibiców. To pomaga w dawaniu z siebie tego, co najlepsze - mówił po zakończeniu TCS na łamach portalu Tribune de Geneve, Peier.

ZOBACZ WIDEO Rajd Dakar. Olbrzymia przewaga lidera kierowców. "Nie chce popełnić żadnego błędu"

Szwajcar chyba w niczym nie przypomina siebie z ostatniego sezonu, w którym albo błąkał się w okolicach czwartej lub piątej "10", albo miał wielki problem, by w ogóle znaleźć się w konkursie. Wówczas tylko czterokrotnie kwalifikował się do finału, ale to i tak marne pocieszenie - w trakcie całej zimy nie stać go było na nic więcej, niż tylko 27. lokatę. 

Czara goryczy przelała się podczas igrzysk olimpijskich w Korei. Jak pisze szwajcarski dziennik "Neue Zürcher Zeitung", Peier nie mógł ponoć znieść faktu, że zaprzepaścił szansę na start w zawodach indywidualnych. Cieszył się ze wszystkich medali, jakie zdobywali jego rodacy, ale konkursów skoków narciarskich nie był w stanie obserwować. - Nie potrafię zaakceptować faktu, że nie zakwalifikowałem się do konkursu na igrzyskach - mówił skoczek. 

Lekcję z wyciągania wniosków po porażce odrobił jednak na piątkę. Wiele zdziałała wspomniana zmiana mentalna, która była możliwa dzięki współpracy z Othmarem Buholzerem (skoczek nazywa go trenerem mentalnym), ale to nie wszystko. Odkąd legendarny Ammann nie trenuje już z pozostałymi zawodnikami, Peier wyszedł wreszcie z jego cienia. - Gdy Simon był w teamie pozostali byli zbyt mało aktywni - nie owija w bawełnę skoczek z Einsiedeln, który w klasyfikacji generalnej PŚ starszego kolegę zostawił daleko w tyle. 

Już za niewiele ponad miesiąc skoczek będzie mógł zrekompensować sobie fiasko, jakie poniósł na igrzyskach w Korei, i wykorzystać potencjał, który mu przypisują. Za niespełna miesiąc ruszają w końcu mistrzostwa świata w Seefeld. Jeśli jego forma będzie nadal rosła, a on nie straci nowo nabytej umiejętności radzenia sobie w zawodach wysokiej rangi, rywale pewnie nie raz poczują jego oddech na plecach.

Czy Killian Peier włączy się do rywalizacji o medale podczas mistrzostw świata w Seefeld?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Polub Sporty Zimowe na Facebooku
Zgłoś błąd
inf.własna/tdg.ch/nzz.ch

Komentarze (5):

  • ja33 Zgłoś komentarz
    moze zostać wyłącznie mistrzem Szwajcarii..
    • Marco Lar Zgłoś komentarz
      bez przesady Kraft i Stoch to sa faworyci.
      • yes Zgłoś komentarz
        "Szwajcar może być czarnym koniem mistrzostw świata" - może i tak. Uważam jednak, że tytuł i wnioski za daleko idące. "Szerokość" czołówki w skokach oraz możliwości końcowych
        Czytaj całość
        rozstrzygnięć nie pozwalają dzielić skóry na "niedźwiedziu" ;) Widzę, że jest już dwóch faworytów: Ryoyu Kobayashi i Dawid Kubacki...
        • Nie chcę islamskich imigrantów w Polsce Zgłoś komentarz
          Dawid wygrał jeden konkurs i już jest faworytem? Czego to pismaki na tym forum nie wymyślą?
          • UNIA LESZNO kks Zgłoś komentarz
            Pisałem 2 lata o tym. Kiliana wypatrzyłem na treningu i od razu wiedziałem że to jest wielki talent. On bardzo lubi normalne skocznie. Pokazał to w Lahti MS gdy na normalnej skoczni był
            Czytaj całość
            18. Na Igrzyska Olimpijskie nie pojechał ze względu na przedziwne wewnętrzne wymagania federacji Szwajcarskiej. Miał punkty, wywalczył 3 miejsce ale federacja oddała je Estonii. Federacja miała wymagania że zawodnik musi być raz w top 8 lub 2 razy w top 12. Deschwanden był raz 7 w Nizhny Tagilu i to dało mu kwalifikacje. Ammann był 3 w Kulm więc tak samo. Pamiętam w Zakopane Kilian bardzo dobrze skoczył lecz w 2 skoku chciał za mocno i upadł. Był bardzo rozgoryczony. W Seefeld na normalnej skoczni będzie napewno w top 5. Czy coś będzie to już osadzi wielki konkurs mistrzowski.
            Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
            ×
            Sport na ×