Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Skoki narciarskie
  • Tenis

Obecni 40- i 30-latkowie kochali tę grę. Była prawdziwym przebojem podwórek w czasach PRL-u

Maj, wiosna, słońce, a w tle Wyścig Pokoju. W całej Polsce - od gór po morze, od Poznania, po Białystok - w tym właśnie okresie chodniki były opanowane przez nastolatków. Każdy miał worek wypełniony kapslami.
Marek Bobakowski
Marek Bobakowski
PAP / Tytus Żmijewski

- Krzysiek, do domu!

- Mamo, jeszcze chwilę, kończymy właśnie.

- Ściemnia się, a ty jeszcze masz odrobić lekcje, natychmiast!

- Mamo, premia górska i już meta, daj mi kwadrans.

- Krzysiek! Siedzisz na podwórku od południa. Ileż można grać w te kapsle?! Nie ma gadania, już cię widzę w domu.

- Ale mamo...

- Bo jak wezmę zaraz pasa!

Podobne rozmowy (a raczej krzyki, wrzaski, bo zazwyczaj odbywały się na linii: okno mieszkania - oddalone o kilkadziesiąt metrów podwórko) wpisały się na stałe w obraz PRL-u. W latach 70. i 80. ubiegłego wieku w kapsle grał prawie każdy młody chłopak. Można spokojnie szacować, że miliony Polaków przynajmniej raz w życiu zetknęło się z tą grą. Czyż nie? Niejeden z nas ma przed oczami te wielogodzinne etapy.

Jaskuła grał namiętnie, Kwiatkowski już nie

- Kapsle były jedną z podstawowych zabaw mojego dzieciństwa - potwierdza w rozmowie z WP SportoweFakty Adam Probosz, dziennikarz i komentator kolarstwa w Eurosporcie. - Szaleństwo Wyścigu Pokoju udzielało się wszystkim i podwórko było przez tydzień Warszawą, Pragą i Berlinem, chociaż nikt z nas nie widział tych miast na oczy.

Grali również przyszli mistrzowie, przyszli zawodowcy! - Pamiętam, jak z kolegami grałem namiętnie w kapsle, na których mieliśmy wypisane nazwiska: Szurkowski, Szozda, Hanusik, Mytnik, niektórzy pisali Aavo Pikkuus - wspominał w jednym z wywiadów Zenon Jaskuła.

Choć od razu trzeba dodać, że gra w kapsle nie była warunkiem koniecznym, aby potem ścigać się na szosie. - Szczerze? Nie grałem w tę grę - poinformował mnie nasz mistrz świata z 2014 roku, Michał Kwiatkowski.

Przypadek "Kwiato" jest tylko przykładem, jak o kapslach zapomniało kolejne pokolenie. Nasz kolarz urodził się w 1990 roku. Kiedy był w najlepszych wieku do tej gry, kalendarz pokazywał powiedzmy lata 2000-2004. Wtedy dzieci już wolały przesiadywać przed komputerami, niż "pstrykać" po chodnikach. Niestety.

Wróćmy do "złotych czasów" tej gry.

Trzy pstryknięcia w jednej kolejce

Za czasów PRL-u właśnie w maju o ścigających się kolarzach było słychać w radiu, telewizja pokazywała też sporo obrazków z tej rywalizacji, "Trybuna Ludu" drukowała specjalne relacje wzbogacone dokładnymi statystykami, które... - Wycinało się i wklejało do specjalnych zeszytów - wspomina mój kolega z dzieciństwa, Tomek, prawie 40-latek z Górnego Śląska. - O te zeszyty dbało się stokroć bardziej niż o te, które nosiliśmy do szkoły. Zeszyt "z matmy" można było zgubić, ten z wynikami z Wyścigu Pokoju, nigdy! Wieczorami z tych zeszytów spisywało się nazwiska najlepszych kolarzy, robiło papierowe koszulki, potem umieszczało się je w kapslach wypełnionych plasteliną lub woskiem i następnego dnia przed blokiem, na chodniku, walczyło się o kolejne zwycięstwo.

Warszawa 06.1973. Gra w kapsle. Chłopcy bawią się wykorzystując kapsle od butelek. Warszawa 06.1973. Gra w kapsle. Chłopcy bawią się wykorzystując kapsle od butelek.
- Za czasów świetności Wyścigu Pokoju, kapsle były grą podwórkową numer jeden. W całej Polsce, przynajmniej w maju - słusznie zauważył na swoim blogu starzyalejarzy znany komentator kolarski Eurosportu oraz współautor książki "Rach-ciach-ciach, czyli pchamy, pchamy!", Tomasz Jaroński.

Zasady było bardzo proste. Jeden z graczy przygotowywał trasę (rysując ją kredą lub zwykłym kamieniem znalezionym w trawie na chodniku), pozostali uczestnicy umieszczali na starcie swoje kapsle i zaczynała się zabawa. Celem była meta, którą należało osiągnąć w jak najmniejszej liczbie pstryknięć. Zazwyczaj podczas jednej kolejki, jeden kapsel miał trzy "pstryknięcia". Czasami zasady się zmieniało. - Zasady wymyślaliśmy sami, niektóre przed rozpoczęciem wyścigu, a inne w trakcie - mówi Probosz. - Jeden z nas był sędzią i zapisywał wszystko w specjalnie założonym zeszycie. Strata jednego pstryknięcia oznaczała 15 sekund, po wypadnięciu z trasy wracało się w to samo miejsce, każdy mial prawo do trzech pstryknięć w jednej kolejce.

Mimo tego często dochodziło do kłótni (czy kolarz na pewno nie wypadł z trasy), oszustw (jak rywale nie widzieli, to zdarzały się dziwne "przesunięcia" poza protokołem), a nawet rękoczynów. Ot, dziecięcy świat.

Wosk, plastelina, a może lakier do paznokci?

Gra to jedno, ale bardzo ważne było również przygotowanie kapsli. Puste (w środku, których były tylko koszulki z nazwiskami lub flagi państw) były idealne do walki "w górach". Czyli na wszelkiego rodzaju schodach, podjazdach dla wózków, stromych ścieżkach. - Moją tajną bronią było wypiłowywanie specjalnej kratki na spodzie kapsla, żeby nie zsuwał się po każdym ruchu - zdradza Probosz.

- Sprytne, nie znałem tego patentu - mówi Tomek.

Na odcinki płaskie przygotowywało się kapsle obciążone. Do środka wlewało się albo wosk, albo wkładało plastelinę. Były jeszcze czasówki. Czyli etapy oparte na długich prostych i umiejscowione na gładkim asfalcie. Zazwyczaj "wynajmowało się" kawałek przyblokowego parkingu. - Przed czasówkami pokrywało się spód lakierem do paznokci wykradzionym mamie - wspomina Probosz.

- Grałem i ja, grały tysiące wyrostków. Kapsle, pal licho że nawet po piwie, były specjalnie szlifowane, obciążane, ozdabiane flagami ze szkolnych atlasów. Trasy malowano na asfaltowych podwórkach, a jak się komuś nie chciało, to można było wykorzystać piaskownicę. Zabawa przednia, a i majowe dni spędzało się na świeżym powietrzu, a nie przed komputerem - dodaje Jaroński.

Dla każdego młodzieńca w owym czasie specjalny worek wypełniony kapslami był rzeczą bezcenną.

Giełda transferowa

W tym worku każdy miał swoich ulubionych "Piaseckich", "Abdużaparowów", "Amplerów" czy "Svoradów". - A ile było nerwów, a czasami nawet płaczu, jak w ferworze walki najlepszy sprinter, na którego wykonanie poświęciło się kilka wieczorów, wpadł do kratki ściekowej, przez którą akurat przebiegała trasa - wspomina mój przyjaciel z czasów dzieciństwa.

Rzeczywiście, przypominam sobie sytuację, jak właśnie w taki sposób straciłem "Abdużaparowa", który przez kilka poprzednich dni wygrywał etapy. Koledzy mi go zazdrościli, chcieli się wymieniać. A właśnie... Istniała również giełda transferowa. Przecież tam, gdzie sportowa rywalizacja, tam i transfery.

- Daję ci Amplera i Piątka, a w zamian chce Ludwiga.

- Dobra, ale Amplera chcę "na wosku".

Takie dyskusje toczyły się przed każdym kolejnym etapem.

I Międzynarodowy Turniej Kapslowy w Aleksandrowie Kujawskim, maj 2012. I Międzynarodowy Turniej Kapslowy w Aleksandrowie Kujawskim, maj 2012.
- Zgadzam się, najważniejszą częścią przygotowań było odpowiednie ustrojenie swoich zawodników, okazuje się, że dbałość o wizerunek nie jest wymysłem dzisiejszych czasów - śmieje się Probosz. - Były kapsle kolorowane po prostu kredkami, malowane farbami w barwy narodowe, przystrojone flagami wyciętym ze szkolnego atlasu, czy wreszcie, te robiły największe wrażenie, ozdobione wyciętymi z gazet portretami kolarskich bohaterów.

Jak Commodore 64

Jak pokazuje wspomniany kilka akapitów wyżej przykład pokolenia Michała Kwiatkowskiego, koniec PRL-u, świetności Wyścigu Pokoju spowodowały koniec ery kapsli. Dzieci rzuciły się na telewizję, komputery (oczywiście nie mam tutaj na myśli "Kwiato", który po prostu ciężko pracował na treningach, by stać się zawodowcem). Nagle podwórka stały się puste, a ostatnie etapy namalowane kredą zmył deszcz.

Teraz gra w kapsle jest traktowana jako ciekawostka, coś muzealnego. Jak komputer Commodore 64 (lub Atari 65XE), jak rower Wigry 3, w końcu jak zabawy na trzepaku. Owszem zdarzają się zawody, w których można spróbować swoich sił. W 2014 roku - przy okazji szosowych mistrzostw Polski w Sobótce - zorganizowano właśnie taki happening. Nie odbudowało to jednak mody. Większość obecnej młodzieży, czytając ten tekst pewnie nie bardzo wie, o czym on jest. To nie jest zarzut! To obecna rzeczywistość.

Przygotowując ten artykuł trafiłem do sklepów internetowych, w których można kupić gotowe zestawy kapsli-kolarzy. O zgrozo! - Profanacja - to pierwsza moja reakcja. Dzisiaj można naprawdę już wszystko kupić. Przecież przygotowanie swoich, własnych kolarzy to była wielka frajda.

Kapsle dla nas - trzydziesto- czy czterdziestoletnich facetów są do dzisiaj tym, czym dla kobiet w tym samym wieku była "guma". Ile to razy na osiedlach dochodziło do "walki płci", gdy okazywało się, że trasa kolejnego etapu akurat przechodzi przez miejsce, gdzie oplata się gumę i skacze do upadłego (czytaj: aż mama za uszy nie wyciągnie do domu). "To se ne vrati...".

ZOBACZ WIDEO: Michał Kwiatkowski: To był dla mnie szok. Długo nie będę mieć takiego przeżycia

Czy grałeś kiedykolwiek w kapsle?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Polub SportoweFakty na Facebooku
Zgłoś błąd
inf. własna, Gazeta Wyborcza, starzyalejarzy.blog.pl

Komentarze (13):

  • KempinTorunFan Zgłoś komentarz
    Jestem rocznik '93 a gralem w kapsle z kolegami na podwórku. Z reszta wiekszosc czasu bawilem sie na dworzu, choc komputer dostalem na komunie, a Pegasus byl w domu od kad pamietam, to I tak
    Czytaj całość
    wolalem wyjsc na dwór. Pogoda czy nie pogoda zawsze bylo co robic. Bawilo sie w podchody, w chowanego, w wojne, sciagalo sie na rowerach tz. "zuzel", gralo sie w noge, w kosza, w palanta, budowalo sie szalasy, ziemianki, ogniska sie palilo, w lato rowerami nad jezioro, albo motorem po lesie, w zime na sanki, narty, kuligi itd. dlugo by wymieniac. Ja nie wiem jak mozna cale dnie w domu przesiedziec. Patrzac wstecz, uwazam ze nie zmarnowalem swojego dziecinstwa. Duzo tez zalezy od wychowania - teraz rodzice wola posadzic dzieciaka ekranem komputera czy tablet I miec spokój. Niestety ale zyjemy w czasach "homo tabletis"
    • Piotr Słomczyński Zgłoś komentarz
      Grałem jak szalony, rocznik 74, wszyscy grali nawet niektóre dziewczyny...Produkcja kapsla to było tworzenie dzieła. Po pierwsze porządny kapsel to taki który nie widział otwieracza,
      Czytaj całość
      czyli kapsel przed zaciśnieciem na butelce z racji kształtu ząbków tzw. "talerzówa". Mieszkałem wtedy w Tychach gdzie mieści się browar, wraz z kolegami robilismy prawdziwe wyprawy przez całe miasto, na dużą górę śmieci tuż przy browarze, gdzie wsród masy szkła odgrzebywaliśmy własnie te perełki czyli kapsle które nie były jeszcze zaciśnięte na butelce, tylko takimi kapslami najlepiej skakało się na wszelkie przeszkody, krawężniki, kamienie itp. Następnie trzeba było zdobyć tekturkę z zakrętki do wódki, która idealnie wchodziła w kapsel. Żeby mieć taką tekturkę trzeba było albo rozpruć zakrętki z butelek znajdujących się w domu (groziło wpierdzielem od ojca) albo opcja bezpieczna, wyprawa do jakiegoś skupu butelek i proszenie się pani ze skupu o owe nakrętki. Następnie trzeba było wcześnie rano stać pod kioskiem, zanim jeszcze otworzą by udało się kupić Trybunę Ludu gdzie były drukowane klasyfikacje etapowe (potrzebne były wydrukowane nazwiska kolarzy). Następnie trzeba było iść do kwiaciarni znów uśmiechać się do pani kwiaciarki, czasami pomóc jej w sprzataniu czy przeniesieniu czegoś, jakimś rozładunku itp, by dostać kawałek celofanu czyli folii do pakowania kwiatów. Potrzebny był jeszcze papier kolorowy z którego robiłem flagę oklejakąc tekturkę z zakrętki od wódki (flagi w atlasach to było pójscie na łatwiznę, poza tym szybko się atlasy konczyły :) Na tą oklejoną tekturkę naklejałem nazwisko kolarza wycięte z Trybuny Ludu, wszystko to owijałem celofanem z kwiaciarni, wsadzałem w kapsel (talerzówę) i dopiero taki kapsel był tym rasowym, z którym nie było wstyd się pokazać na podwórku.
      • Zbigniew Garderewicz Zgłoś komentarz
        A w gazde,dolki,zoske-to byly czasy!
        • Adam M. Popławski Zgłoś komentarz
          teraz dzieci tego nie zrozumieją. już gimba ma zabawę w "słoneczko".
          • Mateusz Skarbek Zgłoś komentarz
            "Dzieci rzuciły się na telewizję, komputery (oczywiście nie mam tutaj na myśli "Kwiato", który po prostu ciężko pracował na treningach, by stać się zawodowcem). Nagle podwórka
            Czytaj całość
            stały się puste, a ostatnie etapy namalowane kredą zmył deszcz. " Wcale tak nie było, tylko zwyczajnie wszyscy dorośli. W latach 90' grało się w co innego na podwórku. W 00' podobnie, choć weszły nowe rzeczy. Teraz to już nawet nie wiem ale dzieciaków zawsze sporo na podwórku, mimo ze nigdy nie miały takiego łatwego dostępu do komputerów i elektroniki.
            • ZKS SMOK Zgłoś komentarz
              my graliśmy kapslami w żużel ,to były czasy,na każdym osiedlu praktycznie był tor namalowany,a jak padał deszcz to przechodziło się do bloku na półpiętro,tam był tez tor(zadaszony)
              Czytaj całość
              :) piekne czasy!!!!
              • Teofi Zgłoś komentarz
                Znalazłem artykuł w sieci o kapsalch napisali dość sporo pod spodem link i krótki cytat dla tych co nie mają ochoty czytać całości.
                Czytaj całość
                http://www.eioba.pl/a/3925/gry-i-zabawy-w-czasach-prl "kapsle - kultowa gra podwórkowa, w szczytowym okresie sukcesów polskich kolarzy, osiągająca znamiona epidemii. Poprzez "pstrykanie" kapsli po specjalnej trasie, rozgrywano "Wyścigi pokoju" " To w których latach jeździli Szurkowski i Szozda?
                • yes Zgłoś komentarz
                  "Dla każdego młodzieńca w owym czasie specjalny worek wypełniony kapslami był rzeczą bezcenną" - mieli łatwiejsze życie niż ja ;) Grałem kapslami w Wyścig Pokoju i w żużel w
                  Czytaj całość
                  czasach, gdy było o nie trudno. Butelki były zamykane na sprężynę i trzeba było starać się, by je mieć Nieraz chciało się pograć lecz nie było czym. "...wpisały się na stałe w obraz PRL-u. W latach 70. i 80" - to już nie mój czas. Nawet nie pamiętam, że dzieci grały jeszcze w tych dekadach w kapsle...
                  • głos z Rzeszowa 61 Zgłoś komentarz
                    " Obecni 40- i 30-latkowie kochali tę grę" zaraz . Obecni prawie 50-cio czy 60- cio latkowie to i owszem .: Szurkowski, Szozda, Hanusik, Mytnik, toż to koniec lat sześćdziesiątych i lata
                    Czytaj całość
                    siedemdziesiąte . A KAPSLAMI BA GUZIKAMI PLASTIKOWYMI WYTAPIANYMI W NAKRYWKACH PASTY OD BUTÓW to grali starsi . Obecni 30-sto latkowie to inna bajka . SZ. P. redaktor musi podnieść znacznie swój "warsztat" a nie pisać bzdety.
                    • Teofi Zgłoś komentarz
                      Kto to pisał!!!! Kapsle były naprawdę modne dekadę i dwie wcześniej niż się informuje. Sam zapylałem pod sklep gdzie znajdowało się kapselki po piwie:D potem tuning szlifowanie o
                      Czytaj całość
                      płyty chodnikowe i ewentualne dociążanie np plasteliną. I jazda na trasę. Dziesięć lat później hehe to dzieciaki siedziały przy comodore lub atari a nie kapsle im były w głowie. Wielokrotny Mistrz Osiedla. Pozdrawiam
                      • apollo3300 Zgłoś komentarz
                        Grałem !!! Rany jak grałem , spóźnialiśmy się na lekcje, do kościoła i do domu permanentnie ! :) Miałem kapsle pomalowane na żółto i tęczowo ! Grałem "Piaseckim" albo "Uve
                        Czytaj całość
                        Raabem"; to były piękne czasy !!! ::))
                        • 12MP 18PP Zgłoś komentarz
                          Trochę słabe foto poglądowe dobraliście, bo pustymi kapslami raczej się nie grało. ;] My częściej graliśmy w piaskownicy niż na twardej powierzchni, chociaż też się zdarzało.
                          Czytaj całość
                          "Rysowało" się nogą jakąś fantazyjną trasę na piasku, po czym dokładało różne przeszkody typu skocznie, tunele itp., np. ze znalezionego kawałka sklejki czy tektury. Kapsle musiały być nieźle wyważone, bo na piaskowej trasie szybciej się zatrzymywały niż na asfalcie. Jak już się z czasem kapsle przeżarły, to się grało w czołgi w piaskownicy. Takie pierwsze "World of Tanks", tylko 30 lat wcześniej. Piszczele do dzisiaj mnie bolą bo niektórych rundach. ;]
                          • PiKey Zgłoś komentarz
                            Hehe... pamiętam to doskonale. Szurkowski, Szozda, Mytnik... takie nazwiska nosiły najczęściej kapsle za czasów mojej fascynacji tą grą ;)
                            Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
                            ×