WP SportoweFakty.wp.pl – wiadomości sportowe, relacje live, wyniki meczów

Kokpit Kibice
Relacje na żywo

Tragiczne tournee

W kwietniu 1956 roku najlepsi polscy żużlowcy udali się na trzy testmecze do Austrii. Ich przeciwnikami mieli być gospodarze wzmocnieni Niemcem Seidlem oraz Anglikiem Bishopem. Inaugurację towarzyskich pojedynków zaplanowano na 21 kwietnia. Areną zmagań miał być wiedeński obiekt charakteryzujący się... brakiem band!
Bartłomiej Jejda
Bartłomiej Jejda

Schody na torze

W składzie polskich żużlowców widniało nazwisko Zbigniewa Raniszewskiego. Urodzony 24 lutego 1927 roku zawodnik miał na swoim koncie wiele sukcesów, zarówno drużynowych jak i indywidualnych. W 1951 roku na jego piersi zawisł brązowy krążek rywalizacji o indywidualne mistrzostwo Polski, zaś w latach 1951, 1953, 1955, 1956 wraz z klubowymi kolegami zdobywał medale DMP, w tym złoty w 1955.

Gdy polska ekipa dotarła na stadion Raniszewski miał olbrzymie wątpliwości czy wystąpić w tym pojedynku. Z jednej strony pragnął poznać obiekt na którym wkrótce rozegrane miały zostać eliminacje do indywidualnych mistrzostw świata, z drugiej jednak strony stadion ten nie posiadał band nawet na łukach! Konstrukcja wiedeńskiej areny szokowała przybyłych żużlowców schodami, które prowadziły z trybun na tor.

Polscy reprezentanci powoli oswajali strach. Trening zakończył się szczęśliwie. Także początek zawodów nie zapowiadał nieszczęścia jakie wisiało w powietrzu. Do XIV wyścigu dnia zawodnicy szczęśliwie kończyli wyścigi. Biało-czerwoni stawiali opór gospodarzom, ale poza pierwszym biegiem dnia to Austriacy prowadzili.

O sile reprezentacji Austrii stanowił dokooptowany do drużyny Niemiec Dirtl. Doskonale radził sobie Kamper którego jedynym pogromcą z polskiej strony okazał się Florian Kapała. To właśnie Kapała należał do wyróżniających się polskich zawodników. Co prawda na torze pojawił się zaledwie dwukrotnie, ale od razu w X wyścigu pozostawił w pokonanym polu Kampera, a w XIII Dirtla.

Tragiczny wypadek

Raniszewski nie czuł się zbyt pewnie na torze we Wiedniu. Najpierw wraz z Mieczysławem Połukardem ulegli w stosunku 1:5 parze Bishop - Unterkofler. W piątym biegu dnia zanotował defekt, a w VIII pokonał tylko Hofmeistera. W XIII biegu nie nawiązuje walki z przeciwnikami.

Do pierwszego upadku dochodzi w XIV wyścigu. Krzesiński, do tej pory spisujący się całkiem przyzwoicie, zapoznaje się z nawierzchnią toru. Groźnie wyglądający upadek kończy się odwiezieniem zawodnika do szpitala, skąd dochodzą jednak optymistyczne wieści. Wszyscy głęboko oddychają, a po trybunach roznosi się dźwięk spadających z serc kamieni.

Nie ma jednak czasu na dłuższe rozpamiętywanie kolizji. Z parku maszyn wyjeżdża już kolejna czwórka zawodników, mających rywalizować w XV wyścigu. Ze strony Austriaków są to Bishop i Sidlo, Polaków mają reprezentować niepokonany dotychczas Florian Kapała oraz Raniszewski.

Zbigniew Raniszewski, mający dotychczas na koncie 2 punkty, startuje z trzeciego pola. Ze startu ucieka wszystkim Kapała. Za jego plecami trwa zacięta walka o drugą lokatę. Raniszewski odchodzi od krawężnika. Zahacza przednim kołem o tył motocykla Anglika tracąc kontrolę nad maszyną. Mało tego w pędzącego niczym bezwolny pocisk zawodnika uderza Sidlo. Polak pochyla głowę widząc zbliżające się schody...

Show must go on

Zawody przy stanie 45:38 dla Austrii zostają przerwane. Śmiertelny wypadek nie przerywa jednak tournee po Austrii. Już następnego dnia, w niedzielę, w miejscowości Linz Polacy pokonują jednym punktem mieszaną ekipę austro-niemiecką oraz dziewięcioma Rennclub. Trzy dni po tym trójmeczu w Grazu zdecydowanie triumfują w trójmeczu z reprezentacją Niemiec oraz Rennclubem, zdecydowanie odstającym od pierwszych dwóch zespołów.

Epilog

Wypadki na torach żużlowych zdarzają się często. Dzisiaj, w epoce dmuchanych band, niepojętym jest dla nas start na torze na którym znajdują się schody, jednakże wówczas bezpieczeństwo zawodników nie należało do pierwszoplanowych aspektów żużlowego sportu.

Wszystko to dałoby się zrozumieć w kontekście rozwoju żużla oraz lat pięćdziesiątych. Niezrozumiałe jest jednak skandaliczne zachowanie polityków odradzających krewnym dochodzenia należnych odszkodowań oraz problemy jakie napotkała rodzina tragicznie zmarłego reprezentanta Polski. Najbliżsi zawodnika nie mogli liczyć na pomoc PZM. Akta sprawy przedawniły się i trudno je odnaleźć w austriackich archiwach. Przykre jest także przejście nad tragedią do codzienności, co objawiło się normalnym rozegraniem pozostałych spotkań. W niepamięć odszedł także memoriał im. Zbigniewa Raniszewskiego. Show must go on, ale warto na chwilę się zatrzymać i złapać oddech...

Bartłomiej Jejda

Polub Żużel na Facebooku
Zgłoś błąd
inf. własne, Świat Żużla

Komentarze (19):

[ Anuluj ] Odpowiadasz na komentarz:

Dowiedz się jak umieszczać linki od tagów, pogrubiać tekst, itp.
  • wanich apator 0
    Ranicha był z Torunia.Mieli knajpe na rogu Grudziadzkiej obok Bumaru. Mój dziadek chodziłtam na piwko w latach piećdziesiątych
    Odpowiedz Zgłoś
  • Polonia do JAREK G - dz 0
    Ja też czytałem ten bełkot działaczy PZM i Austriaków.Na układy nie ma rady ,zatuszowali wszystko ale jak widac i tak się wydało.Ale co z tego, człowieka już dawno nie ma i pozostaje mieć nadzieje że jego śmierć przyczyniła się dzisiejszego bezpieczniejszego żużla.Ktoś tam pisał jeszcze o Tomku Kamińskim byłem na tym meczu i widziałem tem wypadek.Smutna historia i zachowanie klubu niestety też.
    Odpowiedz Zgłoś
  • GFA 0
    na stronie ŚP Raniszewskiego jest filmik ....
    Odpowiedz Zgłoś
Pokaż więcej komentarzy (16)
Pokaż więcej komentarzy (19)
Pokaż więcej komentarzy (19)
Pokaż więcej komentarzy (19)