Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Skoki narciarskie
  • Tenis

Jarosław Dymek dla SportoweFakty.pl: Chłopaki pokazali, że mają jaja i charakter

Częstochowski Włókniarz przegrał pierwsze spotkanie półfinałowe w Toruniu różnicą 8 punktów. - Pokazaliśmy charakter - komentuje Jarosław Dymek, menedżer Lwów.
Mateusz Makuch
Mateusz Makuch

Biało-zieloni dobrze weszli w mecz na toruńskiej Motoarenie. Rozpoczęli od podwójnego zwycięstwa. Zawodnicy Dospel Włókniarza dobrze wyjeżdżali spod taśmy i po pierwszych czterech gonitwach przegrywali 11:13. Należy jednak pamiętać, że w wyścigu juniorskim również przewodzili stawce, ale po ataku Pawła Przedpełskiego na tor upadł Artur Czaja i został wykluczony z powtórki. Sytuacja Lwów skomplikowała się jednak dopiero wtedy, gdy po kraksie w 7. gonitwie z dalszych startów wykluczony został Emil Sajfutdinow.

- Po fatalnym upadku Emila Sajfutdinowa odbyliśmy z naszymi zawodnikami motywacyjną rozmowę. Taki upadek potrafi bowiem wybić z rytmu i drużyna może się załamać. W naszym zespole nic takiego nie nastąpiło. Zawodnicy zmobilizowali się i sądzę, że w kilku wyścigach pojechali bardzo dobrze, bo potrafili wygrywać nawet podwójnie. Zniwelowaliśmy przewagę Unibaksu z 14 do 8 punktów - stwierdził w rozmowie z portalem SportoweFakty.pl Jarosław Dymek.

- W kontekście tego, co wydarzyło się na torze i tych wszystkich okoliczności nam niesprzyjających, bo nie będę już tutaj polemizował z decyzjami, chyba nie zostanę ukarany, jeśli jako człowiek normalny powiem, że pewne sytuacje były może inaczej interpretowane niż mogłoby się to wydawać. Zresztą to nie tylko moja opinia, ale wielu osób i to niekoniecznie związanych z częstochowskim klubem. Za takie słowa chyba nikt nie będzie karał, bo mam prawo stwierdzić, że kilka decyzji było takich dyskusyjnych, delikatnie mówiąc. Myślę, że nie zostanę wezwany na dywanik dyscyplinarny, jeśli coś takiego powiem, bo to chyba panie redaktorze nic strasznego - kontynuował menedżer Dospel Włókniarza Częstochowa.

Przed spotkaniem rewanżowym Jarosław Dymek apeluje, by zawodnicy zachowali więcej spokoju. - W Częstochowie na pewno będzie ostra walka. To nie ulega wątpliwości. Po sobotnim meczu dla mnie najważniejszą rzeczą będzie to, by niektórzy zawodnicy podeszli do rewanżu z chłodniejszymi głowami. Zgadzam się, że to są play-offy i ważne mecze dla obu zespołów, ale wydaje mi się, że we wrześniu ziemia nie wybuchnie i będziemy sobie żyli, więc warto, by kości nie trzeszczały. To jest walka o medale, ale jednocześnie pamiętajmy, że jesteśmy ludźmi. Każdy z zawodników ma do kogo wracać i niech on wraca cały i zdrowy po zawodach - powiedział Dymek.

Jarosław Dymek zgodził się z opinią Krzysztofa Cegielskiego, eksperta portalu SportoweFakty.pl, który tuż po sobotnim meczu na naszych łamach bez ogródek stwierdził, że zawodnicy dostali "małpiego rozumu". - Nawiązując do wypowiedzi Krzysztofa Cegielskiego, to jest to, co właśnie powiedziałem. Walka o medale ok, ale wszystko powinno się rozgrywać w granicach zdrowego rozsądku - stwierdził menedżer Włókniarza.

Mecz rozpoczął się od bezpardonowej szarży Grigorija Łaguty na Adrianie Miedzińskim. Od początku było wiadome, że obie drużyny nie zamierzają odpuszczać. - Ostra jazda była praktycznie w każdym wyścigu i ważne dla mnie będzie, by w Częstochowie wszystko odbyło się w granicach fair-play. Do finału niech wejdzie drużyna rzeczywiście lepsza. Szczerze przyznam, że nie widziałem do końca tej sytuacji. Muszę sobie ją obejrzeć na powtórkach - skomentował nasz rozmówca.

Najwięcej kontrowersji wzbudził wyścig 7., w którym doszło do upadku z udziałem Emila Sajfutdinowa i Kamila Brzozowskiego. Do tej pory wśród kibiców zdania są podzielone. - Na temat sytuacji z siódmego wyścigu powiedziano już bardzo wiele, mimo że spotkanie zakończyło się dopiero kilka godzin temu. Była to sytuacja przykra i kontrowersyjna. Zdania są podzielone, kto zawinił. Według mnie Adrian wyniósł się bardzo szeroko spod krawężnika i był to bardzo ostry atak, który źle skończył się dla Emila. Wszyscy lubimy widowiskowe akcje, ale moim zdaniem Miedziński przesadził - oznajmił Jarosław Dymek.

Polub Żużel na Facebooku
Zgłoś błąd
inf. własna

Komentarze (71):

  • boria1972 Zgłoś komentarz
    http://www.sportowefakty.pl/zuzel/380983/allsvenskan-rospiggarna-hallstavik-gnistorna-malmoe-5337-14-punktow-jablonskiego ciekawe czy za Emila nie pojedzie czasami Mirosław Jabłoński?!?
    • Marcino1970 Zgłoś komentarz
      PANOWIE NIE MA SENSU JUZ TO DALEJ PISAC CZEWA TAKA JEST I CO ZROBIC ....WYGRALISMY I MUSIMY SIE CIESZYC ....W REWANZU BEDZIE 47-43 I UNIBAX TORUN DO FINALU.......
      • łysy.liberał Zgłoś komentarz
        Zaskoczyli mnie nasi niesamowicie. Ja po wypadku Emila (patrząc na powtórkę byłem pewien że połamany jest w fafnastu miejscach) prawie się rozpłakałem jak dziecko i od razu
        Czytaj całość
        pomyślałem, że przerabiamy na nowo wariant 2008. Strata jednego z liderów teoretycznie powinna psychicznie zniszczyć drużynę, oni tymczasem potrafili wznieść się na wyżyny i zawalczyć o możliwie najkorzystniejszy wynik.
        • Prezes Zgłoś komentarz
          Dociskać do bandy a jechać przy bandzie to chyba jest różnica!!!Chyba że u was [b]dociskać do bandy [/b]należy rozumieć że ktoś ma zagrodzić drogę.
          • Prezes Zgłoś komentarz
            liczysz tych przed telewizorem? Skąd wy 20 tys.ludzi weżniecie? Pielgrzymek już nie ma!!!
            • chris66 Zgłoś komentarz
              Bez Emila porażka 49-41 na Motoarenie to znakomity wynik Włókniarza. Jarek wielkie dzięki, takie mecze przechodzą do historii klubu. W rewanżu jedziemy dla Emila i odrobimy te 8 punktów,
              Czytaj całość
              20 tysięcy Fanów Lwów już się o to postara :)
              • Ryan84 Zgłoś komentarz
                Torunianie tylko podsycacie złe zdanie na swój temat głupimi komentarzami... nie należy wam się medal w tym sezonie za całokształt... zmieńcie nazwę klubu z unibaks na drukarz torun
                • ikar Zgłoś komentarz
                  nie no oczywiście akcji Łaguty to Dymek nie widział, szkoda już słów na tą parodię.... bez odbioru
                  • Marek76 Zgłoś komentarz
                    Pewnie jak na miejscu Adriana by jechal BALINSKI to by go znowu wszyscy z torunia z blotem mieszali ale ze byl to Adzik to wszystko ok, taki maly komentarz
                    • PIERNIK16 Zgłoś komentarz
                      Najważniejsze, że nic nie stało się Emilowi!!! Chłopina pojedzie do mamy na pierogi i zrelaksuje się trochę. Dla mnie i tak jest "mentalnym miszczem świata".
                      • Piotr Porębski Zgłoś komentarz
                        Mimo, że od sobotniego meczu półfinałowego minęło już trochę czasu, emocje wciąż nie opadły. Wrze w Częstochowie, gdzie całe środowisko jest niezadowolone z pracy sędziego podczas
                        Czytaj całość
                        tego meczu. Jeszcze w trakcie spotkania Unibaksu Toruń z Dospel Włókniarzem Częstochowa, trener gości, Grzegorz Dzikowski, w wypowiedzi dla telewizji nSport HD twierdził, że arbiter (Wojciech Grodzki) jest sprzymierzeńcem gospodarzy sobotniego starcia. Szkoleniowiec Lwów zdania nie zmienił i ponownie powtórzył je na pomeczowej konferencji prasowej. Ostrzejszych słów od Grzegorza Dzikowskiego używa Artur Sukiennik, przedstawiciel sponsora strategicznego częstochowskiego klubu, firmy K.J.G. Company. Główny udziałowiec spółki Włókniarza nie patyczkuje się. - Na wstępie pragnę powiedzieć, że w pierwszym wyścigu Grigorij Łaguta walcząc o pozycję z Adrianem Miedzińskim powinien od arbitra otrzymać upomnienie za niebezpieczną jazdę. Sędzia dysponuje takimi narzędziami, które może stosować w takich sytuacjach. Wówczas sędzia pokazałby zawodnikom, że wiadomo, o co toczy się walka, ale nie będzie przyzwolenia na faulowanie - powiedział specjalnie dla SportoweFakty.pl Artur Sukiennik. Częstochowianie nie zgadzają się z wykluczeniem z drugiego wyścigu Artur Czai. - Co do sytuacji Pawła Przedpełskiego i wykluczenia Artura Czai, nasuwa mi się jedno - brak jakiejkolwiek uczciwej oceny przez sędziego. To jest nie tylko moja opinia. W podobnym tonie wypowiadało się wielu komentatorów, ludzi ze świata żużla, ekspertów, którzy widzieli tę sytuację na żywo. Każdy stwierdził, że sędzia popełnił błąd wykluczając naszego zawodnika. Automatycznie sędzia dał przyzwolenie na niebezpieczną jazdę i to na dodatek w wyścigu juniorskim. Miałem okazję zaraz po tej sytuacji rozmawiać z ojcem Artura Czai, który przyszedł do mnie ze świeczkami w oczach. Pytał mnie, co z tym możemy zrobić, jakoś zareagować, bo tak nie może być, że ktoś jawnie krzywdzi jego dziecko. Skontaktowałem się zatem z Jarkiem Dymkiem, by porozmawiał z arbitrem. Jarek próbował dodzwonić się do pana Grodzkiego, ale ten bezczelnie odłożył słuchawkę. To świadczy o poziomie kultury pana sędziego. Najwidoczniej taką samą kulturę chciał wprowadzić na torze - stwierdził dyrektor handlowy K.J.G. Company. - Juniorzy to są jeszcze często młode dzieci, które są wspierane głównie przez swoich rodziców. Oni pozwalają im realizować ich pasje i ich najmocniej dopingują. Chciałbym, aby pan Grodzki poczuł się kiedyś tak samo, jak ojciec Artura Czai, którego syn został skrzywdzony. Po tej sytuacji przyszedł do mnie również Adam Strzelec. Widziałem, że też był załamany i że miał możliwości powalczyć. Dostrzegłem także, że dał sobie spokój, bo widział, że jeśli gospodarzom nie będzie się wiodło, to sędzia pozwoli im na jazdę mającą niewiele wspólnego z jazdą fair-play. Adam nie chciał ryzykować zdrowia na torze - kontynuował Sukiennik. Artur Sukiennik zgadza się z opinią wspomnianego wyżej Dzikowskiego. - Trener Dzikowski jest autorytetem w świecie żużla i jego oceny były trafione. Zresztą na te sytuacje są miliony świadków, przecież ten mecz był pokazywany w telewizji. Pragnę w tym miejscu powiedzieć, że mam wielu przyjaciół z Torunia i okolic. W smsach przepraszali mnie za te sytuacje. Nie będę ich cytować, bo są niecenzuralne i komuś mogłoby się zrobić przykro. To świadczy również o tym, że miejscowi dostrzegali, że gra nie toczyła się czysto - skomentował. Zawodnicy obu drużyn w tym meczu jechali ostro, często przyprawiając obserwatorów o gęsią skórkę. Najgorzej zakończyło się to dla Emila Sajfutdinowa, który doznał kontuzji. - Z całą odpowiedzialnością stwierdzam fakt i bardzo proszę panie redaktorze to podkreślić, iż współudział za kontuzję Emila Sajfutdinowa ponosi sędzia. Takie jest moje zdanie. To sędzia sprowokował całą napiętą atmosferę. Swoim zachowaniem i działaniami od początku do końca meczu. To arbiter wstrzyknął nienawiść w częstochowskich kibiców w stosunku do kibiców toruńskich i Adriana Miedzińskiego. Nie wiadomo, jak to się teraz skończy. Uważam, że nasi kibice okażą się na tyle rozsądni, że nic złego się nie wydarzy. Tym bardziej, że minie trochę czasu i emocje opadną. Jeszcze może się okazać, że kontuzja Emila nie będzie aż tak bardzo skomplikowana. My na pewno zadbamy o bezpieczeństwo całej toruńskiej ekipy - oznajmił Sukiennik. - Apeluję do władz Ekstraligi, by w końcu dostrzegli, w którym kierunku to zmierza. Apeluję, by zareagowali i zapobiegli podobnym sytuacjom w przyszłości. Mam informacje, że ludzie związani z toruńskim klubem non stop kręcili się podczas meczu w pobliżu sędziego. Proszę, by było to ujęte. Zwracam również uwagę na zachowanie kierownika startu, który ciągle bezpodstawnie przeszkadzał tuż przed startem naszym zawodnikom. Jestem stosunkowo niedługi okres przy żużlu bliżej, ale to co zdążyłem zauważyć jest przerażające. Sędzia, który jest człowiekiem z Ekstraligi, powinien być jak sąd – niezawisły. W rewanżu będziemy się mocno przyglądać pracy arbitra. Ustalimy, na co zezwala nam regulamin, żeby jak najbardziej przyjrzeć się pracy osób delegowanych do pracy przez Ekstraligę. Nie jest dla mnie zrozumiałe również to, że prezesem Ekstraligi jest człowiek, który jeszcze w zeszłym roku był prezesem Unibaksu Toruń. Nie potrafię tego zrozumieć. Takie sytuacje powodują właśnie niepotrzebne dyskusje, insynuacje - kontynuował dyrektor handlowy K.J.G. Company. Udziałowiec Włókniarza nie pozostawił również suchej nitki na Adrianie Miedzińskim. - Wracając do osoby Adriana Miedzińskiego. Dla mnie to jest odmieniec. Bardzo proszę to zacytować. Uważam tak, ponieważ po wyrządzeniu drugiemu człowiekowi krzywdy, tak naprawdę koledze, z którym dobrze się zna, nie stać go na ludzkie odruchy. Po pierwsze, nie czuje się winny upadkowi Emila. Jeżeli rzeczywiście tak jest, to ja stwierdzam, że jego mózg nie funkcjonuje prawidłowo i w ogóle nie ma o czym rozmawiać. To również proszę napisać. Jeżeli nie dostrzega w sobie żadnej winy, to więcej na tor nie powinien wyjeżdżać. Sam doświadczył wielu wypadków, jak chociażby tegoroczny w Czechach. Sam doskonale wie, jak to wygląda. On ze starcia z Emilem wyszedł bez szwanku i nawet nie zdobył się na to, by do niego podjechać i zainteresować się jego stanem zdrowia. Tym bardziej, że w wypadku uczestniczył jego klubowy kolega, którego los Adrianowi najwidoczniej też był obojętny. Zwykły ludzki odruch powinien mieć miejsce. On pojechał do parku maszyn, jakby w ogóle nic się nie wydarzyło. W niedzielę w Tarnowie mieliśmy przykład, jak należy się zachować. Gdy Piotr Protasiewicz wpadł w Janusza Kołodzieja, od razu był przy nim i natychmiast wszystko sobie wyjaśnili. A stawka meczu w Tarnowie była taka sama, jak w Toruniu. Osobę Adriana Miedzińskiego określiłbym jednym słowem, ale jest ono niecenzuralne - powiedział nasz rozmówca. Ostatecznie Unibax Toruń pokonał Dospel Włókniarz 49:41. - Z drużyny jestem bardzo dumny i gdy potrzeba, chłopaki potrafią stanąć na wysokości zadania. Po stracie Emila Rafał Szombierski powiedział, że teraz jadą dla niego i walczą o jak najlepszy wynik. Zrobili kawał dobrej roboty i z przewagi Unibaksu, która wynosiła 14 punktów, zrobiło się 8 i za to wielkie słowa uznania - zakończył Artur Sukiennik.
                        • Artt Zgłoś komentarz
                          Kilka uwag do meczu po upewnieniu sie (obejrzeniu drugi raz)To ,ze Adrian mogl pojechac innaczej(nie tak szeroko )to oczywiste-tak samo ,ze powinien :).Inna sprawa co tam robil Emil widzac ,ze
                          Czytaj całość
                          Adrian jedzie jak jedzie:)Nie bylo zadnego ruchu,zmiany toru jazdy ,zajechania itp.Sluszna decyzja sedziego-Emil wykluczony(pechowiec roku-choc w tym roku byloby dosc niefortunne przyznawac ten tytul...)Pozostale decyje tez sluszne z wyjatkiem ,tego aby uspokoic zawodnikow juz po 1 biegu:)Milo ogladac takiego Tomka Golloba oby tak w ostatnich rundach GP:)Inna sprawa,ze nie rozumiem dlaczego za Brzoze nie jechal Pulczas a Pawel za Ryana:)Chyba wieksze szanse mial mimo wszystko Pulczas niz Ryan na pkt :)(pewnie kontrakt)Panie Dzikowski-zszokowal mnie pan .Ja rozumiem emocje ,strate zawodnika ale pan jestes trener a byles pan na najwyzszym pozimie adrenaliny w druzynie w momencie wywiadu to jak zawodnicy mieli podobne nastawienie to szczescie ,ze sie tak skonczylo:)Wynik ,wynikiem ale zimna glowa trenera to podstawa:)Wlokniarz cieszyl sie po meczu jakby juz awansowal.Panowie jeszcze rewanz:))Kolejny raz zszokowal mnie(wlasciwie juz nie)brak profesjonalizu komentujacych redaktorow i o zgrozo ich stronniczosc.Naprawde bedac ich nadrzednym szefem zadalbym im zadanie i przeegzaminowal do niedzieli ze znajomosci regulaminu DMP i etyki zawodowej:))Panowie mozecie sobie byc kibicami ale prywatnie a nie w pracy :P
                          • robert1234 Zgłoś komentarz
                            naucz się obiektywnie paczyć na żużel .czy to jest fer play jak tak sędzia oszukuje a to jest sędzia miedzy narodowy jak uważasz ze to wszystko jest ok to wy jesteście siebie warci a ja
                            Czytaj całość
                            jestem z Leszna i paczę obiektywnie i życzę Włókniarzowi tytułu Mistrza Polski za cały sezon im się należy .
                            Zobacz więcej komentarzy (58)
                            Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
                            ×
                            Sport na ×