Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Tenis
  • Zimowe

Sztab szkoleniowy zareagował. Michal Doleżal wyjaśnia, co zmieni się przed skokami Polaków w Willingen

- Powodów do paniki nie ma - przekonuje Michal Doleżal. Sztab szkoleniowy zareagował jednak na słabsze ostatnio indywidualne wyniki polskich skoczków. Trener wyjaśnił nam, co zmieni się przed startem Polaków w PŚ w Willingen.
Szymon Łożyński
Szymon Łożyński
Michal Doleżal Newspix / RADOSLAW JOZWIAK / CYFRASPORT / Na zdjęciu: Michal Doleżal

Szymon Łożyński, WP SportoweFakty: W trzech kolejnych pucharowych weekendach pana podopieczni świetnie skakali w sobotę, dzień później już znacznie słabiej. Co się dzieje?

Michal Doleżal, trener polskich skoczków: W tych konkursach indywidualnych liczyliśmy na więcej. Z sześciu zawodników w trzydziestce trzeba się cieszyć, ale miejsca mogłyby być lepsze. Powodów do paniki jednak nie ma.

Zachowujemy spokój. Nic złego się nie dzieje. Jesteśmy dobrze fizycznie przygotowani. Gdyby tak nie było, to od początku weekendów chłopaki skakaliby słabo. Tymczasem w sobotę jest bardzo dobrze, a słabiej w niedzielę. 

ZOBACZ WIDEO: Prawdziwe legendy skoków narciarskich. Niezwykłe spotkanie po latach

Powodem obniżenia formy może być lekkie zmęczenie po Turnieju Czterech Skoczni?

Na pewno spodziewaliśmy się, że przyjdą trochę słabsze skoki. Nie da się skakać cały czas na tak wysokim poziomie jak na turnieju. Dlatego teraz, przy trochę słabszych skokach, nie robimy żadnych nerwowych ruchów. Idziemy drogą, którą obraliśmy już wcześniej, z lekkimi modyfikacjami. 

Czy kontaktował się już pan z doktorem Perchnitsem? Co zmienicie podczas weekendu w Willingen?

Tak, rozmawialiśmy już. Zdecydowaliśmy się na małe zmiany w aktywacji, czyli pobudzeniu mięśni, przed zawodami (aktywacja mięśni to takie ich przygotowanie, by idealnie pracowały w momencie rozpoczęcia skoku, nie mogą być przemęczone ani niedogrzane - przyp. red.). To nie będzie jednak rewolucja. Dokonamy małych zmian już podczas Pucharu Świata w Willingen. 

Jak pana podopieczni reagują na słabsze skoki?

Zawodnicy czują, że brakuje im trochę stabilności w skokach. Spójrzmy na Dawida Kubackiego. W treningu był drugi, w kwalifikacjach czwarty, a w konkursie już znacznie niżej. Nie zapomniał jednak tych swoich najlepszych skoków. Brakuje mu stabilizacji, ale jest w stanie ją szybko złapać i częściej powtarzać dobre próby z treningów. 

Dziwny to sezon. W Zakopanem Marius Lindvik wygrywa, w Lahti nie ma go w trzydziestce. Pisaliśmy o kryzysie Niemców, a w Lahti na podium byli Geiger oraz Eisenbichler. Z czego wynika taka niestabilność wśród najlepszych?

Czołówka jest bardzo szeroka. Jest wielu zawodników, którzy mogą skakać bardzo daleko. To widać po naszym przykładzie. W drużynówkach w Zakopanem i Lahti skakaliśmy świetnie i byliśmy dwa razy na podium. Gdy tylko w konkursie indywidualne te skoki były już nieco słabsze, od razu rzutowało to mocno na miejscach.

Finałowy skok Halvora Egnera Graneruda w Lahti, mimo upadku, był imponujący. Norweg leciał nad zeskokiem znacznie wyżej niż pozostali skoczkowie. Uzyskał aż 137,5 metra, ale przegrał przez upadek. To był idealny skok, czy pomogły mu warunki?

Byłem zaskoczony aż tak dobrą jego próbą. Odleciał wszystkim. To był taki skok petarda. To jednak przede wszystkim muszą oceniać norwescy trenerzy. Ja zajmuje się polskimi skoczkami i na tej pracy się skupiam. 

Wciąż nie wiadomo co z Pucharem Świata w Rasnovie, tuż przed mistrzostwami świata. Macie jakieś informacje na temat tych zawodów?

Nie, też czekamy na decyzję. Jeśli jednak Rasnov zorganizuje Puchar Świata, to wystartujemy w Rumunii. 

W Lahti zaskoczyliście nowymi kombinezonami: biało-czarnymi. Czy sama zmiana koloru ma znaczenie?

Czasami może mieć. Nie mogę jednak za dużo powiedzieć w kwestii sprzętu. To nasza tajemnica. Konkurencja nie śpi.

W Finlandii testowaliście coś jeszcze oprócz kombinezonów?

Nie, spróbowaliśmy tylko nowych kombinezonów.

Czytaj także:
Kibice zaniepokojeni skokami Polaków. Wojciech Fortuna uspokaja
Nie tak to miało wyglądać. Najsłabszy start Polaków w sezonie. Dramat Graneruda

Polub Sporty Zimowe na Facebooku
Zgłoś błąd
WP SportoweFakty
Komentarze (8)
  • jarema11 Zgłoś komentarz
    Matołek Zyła rozśmiesza tylko mniej wyrafinowanych intelektualnie. Patrzę na to z politowaniem. trzeba jednak to wyhamować rośnie drugi matołek w kadrze. Przykład idzie z góry a nie raz
    Czytaj całość
    się stacza.
    • Pan Jot Zgłoś komentarz
      Przecież Tajner już powiedział, że przyczyna gorszych skoków to roprężenie. Skoro już wiadomo, to wystarczy się sprężyć.
      • Ablafaka Zgłoś komentarz
        Co do Żyły, nie przepadam za nim ale muszę Ci przypomnieć że to dziennikarze zaczęli temat alkoholu i regularnie go ciągną, bo wiedzą że Żyła odreagowuje stres w taki a nie inny
        Czytaj całość
        sposób. To co robi przed kamerą, to jest sposób na odreagowanie, każdy sportowiec tego wymaga po zawodach. Piszesz o promocji sportu i zdrowego życia. Nie rozśmieszaj mnie. Sport ma taki związek ze zdrowiem, że je niszczy. Jeśli w sporcie przechodzisz na zawodowstwo, to musisz pożegnać się ze zdrowiem. Każdy jeden sport uprawiany zawodowo wyniszcza organizm. Sport jest dobry, dopóki jest z umiarem (umiar to nie są codzienne treningi po kilka godzin, to już jest szkodliwe dla zdrowia). Zawodnik każdej dyscypliny, przez lata ma kilka do kilkunastu kontuzji, kontuzji które mocno rzutują na stan fizyczny i sprawność. Sportowcy na starość cierpią i to niemiłosiernie, wiesz dlaczego? Kontuzje mają to do siebie, że w bardzo łatwy sposób się odnawiają, pomijając to, ludzkie stawy nie są przystosowane do zawodowego uprawiania sportu i obciążeń jakie się z tym wiążą, to jedna z nielicznych części ciała której nie da się zastąpić ani skutecznie wyleczyć. Skrzywienia kręgosłupa, różne przepukliny w tym te na kręgosłupie, uszkodzone obolałe mięśnie, artretyzm, ograniczone ruchy, nadciśnienie tętnicze, liczne problemy neurologiczne w postaci braku czucia w danej części ciała (bo nerw jest uciskany) i dziesiątki innych schorzeń, to typowe schorzenia które mają sportowcy na starość. W dodatku takie jak artretyzm i bóle reumatyczne mają o wiele wiele szybciej niż inni ludzie. Byli sportowcy na starość są bardziej schorowani od innych, bo ich organizm jest wyniszczony przez lata morderczego treningu i nieodpowiedniej niezbilansowanej diety. Teoretycznie żeby nie dostać nadciśnienia tętniczego, musieliby cały czas ćwiczyć, bo ich serce przez te ~20-30 lat treningów jest przyzwyczajone do bardzo dużego obciążenia. Sportowcy umierają młodziej od reszty. To jest to zdrowie?? To że sportowcy w wieku 50 lat, czują się jak ludzie w wieku 70 lat i mają często więcej chorób od nich? Czy może zdrowiem jest to że w wieku 40 lat ich stawy wyglądają jakby mieli 60 i całe życie robili w fabryce albo na budowie??
        • wielkopolska.unia.l. Zgłoś komentarz
          Bedzie dobrze .
          • tomas68 Zgłoś komentarz
            Spokój hehe dobre sobie.
            • Kumi Zgłoś komentarz
              Proponuję nie pić w sobotę. Dodatkowo utemperować pana Żyłę, żeby w co drugim wywiadzie nie bredził o piwie. To ma być promowanie sportu i zdrowego życia? Jesteście reprezentantami
              Czytaj całość
              Polski, nosicie godło na piersi i zachowujcie się godnie. Na chlanie będziecie mieli jeszcze czas i kasę po karierze, która nie jest tak długa, aby nie móc odstawić używek na ten czas.
              Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
              ×
              Sport na ×