Były senator PO naruszył tabu. "Czasem odnoszę wrażenie, że w PO mam więcej przeciwników niż w PiS-ie"

Zdjęcie okładkowe artykułu: Na zdjęciu: Przemysław Termiński (z lewej) / Foto WP SportoweFakty
Na zdjęciu: Przemysław Termiński (z lewej) / Foto WP SportoweFakty
zdjęcie autora artykułu

Przejęcie klubu po miliarderze Romanie Karkosiku pozwoliło wejść Przemysławowi Termińskiemu do ogólnopolskiej polityki. Krytyka partii sprawiła, że dziś w PO ma więcej wrogów niż w PiS-ie. Do gry może jednak wrócić jako polityk Trzeciej Drogi.

Termiński majątku dorobił się zakładając ze wspólnikami firmy brokerskie zajmujące się sprzedażą ubezpieczeń. Dziś jest właścicielem kilku spółek z tej branży, ale także firmy produkującej europalety, a przede wszystkim jednego z najbardziej znanych polskich klubów żużlowych, Apatora Toruń. Co ciekawe, mało brakowało, aby w jednym z jego magazynów, w czasie pandemii, powstał szpital zajmujący się ludźmi chorymi na COVID-19. Z drugiej strony sukcesywnie wycofuje się z prowadzonej działalności gospodarczej i planuje całkowicie zakończyć tę aktywność w przeciągu bardzo krótkiego czasu.

Po latach kręcenia się w polityce, przepustką do wielkiej kariery stało się dla niego przejęcie w 2014 roku Apatora Toruń. Do dziś trudno jednak orzec, czy ten ruch nie narobił mu więcej problemów i ostatecznie przeszkodził w realizacji największych politycznych ambicji. Jeszcze w 2019 roku po pierwszym w historii spadku drużyny do I ligi, kibice wprost domagali się odejścia właściciela. - Być może spełnię życzenie kibiców i odejdę - odpowiadał wtedy, ale ostatecznie utrzymał klub w swoich rękach.

Cięty język i odważne decyzje sprawiały, że do dziś złość kibiców po porażkach często jest kierowana właśnie na niego. Niezadowoleniu kibiców nie ma się co dziwić, bo Termiński pod względem sukcesów sportowych wypada słabo w zestawieniu z innymi politykami wywodzącymi się z żużlowych klubów, jak choćby Robertem Dowhanem i Władysławem Komarnickim. Co ciekawe, choć cała trójka zasiadała w senacie w jednym momencie, to raczej nie utrzymywała ze sobą stałego kontaktu.

ZOBACZ WIDEO: Żużel. Rewelacyjne informacje od Patricka Hansena. Zdradził, kiedy wsiądzie na motocykl

W dziesięć lat wyłożył na żużel 8 milionów złotych

Właściciel Apatora przez 10 sezonów zdołał wywalczyć z klubem zaledwie dwa medale, a znacznie częściej zespół pod jego rządami koncentrował się raczej na utrzymaniu niż walce o najwyższe cele.

- Od 2014 roku wydałem na klub ponad 8 milionów złotych. Nie ukrywam, że żużel czasem doprowadza mnie do szału. Czuję się jednak odpowiedzialny za nasz klub i staram się zapewnić mu funkcjonowanie na najwyższym poziomie. Z prezydentem Torunia uzgodniłem, że przez kolejne 5 lat nic się nie zmieni. Co wydarzy się później - zobaczymy. Być może znajdzie ktoś lepszy, kto to pociągnie. Jeśli ktoś taki się zgłosi, to oczywiście mogę rozważyć sprzedaż klubu - przyznaje Termiński.

To nowa deklaracja, bo przez kilka ostatnich lat pomiędzy właścicielem Apatora, a prezydentem Torunia Michałem Zaleskim trwała zimna wojna, która sprawiła, że nieoficjalnie mówiło się o tym, że Apator może zmienić właściciela. Ostatecznie największą przeszkodą były finanse, bo nieoficjalnie przejęcie Apatora wiązało się z koniecznością zapłacenia Termińskiemu nawet pięciu milionów złotych.

Ostatecznie prezydent Torunia znalazł porozumienie z klubem, a w tym roku dotacja dla Apatora będzie zdecydowanie wyższa niż w ostatnich latach, bo wyniesie aż 1,5 mln złotych, a do tego dojdzie także wsparcie klubu w organizacji Grand Prix, które zapewnia dochód na poziomie nawet trzech milionów złotych. To nadal mniej niż we Wrocławiu czy Lublinie, ale niewątpliwie to krok w dobrą stronę.

To wszystko sprawia, że Termiński może się skupić na planach o powrocie do wielkiej polityki, którą porzucił po kompletnie nieudanych dla niego wyborach w 2019 roku. Mimo prowadzonej z rozmachem kampanii wyborczej, uzyskał on zaledwie cztery tysiące głosów, co śmiało można było traktować jako czerwoną kartkę od wyborców.

Jego krytyka naruszyła tabu

- Przed wyborami w 2019 roku miałem obiecane miejsce na listach do Senatu, ale decydenci uznali, że na zakończenie politycznej kariery to miejsce należy się Antoniemu Mężydle. Ostatecznie dostałem szóste miejsce na liście do Sejmu. Wybory przypadły jednak na rok, w którym KS Toruń spadł z PGE Ekstraligi i mam wrażenie, że to także odbiło się na moim słabszym wyniku. Po tych wyborach wiem już jednak, że nigdy więcej do Sejmu nie będę kandydował. Jeśli już miałbym wrócić do dużej polityki, to raczej w roli senatora - przyznaje.

Z polityką pożegnał się na jakiś czas nie tylko słabszym wynikiem wyborczym, ale także po długim sporze z czołowymi politykami Platformy Obywatelskiej, którym wprost wytykał błędy. Dziś mówi z triumfem, że czas pokazał, że to on miał rację, a gdyby go posłuchano, to być może PO pozostawałaby w opozycji nieco krócej.

- Taka otwarta komunikacja była naruszeniem swoistego tabu i mocno utkwiła niektórym działaczom w pamięci. Dzisiaj śmieję się, że z tamtych czasów, w części PO mam więcej przeciwników niż w PiS-ie. Oczywiście w różnych partiach wciąż mam wielu znajomych, ale o polityce raczej z nimi nie rozmawiam. Nigdy nie wstąpiłem do PO i przyznam, że dość słabo oceniam działalność tej partii. Z bliska obserwowałem, jak niektórzy angażują się w jałowe dyskusje, które nic nie wnoszą. Ja zostawałem z boku, bo to nie mój styl. Skupiałem się na pracy z ludźmi, w terenie - wspomina senator IX kadencji.

Co najbardziej przeszkadzało mu w Platformie Obywatelskiej i sprawiło, że ostatecznie przestał identyfikować się z tą partią?

- W klubie senackim najbardziej przeszkadzało mi wówczas skupienie się na przeszłości i zamiłowanie do jałowych dyskusji. Jako przedsiębiorca jestem przyzwyczajony do działania, a wielu kolegów wolała godzinami dyskutować o zupełnie nieistotnych sprawach. Do końca życia nie zapomnę wielogodzinnej debaty na temat krótkiej uchwały związanej z polityką historyczną. Kocham historię, ale uważam, że politycy powinni skupiać się przede wszystkim na przyszłości. Wprowadzać nowe rozwiązania, ułatwiać ludziom życie i rozwijać ten kraj. Niestety ja nie zauważyłem energii i chęci do wprowadzania takich zmian w ówczesnej PO - przyznaje wprost.

Stał się wrogiem dla PiS-u i PO

Związek z PO nie pozostał jednak obojętny na sytuację finansową jego klubu. Za rządów PiS, Apator Toruń był jedynym klubem w PGE Ekstralidze, który nie mógł liczyć na solidne wsparcie ze spółek Skarbu Państwa. Te przeznaczały miliony na inne kluby, ale akurat Apatora - mimo dobrej organizacji - omijały szerokim łukiem. Na razie nic nie wskazuje, by po wyborach i zwycięstwie nowej koalicji sytuacja miała się dramatycznie zmienić.

Termiński przyczynę takiej sytuacji bardziej niż w swoim zaangażowaniu politycznym, widzi w słabości toruńskich parlamentarzystów z różnych opcji, którzy nie starają się wykorzystać swoich opcji, by wspierać sport w regionie. - Odnoszę wrażenie, że nadal brakuje w Toruniu polityków, którzy mieliby dość chęci i wpływów aby móc realnie wesprzeć klub - mówi.

Mało jednak brakowało, a Termiński już teraz zasiadałby ponownie w parlamencie. Tym razem jako polityk związany z Trzecią Drogą. Podczas negocjacji, był wystawiony przez tą partię jako kandydat do Senatu.

- Starałem się dostać miejsce na liście do Senatu z paktu senackiego, ale ostatecznie układanka ułożyła się nieco inaczej. Później pojawiła się propozycja startu jako lider listy Trzeciej Drogi do Sejmu, ale nie podjąłem tego wyzwania. Nauczony doświadczeniem z 2019 roku wolałem zrezygnować niż zasiadać w Sejmie - przyznaje.

Biznesmen nie wyklucza jednak, że będzie kandydował w jednych z dwóch tegorocznych wyborów. Nie chce jednak zdradzić szczegółów.

- Nie mam w zwyczaju zabiegać o niczyje względy. Znam świat poza polityką, dlatego nie muszę nikogo błagać o dobre miejsce na listach wyborczych. Niezmiennie jednak kibicuję Szymonowi Hołowni i Trzeciej Drodze i obiecuję, że mogą liczyć na moje wsparcie. Lubię podejście zdroworozsądkowe i propaństwowe, a te cechy widzę właśnie u Szymona Hołowni. Postrzegam go jako idealistę, który nie myśli jak tu się dorwać do koryta, a raczej stara się w pragmatyczny i skrajnie uczciwy sposób godzić często sprzeczne interesy stron. To miła odmiana po tym, co widziałem jako senator - dodaje Termiński.

Mateusz Puka, dziennikarz WP SportoweFakty

Czytaj więcej: Ward chwali wywiad Putina Sparta Wrocław z największym zyskiem w PGE Ekstralidze

Źródło artykułu: WP SportoweFakty
Komentarze (18)
avatar
Möchomorek
12.02.2024
Zgłoś do moderacji
0
0
Odpowiedz
@Tańczący z łopatą :]: Sam Termiński stwierdził, że i tu i tu ma wrogów wiec ma i przyjaciół. Takie bzdury opowiadasz, że aż żal. Biznes jest biznes i pieniądz czy to z PiS czy KO nie śmierdzi. Czytaj całość
avatar
stary_trener
12.02.2024
Zgłoś do moderacji
1
0
Odpowiedz
Pan Puka to ,,puka" co slina przyniesie na jezyk. Napisz nam jakie zaslugi pozostawili PO sobie panowie Dowhan i Komornicki? Wiadomo, ze pierwszy pozostawil w ZG taki bajzelek, ktory zakon Czytaj całość
avatar
Zamknięta w klatce pożądania
12.02.2024
Zgłoś do moderacji
0
0
Odpowiedz
Toruńscy Janusze biznesu hehe. Bladego pojęcia o żużlu nie mają. Ale niżej już upaść się nie da ;)  
avatar
Tańczący z łopatą :]
12.02.2024
Zgłoś do moderacji
0
1
Odpowiedz
Można p. Termińskiego lubić czy nie ale jak tu ktoś słusznie zauważył nigdy z pisowskim dnem nie chciał mieć do czynienia i mimo, że w klubie idzie mu co najwyżej średnio to konsekwentnie z kac Czytaj całość
avatar
Kamiński z Wąsikiem
12.02.2024
Zgłoś do moderacji
0
1
Odpowiedz
Ale się prują pisiory, poskamlajcie sobie. Tyle wam zostało ;)