Prachnio w UFC zadebiutował w lutym 2018 roku po kapitalnych występach w organizacji One Championship. Choć do starcia z doświadczonym Samem Alveyem przystępował jako faworyt, to przegrał przez nokaut już w 1. rundzie.
O kolejnych dwóch starciach Polaka w UFC też najlepiej zapomnieć. Błyskawicznie nokautowali go również Magomed Ankalajew i Mike Rodriguez. Wydawało się, że Marcin Prachnio nie otrzyma już kolejnej szansy występu w oktagonie Ultimate Fighting Championship, ale amerykańska organizacja postanowiła dać mu jeszcze jedną szansę.
Na UFC 257 w Abu Zabi, gdzie walką wieczoru będzie rewanż Conora McGregora z Dustinem Poirierem, Prachnio zmierzy się z Khalilem Rountree. Choć zdecydowanym faworytem jest Amerykanin, to 32-latek widzi swoje szansę na zwycięstwo i zapowiada nową wersję siebie.
ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: tego talentu Chalidowa nie znaliśmy. Co za umiejętności!
- Poukładałem sobie w głowie, zacząłem pracować z psychologiem. Wcześniej też pracowałem, ale dało mi to większego "kopa". Wróciła do mnie ta moc, którą miałem, gdy walczyłem jeszcze w One Championship. Ta walka zacznie znowu moją dobrą passę - powiedział Marcin Prachnio w programie Koloseum na antenie Polsatu Sport.
Prachnio zmierzy się z Rountree w jednym z pierwszych pojedynków UFC 257. Transmisję z jego walki jak i pozostałej części gali przeprowadzi Polsat Sport.
- Na razie w UFC nie pokazałem nic, do czego jestem zdolny, a tak wiele się nauczyłem przez ten czas - dodał polski zawodnik kategorii półciężkiej.
Czytaj także:
Szpilka negocjuje, dwaj rywale w grze
Królewskie powitanie McGregora