Żużel. Ten wyścig zakończył się wynikiem... 0:0! "Nikt nie wierzył, że to się dzieje naprawdę"

Ponad dwadzieścia lat temu odbył się mecz, który na stałe zapisał się w historii czarnego sportu w Polsce. W Lublinie w jednym z wyścigów żadna z drużyn nie zdobyła choćby punktu. Sędzia zakończył gonitwę rezultatem 0:0.

Konrad Cinkowski
Konrad Cinkowski
efektowna oprawa kibiców Motoru Lublin WP SportoweFakty / Michał Chęć / Na zdjęciu: efektowna oprawa kibiców Motoru Lublin
W meczu żużlowym składającym się z piętnastu wyścigów dwie drużyny mogą zdobyć w sumie 90 punktów. Tym samym możliwe są wszystkie warianty - od rezultatu 75:15 do remisu 45:45.

Kibice przyzwyczajeni są jednak do niestandardowych wyników, co spowodowane jest również niepełnym zakończeniem gonitwy.

Same wyścigi mogą zakończyć się sześcioma wynikami - pięcioma dającymi zwycięstwo (5:0, 5:1, 4:2, 3:2, 3:0) oraz dwoma remisowymi - 3:3 i... 0:0. Ten ostatni rezultat zdarza się rzadko, ale jednak w historii czarnego sportu bywały takie przypadki. Tak było między innymi 9 września 2001 roku w Lublinie.

ZOBACZ WIDEO: Był krok od mistrzostwa. Czy stracił swoją życiową szansę?

Tamtego dnia miejscowa drużyna zmierzyła się z krakowską Wandą. W zespole gospodarzy znaleźli się m.in. Janusz Stachyra, Dawid Stachyra, czy Daniel Jeleniewski. Gwiazdą gości był Janusz Ślączka.

Wydawać by się mogło, że mecz, jak każdy inny. Na trybunach nie spodziewano się, że na stałe zapisze się on w historii żużla. - Nikt z nas nie wierzył, że to się dzieje naprawdę. Bezpośrednich świadków może nie było wielu, bo wtedy na żużel w Lublinie chodzili tylko ci najwierniejsi, ale to, co się stało poszło momentalnie w Polskę - wspominał po latach obecny kierownik startu w Lublinie, Marcin Wnuk w rozmowie z "Tygodnikiem Żużlowym".

Wszystko za sprawą wyścigu, który zakończył się remisem 0:0. Działo się to w dziesiątej gonitwie, kiedy to Stanisław Pieńkowski musiał wykluczyć Konrada Kurtza oraz Ryszarda Brzozowskiego, a problemy sprzętowe uniemożliwiły dojechanie do mety Markowi Remianowi oraz Maciejowi Borneckiemu.

- Umówmy się, że żaden z nich świata nie podbił. Taśmy, wykluczenia i wielka walka. Głównie ze sobą i ze sprzętem. Takie były wtedy realia. Dlatego były tego rodzaju efekty, jak ten historyczny wyścig, który zakończył się wynikiem 0:0. Dziś to się w głowie nie mieści - dodał Wnuk.

Spotkanie zakończyło się wynikiem 47:32 na korzyść gospodarzy. Liderem miejscowych był Janusz Stachyra, który wywalczył 14 punktów. Wśród gości prym wiódł Janusz Ślączka - 11 punktów.

Krakowianie tego dnia zmagali się z wieloma problemami - co przełożyło się na trzynaście literek na koncie zawodników - za wykluczenia, defekty, taśmę i upadki. Niechęć do żyłowania sprzętu w przegranej konfrontacji, na którego naprawy i tak nie było pieniędzy spowodowało, że w końcówce spotkania zespół Wandy nie wyjeżdżał już do wyścigów.

Czytaj także: 1. Wkrótce może zostać jedynym żużlowcem w kraju 2. W Gorzowie wiążą z nim duże nadzieje

Marcin Gortat po raz pierwszy opowiada o pożegnaniu z tatą. "Kiedy ścisnął moją dłoń, prawie zgniótł mi kości". ZOBACZ PREMIEROWY ODCINEK PROGRAMU "ŻYCIE PO ŻYCIU"
Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
×
Sport na ×