Jedynym jasnym punktem w meczu był Patryk Gospodarek. Rozgrywający bydgoskiego zespołu przeciwko współliderowi tabeli zdobył 17 punktów, do których dołożył 9 asyst. Wymusił także 6 przewinień rywali, ale za to czterokrotnie tracił piłkę.
Mimo to jego gra mogła się podobać, choć na tle znakomicie działającej łańcuckiej maszyny, w pojedynkę nie był w stanie nic zdziałać. Zwłaszcza, że za 5 fauli parkiet musieli przedwcześnie opuścić Dorian Szyttenholm i Mateusz Fatz, a bez nich siła podkoszowa Enea Astorii Bydgoszcz jest po prostu niewystarczająca.
- 112 punktów straconych u siebie, to jest tragedia - nie ma co ukrywać. W ataku także nie wygląda to dobrze. Mamy jeszcze kilka meczów. Trzeba będzie spróbować się podnieść i miejmy nadzieję, że będzie to lepiej wyglądało, bo na ten moment w naszej grze nie ma żadnych pozytywów - nie owijał w bawełnę Gospodarek.
I trudno mu się dziwić, gdyż gra Enea Astorii nic a nic nie wygląda lepiej. Bydgoszczanie potrafili w trakcie sezonu wygrać z Pogonią Prudnik czy Spójnią Stargard, powalczyć jak równy z równym z rewelacyjnym beniaminkiem z Leszna, ale co z tego, skoro w wielu meczach byli jedynie tłem dla przeciwnika?
Do zakończenia sezonu zasadniczego pozostało już zaledwie osiem spotkań. I to dużo, i mało. Prawdopodobnie czarno-czerwoni nie zdołają już polepszyć swojej sytuacji na tyle, aby liczyć się w walce o bezpieczne utrzymanie. Celem dla nich pozostaje natomiast poprawa stylu gry, bowiem na papierze bydgoszczanie na pewno nie są tak słabi, jak może na to wskazywać ostatnie, 16. miejsce w ligowej tabeli.
ZOBACZ WIDEO Wraca Liga Mistrzów. Polacy odegrają kluczowe role? (źródło: WP)
{"id":"","title":""}