Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Tenis
  • Zimowe

Żużel. Kariera zakończona tragicznie. W zawodach życia pokonał wielkich mistrzów

13 lat temu, 8 stycznia 2009 roku odszedł Zbigniew Podlecki - patron gdańskiego stadionu i jeden z najwybitniejszych żużlowców w historii Wybrzeża. Należał do pionierów żużla na Pomorzu.

Michał Gałęzewski
Michał Gałęzewski
Zbigniew Podlecki Materiały prasowe / Asy Żużlowych Torów / Na zdjęciu: Zbigniew Podlecki
Zbigniew Podlecki urodził się w 1940 roku w Wilnie i był jedną z tych osób, które od najmłodszych lat przeżyły najpierw piekło wojny, a następnie zostały przesiedlone po rewizji granic. Po wojnie, rodzina przeniosła się do Gdańska, a Podlecki miał od początku dryg do motosportu.

Obiecujące początki

W 1957 roku przedstawiciele licznych klubów motorowo-żużlowych z Pomorza połączyli siły i powstał klub LPŻ Neptun Gdańsk. Zbigniew Podlecki był jednym z tysięcy kibiców i chciał spróbować swoich sił. Początkowo został odesłany przez ówczesnego trenera i lidera drużyny, Władysława Kamrowskiego. To jednak nie zniechęciło go, bo dostał szansę już po roku. Na drugim okrążeniu po raz pierwszy zapoznał się z nawierzchnią.

Debiut nastąpił szybko, bo 30 czerwca 1958 roku. LPŻ Neptun mierzył się ze Spartą II Wrocław i zdobył 8 punktów, a trzecioligowe spotkanie oglądało 10 tysięcy kibiców.

ZOBACZ WIDEO Spisani na spadek, czy zdolni do niespodzianek? Gajewski o atucie beniaminka

- Nasz tor był dość twardy. Wielu na niego narzekało, ale mi on opowiadał. Gdy taśma poszła w górę, wystrzeliłem jak z katapulty. Dziś sam się dziwię, jak to zrobiłem. Prułem jak w jakimś obłędzie. Nie widziałem prostej. Świadomość przychodziła, kiedy wpadałem w wiraż, znów prosta i kolejny wiraż. Tak cztery razy. Nie oglądałem się do tyłu. Wiedziałem, że trójka zawodników jest za mną. Im bliżej mety, tym bardziej chciałem wygrać i udało się, byłem pierwszy! Po wyścigu podszedłem do Kamrowskiego. Przeprosiłem, że na niego nie poczekałem - mówił Podlecki cytowany w książce Asy żużlowych torów napisanej przez Tomasza Rosochackiego.

W pierwszym sezonie wykręcił średnią biegową na poziomie 1,19. Pierwszy dwucyfrowy wynik Podlecki osiągnął już w swoim drugim sezonie, gdy zdobył 11,5 punktu w meczu ze Spartą Śrem.

Szansa z Warszawy

Pod koniec 1959 roku, władze Legii Warszawa ze względu na problemy z torem (skąd my to znamy) oraz nikłe zainteresowanie żużlem, zdecydowały się rozwiązać sekcję żużlową. Większość zawodników Legii chciało nadal jeździć w jednej drużynie i zespół przeniesiono do Gdańska. Doszło do fuzji i powstał klub GKŻ LPŻ Legia Gdańsk. Nad morze przenieśli się m.in. Wiktor i Paweł Waloszkowie oraz Stanisław i Marian Kaiserowie. W pierwszym meczu z byłych zawodników Neptuna pojechali jedynie Władysław Kamrowski i Zdzisław Nowak. Dla Podleckiego zabrakło miejsca. Z biegiem czasu dostawał coraz więcej szans.

Gdy Podlecki po raz pierwszy pojawił się w wyjściowym składzie, pokonał na trasie jednego z największych zawodników w Polsce - Mieczysława Połukarda. Dużym plusem dla młodego gdańszczanina był dużo lepszy niż w trzecioligowych czasach sprzęt, do którego zyskał dostęp. Premierowy rok Legia Gdańsk zakończyła na drugim miejscu i zdobyła srebrny medal DMP.

Kolejny sezon był trudny dla Legii. Z zespołu odeszli bracia Waloszkowie, a klub popadł w tarapaty finansowe. Z pomocą przyszło wielosekcyjne Wybrzeże, które przejęło sekcję żużla. Od tego czasu speedway w Gdańsku ma czerwono-biało-niebieskie barwy.
Gdański stadion nosi imię Zbigniewa Podleckiego Gdański stadion nosi imię Zbigniewa Podleckiego
Legenda Wybrzeża i wielki międzynarodowy sukces

Początkowo mecze żużlowe - wcześniej LPŻ-u, później Legii, wreszcie też Wybrzeża odbywały się na stadionie przy ulicy Marynarki Polskiej w Gdańsku-Wrzeszczu, gdzie obecnie znajduje się stadion Polonii. Rola Podleckiego rosła. W sezonie 1964 miał już średnią biegową 2,54 i był trzecim najlepszym zawodnikiem ligi - po Florianie Kapale i Andrzejowi Wyglendzie.

Tak dobra postawa nie uszła uwadze Głównej Komisji Sportu Żużlowego, który powołał Podleckiego do reprezentacji Polski. Już w 1964 roku awansował do Finału Europejskiego we Wrocławiu.

Na Stadionie Olimpijskim wielkimi faworytami byli Szwedzi - Ove Fundin i Bjorn Knutsson oraz reprezentanci ZSRR - Boris Samorodow i Igor Plechanow. Podlecki jechał jednak doskonale i zdobył komplet 15 punktów, zostając tym samym nieoficjalnym Indywidualnym Mistrzem Europy.

- Podlecki to pierwszy polski zawodnik, będący już teraz na poziomie światowej czołówki. Szkoda, że w turnieju wrocławskim nie startowali Anglicy. Doznaliby olbryzmiej porażki, takiej samej jak my. Podlecki to fenomen wielkiej klasy. Mogę się w tej chwili założyć o każde pieniądze, że w ciągu dwóch, trzech lat będzie on kandydatem do tytułu mistrza świata. Jest nim zresztą już dziś, ale potrzebuje trochę otrzaskania na obcych torach w silnej stawce, aby mógł sięgnąć po najwyższy laur w żużlu - mówił po zawodach Ove Fundin, pięciokrotny Indywidualny Mistrz Świata cytowany w książce o Podleckim.

Finał odbył się na stadionie Ullevi w Goeteborgu. Po opadach deszczu, organizatorzy zdecydowali się wysypać na tor trociny. Wcześniej Podlecki miał olbrzymiego pecha, gdyż stracił swój najlepszy motocykl. Wygrał Barry Briggs, a kolejne miejsca na podium zajęli Plechanow i Fundin. W pierwszej piątce było czterech żużlowców, z którymi Zbigniew Podlecki wygrał we Wrocławiu. Gdańszczanin zajął 14. miejsce.

- Po ulewie nie było widać toru. Dosłownie "popłynął". Na tor wyjechały ciężarówki, wysypano ogromne ilości trocin. Próbowałem jechać na różne sposoby. Odkręcam gaz, motocykl staje dęba. Jadę wolniej, kręci się w kółko. Nie potrafiłem odnaleźć się w tym grzęzawisku. Te zawody nie powinny się odbyć - mówił Zbigniew Podlecki, który w finale IMŚ pojawił się jeszcze raz - w 1969 roku, gdy jako rezerwowy zdobył na Wembley 3 punkty w 2 biegach.

Rok później na torze w niemieckim Kempten, Zbigniew Podlecki wraz z Andrzejem Wyglendą, Andrzejem Pogorzelskim i Antonim Woryną zdobył złoty medal w Drużynowych Mistrzostwach Świata - Polacy w pokonanym boju pozostawili Szwedów, Brytyjczyków i reprezentantów ZSRR, a Podlecki w czterech biegach zdobył 7 punktów.

Tragicznie przerwana kariera

W lidze Zbigniew Podlecki zdobył łącznie niemal 1 500 punktów, w tym 1 260 dla Wybrzeża, co daje mu 8. miejsce wśród najskuteczniejszych. Oprócz srebrnego medalu z Legią Gdańsk, dorzucił jeszcze brąz (1965) i srebro (1967) dla Wybrzeża.

W sezonie 1972, Wybrzeże spadło z najwyższej klasie rozgrywkowej po dwunastu sezonach. Pomimo spadku, w drużynie pozostał Podlecki i był podporą drużyny. W 10 meczach wykręcił średnią biegową 2,585. Niestety w nocy 19 sierpnia 1972 roku, gdy wracał od rodziców motorem SHL na rogu ulic Klinicznej i Hallera w Gdańsku ktoś przed jego kołem próbował przebiec jezdnię. Podlecki ratując człowieka upadł i uderzył plecami w żelazne słupki z łańcuchami. W efekcie doznał kontuzji kręgosłupa i został sparaliżowany od pasa w dół.

Pomimo prób lekarzy i żmudnej rehabilitacji, do końca życia Zbigniew Podlecki nie odzyskał pełni sprawności. Na żużel się nie obraził, starsi kibice pamiętają jak przyjeżdżał na mecze swoim Trabantem zaparkowanym na pierwszym łuku stadionu, którego po śmierci został patronem. Zbigniew Podlecki zmarł 8 stycznia 2009 roku, 11 dni przed swoimi 69. urodzinami.

Czytaj także: 
Awaryjna opcja stała się legendą
Nadal kocha i pracuje dla żużla

Czy Zbigniew Podlecki to odpowiednia osoba do bycia patronem stadionu?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Polub Żużel na Facebooku
Zgłoś błąd
WP SportoweFakty
Komentarze (3)
  • Tomek z Bamy Zgłoś komentarz
    Galaz,Ty za czesto chyba z Ostatem przebywasz.
    • Kaźmirz Bendke Zgłoś komentarz
      A fotka na wstepie Kapały to co odznacza ...,że Michał Gałęzewski jest pod wpływem ...emocji...ha..ha..błazenada...czesto spotykałem naszą legendę Krola Podleckiego
      Czytaj całość
      zawsze miał miejscówkę na trabant na 1-szym łuku...czesc jego pamieci...a Michał do szkoły..
      • ADASOS Zgłoś komentarz
        Co za inteligent napisał to wspomnienie ? Pomijam wiele nieścisłości i niedopowiedzeń ale jak przeczytałem, ze Polacy w 1970 r. zdobyli w Kempten złoto w DMŚ to myślałem, że spadnę z
        Czytaj całość
        fotela a napisał to Ostafo z innego portalu. Tymczasem NIE, to SF ze swoją nową kadrą redaktorów posuwa się do pisania żużlowej historii na nowo. Panowie, to jest SŁABE.
        Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
        ×
        Sport na ×