KokpitKibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Tenis
  • Zimowe

W tym zakresie siła Rosji działa na niekorzyść Putina. "Przez sankcje nie będzie czego konsumować"

- Putin zbudował w swoim społeczeństwie modę na sport i wzbudził chęć do jego konsumpcji. A teraz potężna siła Rosji w sportowym świecie działa na jego niekorzyść, bo z powodu sankcji nie będzie czego konsumować - analizuje Mieszko Rajkiewicz.

Grzegorz Wojnarowski
Grzegorz Wojnarowski
Mieszko Rajkiewicz, specjalista w zakresie upolitycznienia i globalizacji sportu Materiały prasowe / Kacper Karaszewski / Mieszko Rajkiewicz, specjalista w zakresie upolitycznienia i globalizacji sportu
Grzegorz Wojnarowski, WP SportoweFakty: Na początek obalmy powszechnie akceptowany mit, że sport jest poza polityką.

Mieszko Rajkiewicz, Instytut Nowej Europy: Zdecydowanie nie jest i to już od bardzo dawna. Już na samym początku formowania się sportu zawodowego, czyli w końcówce XIX wieku, można było zauważyć wpływy politycznego establishmentu na sportowe rozgrywki. Sport w swojej propagandzie wykorzystywali niemieccy naziści. To samo robili komuniści, dla których kluby sportowe miały być emanacją siły ich policji, wojska, kolei, górnictwa czy hutnictwa. Chińczykom sport pomagał w nawiązywaniu kontaktów z Japonią czy ze Stanami Zjednoczonymi. Wykorzystywanie sportu do celów politycznych ma miejsce od dziesięcioleci i będzie mieć miejsce w przyszłości.

Nie zawsze współistnienie sportu i polityki oznacza coś złego, było wiele pozytywnych przypadków. W XXI wieku jednym z najważniejszych było nawiązanie dobrych relacji między Indiami a Pakistanem w 2011 roku przy okazji półfinału mistrzostw świata w krykiecie.

ZOBACZ WIDEO: Myślisz, że masz zły dzień? To spróbuj przebić tego kolarza

"Sport powinien być poza polityką" to argument, którego w ostatnim czasie chętnie używają Rosjanie. Powtarza go rzecznik Kremla Pieskow, powtarzają rosyjscy komentatorzy, gdy przerywane są transmisje z meczów, na których mają miejsce antywojenne lub proukraińskie demonstracje. To chyba najlepszy argument, żeby raz na zawsze pożegnać się z tym frazesem?

Tak sądzę. Zwłaszcza że Rosjanie sami sobie zaprzeczają, bo przecież przerywanie transmisji z meczów z powodów, o których pan wspomniał, samo w sobie jest polityczną ingerencją. Nie bądźmy naiwni, że decyduje o tym redaktor czy wydawca z danej telewizji. Robi to rosyjska władza, która nie chce, żeby ktoś w ich kraju zauważył ten czy inny transparent i nie zaczął się zastanawiać, dlaczego on się pojawił. A nawoływanie przez Rosjan do oddzielenia sportu od polityki jest gigantyczną hipokryzją. Nie znajduję właściwych przymiotników, żeby oddać skalę ich bezczelności.

Wyjaśnijmy naszym czytelnikom jeszcze jedno: czym jest "sportwashing"?

Wykorzystywaniem sportu do oczyszczania swojego wizerunku. Osoba, firma czy państwo angażuje się w międzynarodowe wydarzenie sportowe, żeby ten wizerunek ocieplić, wykąpać się w sporcie, który na całym świecie jest dziedziną życia odbieraną niemal wyłącznie pozytywnie. Najprawdopodobniej jako pierwsze tego terminu użyło Amnesty International.

Jak to działa w praktyce?

Taki Władimir Putin pojawia się na meczach mistrzostw świata w 2018 roku u boku prezydenta FIFA Gianniego Infantino, który wtedy nie był jeszcze postacią kojarzącą się jednoznacznie negatywnie, i wtedy nie widzimy go jako dyktatora wywołującego wojny i zwalczającego opozycję, a jako równego faceta, który też lubi pooglądać piłkę nożną, a przecież poza tym lubi pojeździć konno, pograć w hokeja, a jakby go spotkać, to pewnie fajnie by z nim było piwko wypić. Dla osób takich jak on sport jest bardzo dobrym narzędziem. A przynajmniej był, bo mam wrażenie, że mniej więcej od czasu zimowych igrzysk olimpijskich w Pekinie coraz więcej kibiców sportu obserwuje go bardziej świadomie, dostrzega istnienie "sportwashingu" i już się na niego nie łapie.

Od jak dawna i w jaki sposób reżim Putina oczyszcza swoje interesy i swój wizerunek poprzez sport?

Wewnętrzne lobbowanie w dużych organizacjach sportowych, na czele z MKOl, FIFA i UEFA, rozpoczęło się w mniej więcej w okolicach 2004 roku. Wtedy rosyjscy przedstawiciele zaczęli pojawiać się w najważniejszych organizacjach oraz lobbować za przyznaniem Rosji ważnych imprez. Dwa lata później w międzynarodowym futbolu zaczął funkcjonować Gazprom. Najpierw jako sponsor Schalke Gelsenkirchen, potem też w siatkówce czy kolarstwie. Rosjanie byli w tym lobbingu skuteczni. Doprowadzili do przyznania im organizacji Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Soczi w 2014 roku i piłkarskiego mundialu cztery lata później.

Mam wrażenie, że ich działania zintensyfikowały się po Euro 2012. Mistrzostwa były przykładem dobrej współpracy Polski i Ukrainy oraz sygnałem od Ukraińców, że są gotowi obrać kurs na zachód. Jeszcze w tym samym roku Gazprom został sponsorem Ligi Mistrzów. Poprzez chętnie oglądane w całej Europie rozgrywki zaczął oswajać zachodnie społeczeństwa z rosyjską marką, powodować kojarzenie Rosji ze sportem na wysokim poziomie. Potem był jeszcze na przykład mariaż Aerofłotu z Manchesterem United czy firmy Urałkali z zespołem Formuły 1 Haas.

To był sprytny proces, dzięki niemu ludzie mieli myśleć, że skoro Rosja jest tak mocno zaangażowana w sportowy świat, skoro spektakularnie organizuje igrzyska i mundial, nie może być z gruntu zła i pewnie da się ją ucywilizować. Tymczasem za sportową zasłoną dymną reżim Putina wywołał wojnę w Gruzji, w 2014 roku zaanektował Krym, zrzucał bomby na Syrię. Dopiero w lutym zasłona opadła.

Wojna na Ukrainie sprawi, że rosyjski "sportwashing" bezpowrotnie się skończył?

Sam jestem tego ciekaw. O ile powrót Rosji do międzynarodowego sportu jest kwestią czasu, o tyle jej powrót do "sportwashingu" faktycznie może się nie wydarzyć. Mało tego, teraz będziemy bardziej krytycznie patrzeć na inne niedemokratyczne reżimy oczyszczające się przez sport, chociażby te z krajów arabskich. Nie zabierzemy Katarowi organizacji mistrzostw świata w piłce nożnej, ale myślę, że po nich, od 2023 roku, narracja w świecie sportu na wiele lat kompletnie się zmieni. A to dlatego, że obwoźny cyrk MKOl i FIFA ruszy w świat zachodni. Igrzyska będą w Paryżu, w Mediolanie, w Los Angeles i Brisbane.

Piłkarski mundial 2026 w USA, Kanadzie i Meksyku. Najważniejsze światowe organizacje sportowe nie będą miały większych związków z Chinami czy Rosją, a to powinno sprawić, że zmieni się ich stosunek do "sportwashingu" i nie będzie już nabierania wody w usta, gdy podniesione zostaną takie kwestie, jak zamykanie Ujgurów w chińskich obozach koncentracyjnych. Nie wiem, czy "sportwashing" zniknie całkowicie, ale mam nadzieję, że jego praktykowanie stanie się trudniejsze.

Czy aby na pewno taka zmiana kursu nastąpi? W swoich mediach społecznościowych sam zwrócił pan uwagę na słowa szefa MKOl Thomasa Bacha, który stwierdził, że nie będzie karać narodowych komitetów olimpijskich za działania rządu danego kraju.

Moim zdaniem nie mówił tego w odniesieniu do rosyjskiego komitetu. Bach raczej chciał dać do zrozumienia, że jeśli dany kraj odmówi Rosjanom i Białorusinom prawa do udziału w organizowanym przez siebie wydarzeniu, komitet z tego kraju nie poniesie konsekwencji.

Sportowców z Rosji i Białorusi do rywalizacji nie dopuścili organizatorzy Wimbledonu. Nie wszyscy uważają, że to dobra decyzja. Rafael Nadal stwierdził, że jest niesprawiedliwa. Jak uzasadnić wykluczenie z turnieju na przykład Daniiła Miedwiediewa, który otwarcie opowiada się przeciwko wojnie?

To pytanie o sens odpowiedzialności zbiorowej. Wiemy, że sukces Miedwiediewa czy innego Rosjanina mógłby zostać wykorzystany przez rosyjską propagandę sukcesu, ale czy niedopuszczanie do startów tych, którzy sprzeciwiają się narracji reżimu mimo konsekwencji, na które się narażają, jest właściwe? Według mnie chodzi o solidarność organizatorów z ukraińskimi tenisistami i tenisistkami. Skoro niektórzy z nich nie mogą zagrać, jak Serhij Stachowski, który wstąpił do ukraińskiej armii, to dlaczego mamy pozwalać na grę reprezentantom kraju agresora? Tenis jest dla mnie szczególnym przypadkiem, w żadnym innym sporcie nie ma aż tak dużych różnic w stosunku do sankcji. W tym przypadku ten stosunek jest odzwierciedleniem postawy danego państwa i jego społeczeństwa. Wielka Brytania bardzo wspiera Ukrainę i stanowczo potępia Rosję. Niewykluczone, że organizatorzy Wimbledonu zostali po prostu poproszeni przez rządzących o weryfikację listy uczestników, by nie dopuścić do zwycięstwa Miedwiediewa na brytyjskiej ziemi. Ale już taka Francja, choć również stara się przeciwdziałać Rosji, chce prowadzić z nią jednocześnie dialog i w Roland Garros 2022 Rosjan najprawdopodobniej zobaczymy.

W artykule dla Defence24 napisał pan, że sankcje sportowe są największą wizerunkową bronią przeciwko Kremlowi. Dlaczego?

Sport jest tą dziedziną życia społecznego, która ma największy globalny zasięg. Pod każdą długością i szerokością geograficzną jakiś sport się uprawia i jakiś się ogląda. Odbierając Rosjanom prawo do występów na arenie międzynarodowej, do organizacji imprez, zrywając umowy sponsoringowe, wyklucza się Rosję z tej ogromnej społeczności. To ma spowodować, żeby Rosjanie, którzy sport bardzo lubią, zaczęli zadawać sobie pytanie: dlaczego? Dlaczego naszych przedstawicieli nie ma w Wimbledonie, w międzynarodowej piłce nożnej czy siatkówce? Dlaczego zabrano nam organizację mistrzostw świata siatkarzy?

Moim zdaniem sportowe sankcje wobec Rosji powinny mieć jeszcze jeden wymiar: brak transmisji w tym kraju. Reprezentacja Rosji nie pojedzie na mundial w Katarze, ale Rosjanin i tak będzie mógł obejrzeć turniej. A gdyby nie mógł obejrzeć, bolałoby bardziej. Na ulicę pewnie z tego powodu nie wyjdzie, ale jego niezadowolenie będzie rosło. Będzie się zastanawiać: Jak to jest, że cały świat nie tylko nie chce nas w sporcie, ale też nie chce, żebyśmy go oglądali. Rosyjska propaganda może robić najbardziej efektowne akrobacje, ale na dłuższą metę nie będzie w stanie przekonać Rosjan, że to wina zgniłego zachodu, który ich nienawidzi.

"Ulubieniec" polskich kibiców, siatkarz Aleksiej Spirydonow, wspominał, że może Rosjanie powinni zrobić zwrot na wschód i przyłączyć się do azjatyckich rozgrywek międzynarodowych. To pańskim zdaniem realny scenariusz?

Realny. W najbliższym czasie mogą uformować się jakieś ponadnarodowe rozgrywki w piłce nożnej, siatkówce, koszykówce, może w hokeju na lodzie z udziałem drużyn z Rosji, Chin i innych krajów z kontynentalnej Azji. Tylko że Rosjanie nie za bardzo będą tam mieli z kim przegrać. Większość meczów będzie jednostronnych i nudnych. Ludzie po pewnym czasie nie będą chcieli tego tak chętnie oglądać, bo to, co trzyma nas przy sporcie, to niepewność zwycięstwa.

Pan uważa, że rosyjskie społeczeństwo lubi sport bardziej niż polskie, chętniej go ogląda. Jeśli tak, to brak Rosjan w wielkim sporcie musi być dla Putina dużym problemem?

Zdecydowanie nim jest. Możemy wskazać wiele dyscyplin, w których Rosjanie odgrywają wiodące role. O wiele więcej, niż w przypadku Polaków. Letnie i zimowe igrzyska Rosja, w ostatnim czasie jako Rosyjski Komitet Olimpijski, regularnie kończyła w czołówce tabeli medalowej. Była organizatorem dwóch najważniejszych w świecie sportowych imprez i dużej liczby mniejszych, ale też bardzo prestiżowych. Regularnie miała dwa kluby w fazie grupowej Ligi Mistrzów.

Putin zbudował w swoim społeczeństwie modę na sport i wzbudził chęć do jego konsumpcji. A teraz potężna siła Rosji w sportowym świecie działa na jego niekorzyść, bo z powodu sankcji nie będzie czego konsumować. Kto wie, czy w długiej perspektywie odcięcie od sportu nie spowoduje niechęci Rosjan do Kremla i nie zadziała tak, jak w drugiej połowie XX wiek w Republice Południowej Afryki, kiedy to doprowadziło do końca apartheidu.

Jak ten proces wyglądał?

Od lat 50. do 80. wiele międzynarodowych organizacji sportowych, w tym najważniejsza dla tego kraju federacja rugby, wykluczało RPA z powodu obowiązującej w tym kraju segregacji rasowej. W ślad za nimi poszły inne organizacje, na przykład Organizacja Narodów Zjednoczonych. Presja na elity polityczne RPA, ta zewnętrzna, która od sportu się zaczęła, i wewnętrzna, którą sportowe sankcje spotęgowały, z czasem stała się zbyt duża i w końcu apartheid zniesiono. Oficjalnie w 1991 roku, natomiast symbolicznym końcem segregacji były mistrzostwa świata w rugby w 1995 roku, które odbyły się w RPA i które RPA wygrało.

Gdy prezydent Nelson Mandela na stadionie w Johannesburgu wręczył puchar białoskóremu kapitanowi drużyny Francoisowi Pienaarowi, był to dla wszystkich jasny sygnał, że doszło do zjednoczenia białej i czarnej społeczności.

Wróćmy do Rosji. Na początku kwietnia minister sportu Oleg Matystin zapowiedział ofensywę na Trybunał Arbitrażowy do spraw Sportu w Lozannie. Ta ofensywa już nastąpiła?

Ona już się zaczęła i będzie trwała, ale nie zawsze będzie to dla nas dostrzegalny proces. Rosjanie na przykład ogłaszali w mediach, że aspirują do organizacji pewnych imprez. Oczywiście wiedzą, że ich nie dostaną, ale to ma być sygnał do wewnątrz, że wszystko jest ok. Jest też ofensywa gabinetowa, próby udowadniania przed wspomnianym trybunałem, że wykluczenia rosyjskich reprezentacji, klubów i sportowców, są nieuzasadnione. Pierwszy wyłom już jest - w czwartek Europejska Unia Tenisa Stołowego cofnęła dyskwalifikację dwóch klubów, Fakieła Gazprom Orenburg i TTSC UMMC Jekaterynburg, z Ligi Mistrzów.

Czy takich wyłomów, wygranych procesów, może być więcej?

Niestety tak. Rosyjskie związki sportowe będą zapewne wskazywały na statuty poszczególnych międzynarodowych organizacji, w których zwykle nie ma zapisów o możliwości wykluczenia danego kraju w prawach członka ze względu na jego zaangażowanie w wojnę. Wydaje mi się, że dobrzy prawnicy poradzą sobie z ich argumentami, na przykład wykazując, że agresja Rosji uniemożliwiła funkcjonowanie ukraińskim federacjom.

Mimo wszystko spodziewam się, że niektóre organizacje się ugną i od przyszłego sezonu czy roku wycofają się z zawieszenia Rosjan i dopuszczą ich do rywalizacji. Jedną z takich organizacji może być Międzynarodowe Stowarzyszenie Boksu, którego prezydentem jest Rosjanin, Umar Kremlew.

Tak czy inaczej dla rosyjskiego sportu proces powrotu będzie trudny. Mogą znaleźć luki prawne, ale nawet jeśli wygrają jakieś procesy, nie przezwyciężą braku przyzwolenia na starty swoich drużyn i zawodników i klubów. UEFA już wydała komunikat, że w 2023 roku Rosjanie do międzynarodowej piłki nie wrócą. Zanosi się na to, że ich wykluczenie będzie trwalsze, niż można było się spodziewać. Nawet minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow przyznał, że skala sportowych sankcji jest dla niego zaskakująca.

Niemniej ofensywa, o której mówił Matystin, się tak szybko nie skończy. Możliwe, że doprowadzi do powstania regionalnych rywalizacji z udziałem zespołów z Rosji, Iranu, Kazachstanu, Chin, Białorusi czy Arabii Saudyjskiej, które zastąpią Rosjanom te imprezy, z których zostali wyrzuceni. Sportowo będą miały znikome znaczenie, natomiast będzie można oprawić je w ładne ramki i zrobić z pompą jakieś wydarzenie w rodzaju koncertu na Łużnikach w rocznicę aneksji Krymu.

Na jak długo pańskim zdaniem uda się skutecznie odciąć Rosję od międzynarodowego sportu?

To odcięcie jest silnie powiązane z wojną. Dopóki ona trwa, Rosjanie nie będą startować w wielkich imprezach. Myślę, że pierwsi rosyjscy zawodnicy zaczną wracać około pół roku po zakończeniu wojny. Choć osobiście mam nadzieję, że poczekają dłużej. Do momentu, w którym ostatni zniszczony dom na Ukrainie zostanie odbudowany. Z rosyjskich pieniędzy.

*Mieszko Rajkiewicz jest doktorantem na Wydziale Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego. Specjalizuje się w zakresie upolitycznienia i globalizacji sportu. Analizuje sprawy dotyczące dyplomacji sportowej, "sportswashingu" oraz znaczenia sportowego "soft power" we współczesnych stosunkach międzynarodowych. Ekspert w Instytucie Nowej Europy oraz Portalu Trójmorze.

Czytaj także:
Działa dla Ukrainy w Batalionie Kobiet. Docenia pomoc Polaków
Jurij Gładyr: Ukraina wygra tę wojnę. I stanie przed olbrzymią szansą

Polub SportoweFakty na Facebooku
Zgłoś błąd
WP SportoweFakty
Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
×