KokpitKibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Tenis
  • Zimowe

Został mistrzem świata i był witany w Polsce jak król. Na mecz przyjeżdżał tylko z oponą

Fenomen społeczny. Jedna z najbarwniejszych postaci w historii czarnego sportu. Na debiutanckie mecze w polskiej lidze przyjeżdżał tylko z oponą. Ubarwiał sport swoją fryzurą, kolorowymi kombinezonami i przede wszystkim nienaganną jazdą na motocyklu.

Dawid Franek
Dawid Franek
Gary Havelock WP SportoweFakty / Jarek Pabijan / Na zdjęciu: Gary Havelock
Gary Havelock sprawiał wrażenie człowieka, który nic nie musi. Do żużla podchodził w sposób wyjątkowy. Podczas swojej kariery bowiem pragnął głównie bawić się jazdą na motocyklu. Słowo zabawa jednak na pewnym etapie żużlowej przygody przybrało złego wymiaru. W 1989 roku bowiem Brytyjczyk odpoczął od sportu. Dla rozluźnienia palił marihuanę, co skutkowało zawieszeniem zawodnika za doping.

- Gdy miałem 16-19 lat, byłem wielką nadzieją wszystkich, takim jakby "błękitnookim pięknym chłopcem", którego wszyscy kochali. Potem jednak przyszło zawieszenie i zaczęli mnie nienawidzić. Zwłaszcza ludzie, którzy zarządzali dyscypliną w Wielkiej Brytanii. Po prostu chcieli się mnie pozbyć z żużla. Użyłem tego jako paliwa, dla mojego wewnętrznego ognia. To mi bez wątpienia pomogło - przyznał niedawno Havelock w rozmowie z Łukaszem Benzem na antenie nSport+ w programie "This is speedway".

Dzień, który przeszedł do historii

29 sierpnia 1992, Wrocław. Gary Havelock debiutuje w jednodniowym finale Indywidualnych Mistrzostw Świata. Sezon układał mu się znakomicie, lecz nie był wymieniany w gronie największych faworytów do złota. Brytyjczyk nic sobie z tego nie robił i zdobył tytuł mistrza świata z dorobkiem 14 punktów.

ZOBACZ WIDEO Żużel. Magazyn PGE Ekstraligi. Gollob, Grzyb, Majewski i Cegielski gośćmi Galewskiego!
Od samego rana we Wrocławiu było upalnie, a w trakcie zawodów po dwóch seriach startów nadszedł ulewny deszcz, który przerwał zawody na półtorej godziny. Havelock miał wtedy na koncie 5 punktów. Po wznowieniu zawodów już nie dał się więcej pokonać.
Gary Havelock w barwach Stali Gorzów Gary Havelock w barwach Stali Gorzów
Brytyjczyk zszokował wszystkich nie tylko świetną jazdą na torze, ale także niecodziennym wyglądem.

- Na finał zamówiłem strój z absolutnie nowego tworzywa, którego wcześniej nikt nie używał. Otóż z kevlaru. Dzisiaj to powszechnie używany wśród żużlowców materiał. Jest bardziej lekki niż klasyczna skóra, a jednoczenie wytrzymały i nie krępuje ruchów na motocyklu - wyliczał niegdyś Havelock, cytowany w jednym z artykułów przez Grzegorza Drozda.

- Na treningach okazało się, że kevlar jest za śliski i ciągle spadałem z siodełka, dlatego usztywniliśmy miejsca w okolicach krocza. Po poprawkach wszystko było w porządku. Poza tym na finał musiałem wymyślić coś ekstra. Toteż moje długie włosy postanowiłem spiąć i przyozdobić w kolorowe koraliki - dodał Gary Havelock.

Angaż w Polsce z oponą na szyi

W 1992 roku Gary Havelock trafił do polskiej ligi. Jego pierwszym klubem była Stal Gorzów. Wówczas w żużlu nie było profesjonalizacji, jeśli chodzi o występy zagranicznych zawodników w naszej lidze.

- Kiedyś były zupełnie inne czasy. Obecnie żużlowiec ma wokół siebie sztab ludzi, ma do dyspozycji co najmniej jeden motocykl i kilka silników. Natomiast gdy Gary Havelock w 1992 roku debiutował u nas, to przyjeżdżał na mecz sam. Nie miał nawet swojego mechanika. Pamiętam, gdy raz z kolegą odbieraliśmy go z lotniska, to miał na ramieniu zawieszoną torbę, a na szyi oponę. Wtedy taki stan rzeczy nikogo nie dziwił - mówi Jerzy Synowiec, ówczesny prezes Stali Gorzów.

Powitanie króla

W debiutanckim sezonie w Polsce Havelock odjechał tylko pięć spotkań. Jednak jedno z nich Brytyjczyk zapamięta do końca życia.

- Niedługo po zdobyciu mistrzostwa świata przez Gary’ego Havelocka odbywały się w Gorzowie derby z Morawskim Zielona Góra. Gorzów witał Brytyjczyka jak króla. Przygotowaliśmy większy samochód, Pick-upa, na którym był ustawiony, świeżo wyrzeźbiony tron. Na głowę Havelocka założyliśmy koronę. Przygotowaliśmy dla niego także purpurowy płaszcz królewski oraz berło. Gary był oszołomiony. Cały stadion ludzi wiwatował co najmniej w taki sposób, jakby tytuł wywalczył gorzowianin - wspomina Synowiec.

- Pamiętam, że po meczu w Gorzowie Gary poprosił, abyśmy mu załatwili podobny tron królewski na stałe. Zamówiliśmy zatem u rzeźbiarza z naszego miasta taki fotel rzeźbiony, który Gary ma podobno do dzisiaj - dodaje Synowiec.

Z Gorzowa Brytyjczyk mógł wywieźć naprawdę dobre wspomnienia. To właśnie w Stali miewał najlepsze okresy w swojej karierze w lidze polskiej. Ogółem rzecz biorąc nie był uważany za wybitnego zawodnika. Potrafił w jednym meczu zachwycić, by w następnym zawieść na całej linii.

- Gary Havelock podchodził do żużla z przymrużeniem oka. Traktował ten sport na luzie. Mam wrażenie, że nie było u niego wielkiej napinki na sukces. W naszym klubie jeździł porządnie, ale bez szaleństwa. Nie był zawodnikiem, który w każdym meczu gwarantował wielkie zdobycze punktowe - mówi Synowiec.

Bezgraniczna miłość do żużla i kontuzje

Havelock po zdobyciu tytułu indywidualnego mistrza świata już później nigdy nie zbliżył się do tego wyczynu. Była na to szansa w sezonie 1996. Brytyjczyk lekko odszedł od towarzyskiego stylu życia i jednocześnie po czterech latach przerwy wrócił do polskiej ligi. Ponownie związał się ze Stalą Gorzów.

Te zmiany dały efekt, bo rywalizację w cyklu Grand Prix charyzmatyczny zawodnik rozpoczął od 6. i 5. miejsca. Jednak, gdy Havelock robił sobie apetyt na medal, to doznał fatalnej w skutkach kontuzji. Na torze w Poole podczas test meczu Anglia - Australia uszkodził kręgosłup. Było wtedy pewne, że sezon dla niego się już skończył.

Po straszliwym urazie Havelock wrócił, ale już bez tej zadziorności co wcześniej. Dalej kochał żużel, jazda sprawiała mu przyjemność, ale nie było mu dane powrócić do wysokiego poziomu z 1992 roku, czy też 1996 roku.

W lidze angielskiej Havelock ścigał się nawet po czterdziestce. Nie miał w planach zakończenia kariery. 23 marca 2012 roku po raz kolejny jednak zanotował fatalny upadek. Diagnoza lekarzy była druzgocąca. Szesnaście złamań oraz uszkodzenie nerwów w lewym ramieniu. Były mistrz świata był zmuszony odejść z żużla, a koniec kariery okazał się niezwykle bolesny.

Z pewnością urazy zabrały Havelockowi możliwość osiągnięcia większej ilości sukcesów. Jednak Brytyjczyk i tak na stałe zapisał się w historii światowego żużla.

- Moja kariera mogła potoczyć się zarówno lepiej, jak i gorzej. Jednak dla mnie, jako całokształt, była idealna - podsumował swoje starty Brytyjczyk w programie "This is Speedway".

Czytaj także:
Mistrz świata wpadł przez amfetaminę. Czteroletnie zawieszenie odmieniło jego życie
Kariera przecięta nożem. Na stadionie walczak, poza nim przestępca

Polub Żużel na Facebooku
Zgłoś błąd
WP SportoweFakty
Komentarze (6)
Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
×
Sport na ×