Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Tenis
  • Zimowe

Żużlowi menedżerowie. Ludzie od wszystkiego. Spowiednicy, mechanicy, drugie połówki

Menedżerów jest w żużlu na pęczki. Przeważnie są nimi mechanicy zawodników, ich mamy, dziewczyny, czasem prawnicy, czy nawet dziennikarze. Obecnie mamy dwóch menedżerów z licencją, pozostali działają na dziko.

Dariusz Ostafiński
Dariusz Ostafiński
Bartosz Smektała, Rafał Haj WP SportoweFakty / Michał Krupa / Bartosz Smektała, Rafał Haj.
- Nie jestem facetem, który wyłącznie układa logistykę i szuka sponsorów. Jak trzeba, to staję się psychologiem, czy wręcz spowiednikiem - mówi menedżer Jakuba Jamroga, Paweł Racibor.

- Nigdy nie czułem się menedżerem. Raczej człowiekiem, który sprawia, że zawodnik ma czystą głowę - dodaje Rafał Haj, menedżer 4-krotnego mistrza świata Grega Hancocka.

Menedżer to pojęcie, które w żużlu ma dwa znaczenia. Pierwsze to menedżer drużyny, czyli osoba, która zarządza zespołem w trakcie meczu, dokonując zmian, udzielając rad i wskazówek. Nam chodzi jednak o menedżerów, którzy pomagają zawodnikom w podpisaniu kontraktu z klubem, ewentualnie są z nim prawie każdego dnia i organizują pracę jego teamu.

Czytaj także: Motor zapłaci za szkoleniowe braki?

Żużlowym menedżerem, takim licencjonowanym, może być każda osoba, która ukończyła 21 lat, ma co najmniej średnie wykształcenie i nie została skazana prawomocnym wyrokiem. Jeśli spełnia się te warunki, trzeba jeszcze złożyć wniosek, wnieść opłatę w wysokości 300 złotych rocznie i zobowiązać się do przestrzegania regulaminów PZM i podnoszenia kwalifikacji poprzez udział w szkoleniach prowadzonych przez PZM.

ZOBACZ WIDEO Przepis na sukces Wiktora Lamparta. Junior Motoru przeszedł na wegetarianizm

Wymogi nie są wielkie, ale tylko dwie osoby w Polsce mają licencję menedżerską. Pierwszą jest Sandra Najmrodzka, drugą Adrian Rosiński. Najmrodzka działa na krajowym rynku, pomaga takim zawodnikom, jak Michał Gruchalski i Vaclav Milik. Wciąż też opiekuje się Rafałem Karczmarzem. Ta współpraca może się jednak w każdej chwili zakończyć, bo Karczmarz, choć ma dopiero 21 lat, zapowiedział koniec kariery i mimo kolejnych ofert nie zmienił zdania. Jeśli idzie o Rosińskiego, 28-latka pochodzącego z Grudziądza, to pomaga on żużlowcom podpisywać kontrakty w lidze szwedzkiej.

Pozostali menedżerowie, a jest ich bez liku, działają na dziko. Jest to możliwe, związek tego nie zabrania. Wystarczy, że nie podpisują się pod kontraktami. Menedżerowie bez licencji, podobnie jak często-gęsto pomagający zawodnikom prawnicy, mogą czytać zapisy umów, negocjować kontakty, ale ostatnie słowo należy do żużlowca. To on podpisuje kontrakt i bierze na siebie pełną odpowiedzialność. Jednak już samo przeczytanie umowy przez kogoś, kto ma o tym jakieś pojęcie, pozwala zawodnikom uniknąć wpadki. Oni sami patrzą wyłącznie na cyferki.

Nie ulega jednak wątpliwości, że wszystko wyglądałoby bardziej profesjonalnie, gdyby licencjonowanych menedżerów było więcej i byliby oni współodpowiedzialni za te wszystkie dobre rady i podpowiedzi, jakich udzielają zawodnikom. - Cztery lata temu uczestniczyłem w spotkaniu, którego celem było ukształtowanie przepisów przyznawania licencji dla menedżerów. Nie mam jednak licencji. Jako radca prawny mogę wykonywać czynności wchodzące w zakres działalności menedżera - tłumaczy nam Przemysław Nasiukiewicz, którego agencja działa na żużlowym rynku od 13 lat.

Nasiukiewicz wspomina, jak 4 lata temu, wspólnie z innym menedżerem Krystianem Plechem, złożyli w PZM listę 20 postulatów. - Liczyliśmy na większe sprofesjonalizowanie zawodu menedżera - stwierdza. - Ostatecznie większość postulatów upadła. Nie określono też szczegółowo naszych uprawnień i obowiązków, a także katalogu kwalifikacji niezbędnych do uzyskania zawodu. Poza tym konstytucja zapewnia wolność wyboru i wykonywania zawodu. Związek niczego nie może zakazywać ani ograniczać.

Nasiukiewicz jest bodaj jedynym menedżerem na pełny etat. Inna sprawa, że nie ogranicza się do żużla. Działa też w piłce, a od niedawna w hokeju na lodzie. Pozostali menedżerami są nie tylko na dziko, ale i z doskoku. - Ja to właściwie prowadzę swój biznes, sprzedaję części do motocykli - stwierdza Haj. - A menedżerem nigdy nie byłem. Tak ludzie mnie nazywają, ale ja bardziej uważam się za człowieka, który przez lata robił wszystko, żeby zawodnik miał chłodną głowę. Organizowałem Gregowi sprzęt, silniki i pracę teamu w trakcie meczu.

- Także pracuję zawodowo, a zajęcie menedżera traktuję jako realizację pasji, ale takiej bardzo zobowiązującej - mówi Racibor. - Kiedy rok temu zaczynałem współpracę z Kubą, wydawało mi się, że zimą będę miał mniej pracy, ale teraz widzę, że jest inaczej. Oczywiście najwięcej zajęć jest w trakcie sezonu, gdzie trzeba przy zawodniku być i pomagać mu, kiedy przyjdą trudne chwile. Nie można pozwolić, żeby żużlowiec dusił w sobie problemy, zamykał się, bo to prosta droga do całkowitej utraty formy.

W żużlu obowiązuje układ jeden zawodnik - jeden menedżer. Inaczej się nie da. - Pomagałem dwa lata Milikowi, trzy Smektale, ale nie mogłem z nimi być stale. To było raczej na zasadzie dopasowania silników, jeździłem z nimi sporadycznie - mówi Haj, dla którego najważniejszy był zawsze Hancock.

- Dwóch zawodników trudno ogarnąć nawet, jak jeżdżą w jednym klubie. Wszystko wysypuje się już przy imprezach indywidualnych. Trudno być w dwóch różnych miejscach o tym samym czasie, a żużlowiec jednak musi mieć cały czas kogoś pod ręką. Kłopot może się przecież pojawić dosłownie w każdej chwili i zawodnik musi mieć z kim o tym pogadać - komentuje Racibor.

Nawet Nasiukiewicz, który ma olbrzymią agencję, w chwili założenia pomagała ona blisko 40 zawodnikom, zdaje sobie sprawę, że praca z żużlowcem nie może się ograniczać do negocjowania kontraktu. - Trzeba zaplanować całą ścieżkę kariery, a nade wszystko być człowiekiem od wszystkiego, bo żużlowiec tego potrzebuje. Ideą mojej agencji jest to, by zawodnik mógł się skupić na sporcie. Nie mogę być z wszystkimi na raz, ale w każdym teamie mam swojego człowieka, który za to odpowiada.

Czytaj także: Gala w Monte Carlo. Drabik zgubił walizkę, Zmarzlik rozmawiał o tunerach

W żużlu agencja taka, jak ta Nasiukiewicza jest wyjątkiem. Na szeroką skalę działa może jeszcze tylko Plech, który ma kilku zawodników, a jeszcze dba o marketing Zdunek Wybrzeża Gdańsk i jest w tym wyjątkowo dobry i skuteczny. Poza tym mamy solistów. Artiomem Łagutą zajmuje się Rafał Lewicki, który podobnie jak Haj prowadzi sklep z częściami do motocykli. Z Wiktorem Lampartem jest eks-żużlowiec Rafał Trojanowski. Jacek Trojanowski, brat Rafała, jest prawą ręką 3-krotnego mistrza świata Taia Woffindena. U boku Janusza Kołodzieja jest Krzysztof Cegielski, były żużlowiec, ale i też szef stowarzyszenia zawodników i telewizyjny ekspert.

Ważną rolę na menedżerskiej karuzeli pełnią też rodziny, czy drugie połówki. Fredrik Lindgren kilka dni temu wziął ślub z Caroliną Jonasdotter, która od pewnego czasu negocjowała jego kontrakty. Leon Madsen od dłuższego czasu jest z Magdą Bradtke. Początkowo była ona panią menedżer, teraz para żyje razem, ma dziecko. Żużel ich połączył.





Jeżeli chcesz być na bieżąco ze sportem, zapisz się na codzienną porcję najważniejszych newsów. Skorzystaj z naszego chatbota, klikając TUTAJ.

Czy w żużlu powinni pracować wyłącznie licencjonowani menedżerowie?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Polub Żużel na Facebooku
Zgłoś błąd
WP SportoweFakty
Komentarze (7)
  • Lipowy Batonik Zgłoś komentarz
    Żadnej wzmianki o naszych chłopakach co mają rodzinne teamy ? Nie ukrywam , lekki szok.
    • Nίghtmare Zgłoś komentarz
      "mamy dwóch menedżerów z licencją" ostafa pudelkowy czy ciebie pogieło? jaka licencja - nawet ja przedszkolak - muchomorek mogem zostać menago za zgodą babuli i dziadka
      Czytaj całość
      wiesława bo to nie komunistyczne czasy punktuf za pochodzenie a teras liczy siem skuteczność a nie ... świadectwo z czerwonym paskiem ___ (*do moderacji: proszę nie usuwać tego postu kolejny raz #3, gdyż nie ma w nim treści niezgodnych z regulaminem)
      • Bawarczyk Zgłoś komentarz
        "Żużlowym menedżerem, takim licencjonowanym, może być każda osoba, która ukończyła 21 lat, ma co najmniej średnie wykształcenie i nie została skazana prawomocnym wyrokiem."
        Czytaj całość
        koniec cytatu. A co w zwiazku z tym z "menedżerem" Apatora Torun - Tomaszem Bajerskim ? Jak go nazywac jesli nie menedżerem ?
        • yes Zgłoś komentarz
          Cegielski jest u boku...
          • smok Zgłoś komentarz
            A u Mistrza Bartka jest jego mama. Aż dziw, że nie wspomnieliście. :-)
            • smok Zgłoś komentarz
              A u Mistrza Bartka jest jego mama. Aż dziw, że nie wspomnieliście. :-)
              Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
              ×
              Sport na ×