KokpitKibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Tenis
  • Zimowe

Jak "Gambit królowej". Wielki mecz Polki o mistrzostwo świata

Przez 40 godzin tygodniowo analityk ds. operacji z językiem niderlandzkim, a po pracy zawodowa warcabistka z ogromnymi osiągnięciami. Natalia Sadowska złamała wielką dominację Rosjanek i została mistrzynią świata.
Bartosz Zimkowski
Bartosz Zimkowski
Natalia Sadowska Archiwum prywatne / Magda Grajek / Na zdjęciu: Natalia Sadowska

23 kwietnia w Warszawie rusza mecz o mistrzostwo świata, w którym Natalia Sadowska będzie rywalizowała z Tamarą Tansykkużyną. Pojedynek miał się odbyć kilka miesięcy temu w Rosji, ale zamiast tego był wielki skandal. Polka spędziła 44 godziny na krzesełku w strefie tranzytowej na lotnisku.

W końcu wpuszczono ją do Rosji, ale olbrzymie problemy na lotnisku to był tylko początek kłopotów. Mecz ostatecznie nie doszedł do skutku i wszyscy w nerwach wrócili do domów.

Udało się odzyskać koszty podróży, ale niesmak pozostał. - Rosja nie przeprasza, więc takich szczerych i oficjalnych nie było aż do dzisiaj - mówi w rozmowie z nami Natalia Sadowska, mistrzyni świata.

Bartosz Zimkowski, WP SportoweFakty: denerwuje się pani jeszcze na myśl o grudniowych wydarzeniach w Rosji?

Natalia Sadowska, dwukrotna mistrzyni świata w warcabach: Nie ma już emocji, gdy sobie o tym przypominam. W innym przypadku przeszkodziłoby mi to w przygotowaniach i w ogólnym podnoszeniu warcabowych umiejętności. Staram się negatywne emocje odstawiać na boku. Pamiętać będę o tym długo, lecz odcinam się od tego.

Udało się odzyskać koszty podróży?

Tak. Ja też się tym nie zajmowałam, ale wiem, że wszystkie koszty zostały zwrócone.

Pani rywalka nie miała nic przeciwko, że mecz nie odbędzie się w Rosji tylko w Polsce?

Szczerze mówiąc, to nie miała już tutaj za dużo do powiedzenia. Gdy organizacja meczu w grudniu rozpadła się z hukiem, to polska strona od razu zadeklarowała, że przejmie i zorganizuje go. Jej pozostało zaakceptować to wszystko. 

Trudno było zorganizować mecz w Polsce?

Przede wszystkim koronawirus, bo to nieprzyjaciel wszystkich turniejów. Po tym, co mi się przytrafiło w Rosji, Polski Związek Warcabowy stwierdził, że muszą wziąć to w swoje ręce i zrekompensować to, co się stało. Stanęli na rzęsach, żeby dopiąć wszystko na ostatni guzik. Udało się, chociaż wiadomo, że jeszcze jesteśmy przed meczem, więc coś się może zmienić.

Jak w praktyce wygląda taki mecz o mistrzostwo świata?

Zaczynamy 23 kwietnia i mecz trwa do 3 maja. Gramy 9 dni, podczas których są dwa dni przerwy. O godz. 11 każdego dnia rozpoczynamy partię "na długi czas". Ta partia może potrwać nawet do 5-6 godzin. Jeżeli pada remis, to o godz. 18 gramy dogrywki. Punktacja jest naprawdę skomplikowana. 

Ale nie ma możliwości, żeby ostatecznie nie wyłoniono mistrzyni świata i był remis?

Nie. Jeśli będą w meczach padały remisy, to są przewidziane dogrywki aż do wyłonienia zwycięzcy. 

Jakie są przewidziane nagrody pieniężne?

W puli jest 20 tys. euro. 12 tys. jest dla zwyciężczyni, a 8 tys. dla pokonanej.  

Mówiła pani, że z warcabów obecnie nie da się wyżyć, chociaż podawane przez panią stawki nie wyglądają najgorzej.

To prawda, ale miałam na myśli to, że problemem jest po prostu koronawirus, który sprawił, że turnieje zostały odwołane. Dlatego sytuacja pandemiczna zmusiła mnie do pójścia do pracy. Przez 40 godzin jestem analitykiem w firmie ubezpieczeniowej, a po pracy gram w warcaby. To nowa sytuacja dla mnie i zastawiałam się, jak w tym się odnajdę. Bo wcześniej to tygodniowo grałam 30-40 godzin, więc to właściwie cały etat.

Czyli przed pandemią nie łączyła pani pracy z warcabami?

Nie. Byłam zawodową warcabistką, a teraz jestem analitykiem ds. operacji z językiem niderlandzkim. Pracę mam dzięki językowi. Dużo wyjeżdżałam, grałam w klubie holenderskim, więc nauczyłam się tego języka. 

Pani obecna praca i warcaby wiążą się z intensywną pracą mózgu, analizowaniem kolejnych ruchów. Mierzyła sobie pani IQ? 

Nie (śmiech). Bałabym się, że wyszłoby jeszcze coś złego! Lepiej nie (śmiech).

Ministerstwo sportu nadal nie finansuje warcabów?

Od 2017 roku nie. Mam pecha, bo miałabym stypendium co roku. Byłoby dużo łatwiej.

Nawet pani sukcesy międzynarodowe nic nie zmieniły?

Nawet. Jestem skazana na siebie. Sama sobie rzepkę skrobię. Są nadzieje, że coś się zmieni. Czekamy na MKOl, że zatwierdzą warcaby i wtedy może coś się zmieni. Szachy i brydż są już zatwierdzone. My już od dwóch lat mamy złożone wszystkie dokumenty. Decyzja może być za miesiąc albo... za 3 lata. Po prostu czekamy. 

"Gambit królowej" to absolutny hit wśród seriali w ostatnich miesiącach. Widzi pani dużo podobieństw do warcabów?

Pamiętam, że jak ten serial był już dostępny, i jeszcze tak dużo nie mówiło się o nim, to pisałam do znajomych: "Boże, ta scena prawie jak o mnie! O, ta też!". Przypisywałam sobie nieskromnie niektóre sceny, bo np. w Polsce byłam "najlepszym mężczyzną". W latach 2018 i 2019 byłam mistrzem Polski... mężczyzn. A przecież serialowa bohaterka też rywalizowała z mężczyznami i wygrywała. 

Czy po tym serialu zauważyła pani większy szum na warcaby czy jednak większa uwaga poszła w szachy?

Szachy miały wielkie boom, ale warcaby też dostały pozytywny rykoszet. Faktycznie było większe zainteresowanie - zauważyłam to np. po tym, ile osób wchodzi na moje social media. Liczę, że sporty umysłowe będą w Polsce bardziej doceniane.

Tak jak na Wschodzie?

Tam są bardzo szanowane. Za zwycięstwa w ważnych turniejach dostają super nagrody, wyróżnienia od burmistrzów czy prezydentów miast. U nas jest to mało ważne. Troszkę ubolewam nad tym, ale wierzę, że mój najbliższy mecz trochę to odmieni. 

Istnieje coś takiego jak "warcabowa emerytura"? 

Nie ma takiej daty granicznej. Patrząc na historię, to mężczyźni grają dużo dłużej niż kobiety. Nie wiem czym jest to spowodowane. Jest jeden arcymistrz po siedemdziesiątce, który nadal zdobywa medale międzynarodowe. Kobiety grają raczej do 55. roku życia, a później rzadko już się je widuje. 

A wypalenie?

Musimy mieć pasję i miłość, a nie traktować tego jako trening i ciężką pracę. Tylko jak odkrywanie nowych rzeczy - np. wariant, który jeszcze nigdy nie powstał. Trzeba być zakochanym w tym sporcie.

Podróże po całym świecie to z pewnością miły dodatek.

To prawda. Faktycznie jest to jedna z pozytywnych części grania w warcaby. Byłam w miejscach, do których na pewno sama bym się nie wybrała, a nawet nie pomyślała, żeby tam polecieć. Chociażby do Mongolii. Nie jestem w stanie powiedzieć, w ilu krajach byłam, ale myślę, że w granicach 25-30.

***

Mistrzostwa Świata kobiet rozgrywane są od 1973 roku. Czterdziestoma czterema tytułami podzieliło się zaledwie dziewięć warcabistek. Za wyjątkiem Natalii Sadowskiej, wszystkie pozostałe były obywatelkami ZSRR, lub grają obecnie pod flagą Rosji.

Natalia Sadowska w warcaby zaczęła grać z tatą i dziadkiem w wieku 6 lat. Jest dwukrotną mistrzynią świata i w światowym rankingu zajmuje drugie miejsce.

Polub SportoweFakty na Facebooku
Zgłoś błąd
WP SportoweFakty
Komentarze (21)
  • Nick Shany Zgłoś komentarz
    A gdzie się podział mój komentarz? Czy autor tego wywiadu może odpowiedzieć na to proste pytanie? PS. 17 komentarzy na głównym liczniku, a w rzeczywistości jest ich tylko 13. Gdzie się
    Czytaj całość
    podziały 4 komentarze? Jak nazwać praktyki SF? Nie wstyd wam?
    • Pan Jot Zgłoś komentarz
      Dlaczego w dyscyplinach, gdzie nie jest wymagana siła fizyczna tylko inteligencja, kobiety o mistrzostwo świata nie walczą razem z mężczyznami? W takich przypadkach nie ma sensu tego
      Czytaj całość
      rozdzielać.
      • Jacor2020 Zgłoś komentarz
        Trzymam kciuki Pani Natalio! Życzę zwycięstwa!
        • sajok Zgłoś komentarz
          Ciekawy artykuł. W końcu syfy zdobyły się na coś wartościowego a nie pudelkowego.
          • Jacur78 Zgłoś komentarz
            Krytykę zacznij od siebie. Każde stwierdzenie w twoim komentarzu jest skutkiem braku wiedzy...poczytaj trochę, to nie boli
            • TerminatoЯ Zgłoś komentarz
              Nie istnieje nic takiego jak "język niderlandzki" tak jak nie istnieje kraj o nazwie "Niderlandy". W języku polskim nazywamy ten kraj Holandią, a jego mieszkańców
              Czytaj całość
              Holendrami. Język, którego oni używają nazywamy językiem holenderskim. Poziom zlewaczenia i politycznej poprawności wśród "redaktorów" osiągnął już zenit?
              Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
              ×