Daniel Ricciardo przed tym sezonem trafił do Renault, a jego transfer był długo komentowany w świecie F1. Australijczyk zdecydował się bowiem porzucić znacznie lepszy zespół Red Bull Racing. Nieoficjalnie wiadomo, że zrobił to dlatego, że w kontrakcie wywalczył sobie klauzulę pozwalającą na wcześniejsze odejście z ekipy w przypadku otrzymania oferty z Ferrari lub Mercedesa.
Dlatego niektóre media zaczynają coraz częściej łączyć Ricciardo z włoskim zespołem, gdzie coraz gorzej wyglądają relacje Charlesa Leclerca z Sebastianem Vettelem. 30-latek miałby zostać następcą Niemca, który swoimi występami nie przekonuje szefów Ferrari.
Czytaj także: Orlen nadal czeka na wyjaśnienia od Williamsa
- Te plotki są nieprawdziwe - powiedział Ricciardo w "Championat".
ZOBACZ WIDEO Stacja Tokio #3: Uratowana kariera. Tomasz Kaczor wicemistrzem świata
- Mam stały kontrakt z Renault. Nawet gdyby wyniki zespołu w F1 były jeszcze gorsze, nadal zostałbym w tym zespole na sezon 2020. Gdyby najlepsza ekipa w stawce F1 zaproponowała mi za chwilę umowę, nie mógłbym jej podpisać. Jestem w 100 proc. oddany Renault - dodał kierowca z Antypodów.
Niektórzy sugerują, że w tej sytuacji Ricciardo popełnił błąd, bo wystarczyło podpisać roczną umowę z Renault, a w tej chwili Australijczyk mógłby swobodnie planować swoją przyszłość w F1. Nie zgadza się on z takimi opiniami.
- Nie lubię rocznych kontraktów. Poznanie zespołu i dopasowanie się do ludzi w fabryce wymaga czasu. Dlatego umowa powinna być podpisywana na co najmniej dwa sezony. To najlepszy format, bo trzy lata to znów za dużo. Mam w tej chwili dobre relacje. Nie wiem, co nastąpi w przyszłości, ale nie sądzę też, by ewentualne przedłużenie współpracy z Renault było problemem - podsumował Ricciardo.
Czytaj także: Gunther Steiner ukarany finansowo za nazwanie sędziego idiotą
Biorąc pod uwagę, że dotychczasowe umowy Vettela i Ricciardo wygasają po sezonach 2020, za kilka miesięcy Australijczyk ponownie będzie łączony z przenosinami do Maranello.