WP SportoweFakty.wp.pl – wiadomości sportowe, relacje live, wyniki meczów

Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Skoki narciarskie
  • Tenis

Lukas Drozdowicz: Ścigam się z marzeniami

Lukas Drozdowicz, pierwszy Polak, który wystartował w wyścigach samochodowych Tajlandii w rozmowie z WP SportoweFakty o ściganiu w tak egzotycznym miejscu, zupełnie innej mentalności Tajów i przyczynach swojej wielkiej popularności.
Maciej Rowiński
Maciej Rowiński
Materiały prasowe

Maciej Rowiński, WP SportoweFakty: Dlaczego zdecydował się pan wyjechać z Polski? Skąd pomysł, aby karierę sportową rozwijać za granicą?

Lukas Drozdowicz: Odkąd pamiętam zawsze szukałem wrażeń i przygód. Poza tym, lubię lato i słoneczną pogodę. Często uciekałem tam, gdzie jest ciepło. Paradoksalnie wszystkie rajdy na śniegu wygrywałem, ale mimo to ciągnęło mnie do cieplejszych miejsc. Po krótkim epizodzie ze sportem samochodowym w Polsce wyjechałem na Wyspy Kanaryjskie, aby ścigać się w rajdach szutrowych. Wtedy były to amatorskie zawody i myślałem, że tam zostanę, będę rozwijał swoją karierę aż do etapu mistrzostw Europy. Koszty życia na Gran Canarii nie były wysokie, a perspektywy obiecujące. Paliwo było tam sporo tańsze niż w Polsce, a to dla kierowcy miało spore znaczenie.

Później przygód zaczął pan szukać jeszcze dalej od Polski.

Wyspy Kanaryjskie mocno ucierpiały po 2008 roku na kryzysie ekonomicznym. Ludzie tracili pracę, przyjeżdżało mniej turystów, a ceny poszły mocno w górę. Mieszkańcy Wysp mieli wtedy dużo problemów, co przełożyło się negatywnie na moją karierę. Postanowiłem spakować walizki, pojechać do Azji, i na miejscu sprawdzić, gdzie najlepiej byłoby się "zahaczyć". Poleciałem najpierw do Bangkoku. Analizowałem, jak wyglądają serie wyścigowe w Tajlandii oraz w innych krajach azjatyckich. Ściganie w Japonii było wtedy poza moim zasięgiem, odrzuciłem też Filipiny i Chiny. Metodą eliminacji uznałem, że Tajlandia będzie najlepszym miejscem do kontynuowania mojej kariery sportowej. Przy okazji tamtejszy klimat bardzo mi odpowiada. Kiedy dowiedziałem się, że w Tajlandii przy granicy z Kambodżą budują największy w całym kraju tor wyścigowy z miejscami dla 100 tys. kibiców, to nie miałem najmniejszych wątpliwości, że muszę postawić na ten kraj. To był strzał w "10".

ZOBACZ WIDEO Kuba Przygoński: To był świetny weekend. Teraz myślę już tylko o Dakarze

Ile miał pan lat, kiedy wyjechał do Tajlandii?

Poleciałem w 2011 roku. Miałem wtedy 25 lat. To była moja pierwsza podróż poza Unię Europejską.

Rajdy na Wyspach Kanaryjskich, potem wylot do Azji. To chyba sporo kosztuje?

Na Wyspach Kanaryjskich miałem kilku lokalnych sponsorów. Ciężko pracowałem, aby pozyskać budżet na starty. Później w przerwie pomiędzy sezonami otworzyłem wypożyczalnię skuterów dla turystów. Pracę łączyłem ze startami w rajdach, ale praca, od zawsze była dla mnie czymś, dzięki czemu mogłem się ścigać. Nie żyłem rozrzutnie. Zdarzało mi się wracać na kontynent statkiem bo było taniej, a zaoszczędzone pieniądze zainwestować w samochód.

W Polsce niektórym ludziom ciągle wydaje się, że podróż do Azji i życie tam musi być bardzo drogie. Tam też są tanie linie lotnicze, można mieszkać niekoniecznie w typowo turystycznych hotelach, w których płaci się dziesiątki tysięcy złotych za wakacje. Wystarczy trochę popracować, zarobić na promocyjny bilet, nie żyć rozrzutnie i dowiedzieć się jak mieć więcej za mniejsze pieniądze. Nie chodzi o to aby teraz wszyscy do Azji polecieli, ale to nie jest nieosiągalne dla każdego przeciętnego, młodego, zdrowego człowieka.

Ale już wyścigi samochodowe to jedna z najdroższych dyscyplin, aby zajmować się tym profesjonalnie.

Profesjonalnie tak - nie jest to sport na prywatną kieszeń i to żadna tajemnica. Może dlatego dopiero "dorastam" do udziału w profesjonalnych wyścigach i droga do tego zajęła mi kilkanaście lat wyrzeczeń wzlotów i upadków. Pochodzę z zupełnie normalnej rodziny, bez korzeni w sporcie samochodowym. Moja mama pracuje w szkole podstawowej, tata pracował w energetyce. Wychowywałem się w warunkach podobnych do większości rówieśników. Nie przypominam sobie, abym dostał jakiś wielki spadek albo prezent od losu. Drugie i trzecie życie już prędzej, a może nawet czwarte, ale nie żebym czymś się specjalnie wyróżniał. Droga, którą przeszedłem nie była najłatwiejsza, ale ciekawa, na pewno wiele się nauczyłem, a to zostało na całe życie. Niczego nie żałuję i drugi raz postąpił bym dokładnie tak samo.


Zawodowo postawił pan wszystko na jedną kartę…

To nigdy nie było tak jak w grze w ruletkę, gdzie albo wygrasz, albo przegrasz. Nie miałem zupełnie nic do stracenia. Wiedziałem, że mam talent do sportowej jazy samochodem, czuję to i doskonale kontroluję to co robię za kierownicą. Uznałem, że jak nie spróbuję tego wykorzystać to nie będę wiedział, jak daleko mogę dojść. Tajowie mówią, że jeśli masz jakąś umiejętność to powinieneś ją wykorzystywać, bo to dar od losu. Podporządkowałem całe życie rozwijaniu swojej pasji. Zauważyłem, że w Tajlandii jest to bardzo doceniane. Wykorzystywaniem swoich umiejętności we właściwy sposób można zyskać bardzo duży szacunek. Nie bez znaczenia jest też to, że otrzymuje się wtedy także duże wsparcie od ludzi, czasami zupełnie nieznajomych. Jest to bardzo miłe i niesamowicie motywujące.

W drugiej części Lukas Drozdowicz opowiada o nauce języka tajskiego, o mentalności Tajów i dlaczego pod pewnymi względami w Tajlandii jest popularniejszy od Roberta Lewandowskiego.

Polub Sporty Motorowe na Facebooku
Zgłoś błąd
inf. własna

Komentarze (0):

[ Anuluj ] Odpowiadasz na komentarz:

Dowiedz się jak umieszczać linki od tagów, pogrubiać tekst, itp.