Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Tenis
  • Zimowe

Kibic poparzony racą skarży PZPN

Krzysztof poczuł potworny ból. Dopiero, gdy odzyskał przytomność, dowiedział się, że został trafiony racą. Teraz domaga się od PZPN, organizatora finału Pucharu Polski, odszkodowania w wysokości 25 tysięcy zł. Związek nie poczuwa się do winy.

Marek Wawrzynowski
Marek Wawrzynowski
Oparzenia pana Krzysztofa Archiwum prywatne / Oparzenia pana Krzysztofa

- Piękne słońce, prawda? Ale niestety nie dla mnie - mówi Krzysztof spod Warszawy. Ściąga koszulkę i pokazuje ranę na plecach. Ma kształt płaskiego trójkąta równoramiennego. Minęły już co prawda dwa lata, ale wciąż ją widać. Jako emeryt lubi jeździć w ciepłe kraje, ale teraz jest to utrudnione. Kiedyś próbował się opalać, ale rana nagle zrobiła się czerwona. Na wszelki wypadek pan Krzysztof wyciąga plik zdjęć.

- Byliśmy niedawno na wakacjach i wszyscy na basenie się na mnie gapili jak na durnia, bo jako jedyny pływałem w koszulce - mówi.

Krzysztof jest 63-letnim kibicem Legii Warszawa, takim "od zawsze". A od sześciu lat ma karnet i chodzi na każdy mecz. 3 maja 2016 roku wybrał się na Stadion Narodowy na finał Pucharu Polski, w którym jego ukochana drużyna grała z Lechem Poznań. W pewnym momencie warszawscy kibice wywiesili wielką flagę z kawalerzystą.

- Nie tylko nic nie widziałem, ale też zacząłem się dusić. Dlatego, podobnie jak dziesiątki innych osób, pobiegłem w górę schodów i stanąłem nad flagą. Kilka metrów za nami kibice odpalili race - opowiada. Chwilę później poczuł potworny ból, zanotował jeszcze nieprzyjemny swąd palonej skóry i stracił przytomność. Potem dowiedział się, że raca, która wpadła mu za koszulkę, pali się w temperaturze 1600 stopni.

Ocknął się w punkcie medycznym. Ratownik z firmy medycznej "Falck" zeznał potem, że oparzenia pochodziły od racy a on musiał wyrywać z ciała wtopione w nie kawałki koszulki. W protokole medycznym określił, że doszło do poparzeń 5 proc. ciała. Zalecił transport do szpitala, ale Krzysztof chciał obejrzeć mecz i odmówił.
Oparzenia pana Krzysztofa / Fot. Archiwum prywatne Oparzenia pana Krzysztofa / Fot. Archiwum prywatne
Dziś uważa, że winę za jego obrażenia ponosi organizator meczu, czyli PZPN. Dlatego napisał do związku pismo, domagając się odszkodowania w wysokości 10 tysięcy złotych. Nie dostał odpowiedzi, więc zatrudnił kancelarię prawną. Teraz w sądzie domaga się 25 tysięcy złotych. Mówi, że koszty się zwiększyły, musi zapłacić za adwokata, poświęcić sporo czasu na zbieranie materiałów.

Przed zdarzeniem prowadził małą działalność polegającą na sprzedaży materiałów na grilla do hurtowni. Po wypadku długo nie mógł jeździć samochodem i wypadł z branży. Na pytanie, czy nie mógł robić tego telefonicznie, wybucha śmiechem.

PZPN oficjalnie nie chce komentować sprawy. Ale dowiadujemy się, że związek nie czuje się odpowiedzialny. Będzie powoływał się na wyrok Sądu Apelacyjnego w Katowicach z 2012 roku. Dotyczyło to sprawy kibica, który 3 lata wcześniej, również podczas finału Pucharu Polski, dostał w głowę betonową płytą i stracił wzrok w jednym oku. Sąd uznał, że PZPN nie musi wypłacać odszkodowania. Związek uważa, że sprawa jest w tym przypadku podobna. Nie kwestionuje, że samo zdarzenie miało miejsce, nie kwestionuje też obrażeń Krzysztofa. Po prostu uważa, że nie ponosi odpowiedzialności.

PZPN wskazuje na dwa rodzaje odpowiedzialności:

- pierwsza jest taka, że organizator imprezy jest odpowiedzialny za wszystko, co wydarzy się w czasie jej trwania;

- druga - że organizator nie dopełnił różnych formalności, które doprowadziły do obrażeń.

PZPN nie czuje się winny, chce wykazać, że dopełnił wszelkich formalności, a zdarzenie było niezależne od niego. Sprawą sporną pozostaje, kto doprowadził do wniesienia tak dużej ilości rac na stadion. PZPN pytany przez dziennikarzy o to, czy istniało porozumienie między związkiem a grupami organizującymi oprawy, nie zaprzeczał, nie odniósł się też do tego rodzaju insynuacji w mediach. Rzecznik związku wypowiedział się jedynie, że "nie było zgody na rzucanie racami na płytę".

Obie strony zgadzają się co do jednego. Sprawa może być groźnym precedensem. Oczywiście dla organizatorów imprez. Jeśli sąd przyzna rację Krzysztofowi, może to oznaczać coraz więcej podobnych spraw. Podczas wspomnianego finału punkt medyczny przeżywał prawdziwe oblężenie.

W zeznaniach ratownika medycznego czytamy m.in.:

"Zdarzało się, że na innych meczach był wnoszony alkohol i race, ale nigdy nie było tyle ofiar", "jedna z pacjentek była nieprzytomna, miała astmę i tego nie wytrzymała", "pod koniec pierwszej połowy kibice odpalili race, wynosili nam wtedy ludzi", "ktoś kto jest w kłębach takiego dymu, czuje się okropnie, z problemami dróg układu oddechowego zgłosiło się wtedy do mnie wiele osób", "nie pamiętam ile osób było wtedy z oparzeniami, ale kilka było", "od strony organizacyjnej można mieć żal do organizatorów, że bardziej nie pilnowali ludzi".

Mediacje nie przyniosły skutku. Krzysztof sugerował, że jeśli związek nie chce płacić, to można to załatwić w inny sposób - dać zatrudnienie na jakiś czas albo ufundować bilety na mundial. PZPN uznał to za kuriozalne. W piątek 20 lipca kolejna rozprawa.

ZOBACZ WIDEO Duże wyzwanie przed Jerzym Brzęczkiem. "Doświadczenie z Wisły Płock może mu pomóc"
Czy race powinny być zakazane?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Polub Piłkę Nożną na Facebooku
Zgłoś błąd
inf. własna
Komentarze (76)
  • Kriss1 Zgłoś komentarz
    I Jak się okazało kibic wygrał I instancje. Niestety Sąd przyznał mu tylko 15 000 zł, a nie 25 000. Gdybyśmy mieszkali na Zachodzie nie obyło by się poniżej 100 000zł.Ale brawo Sąd,
    Czytaj całość
    że ogóle wygrał :)
    • Justyna Perec Zgłoś komentarz
      japrdl czlowieku kobiety maja wieksze rany np po cesarce i ida na plaze . 60 latek ma jazdy jak dziecko. widac ze z Ległej tfu
      • Tm1234567890 Zgłoś komentarz
        *2 maja 2016 roku wybrał się na Stadion Narodowy na finał Pucharu Polski, w którym jego ukochana drużyna grała z Lechem Poznań.
        • Pulpus Zgłoś komentarz
          Brak Slow
          • sdöklghaälsdj Zgłoś komentarz
            Racja, jezeli Organizator nie umie zabezpieczyc bezpieczenstwa to niech placi
            • Łysy.84 Zgłoś komentarz
              Moim zdaniem gosc powinien uderzyc z odszkodowaniem do firmy ochroniarskiej gdyz oni biora kase za utrzymanie bezpieczenstwa. Same race sa fajne ale po tym co zrobila Arka w finale PP (strzelali
              Czytaj całość
              z rakietnic w sektor Legionistow) czy chocby Piast na Gorniku (rzucali racami w sektor rodzinny ! Swoja droga kto wymyslil sektor rodzinny kolo sektora gosci ) race powinny byc zabronione a uzycie ich na imprezie masowej to powinien byc kryminal. Problem polega na tym ze ci z ochrony to barany i niepotrafia nikogo zlapac i ukarac albo zlapia niewinna osobe (taka ktora sie nie stawia)
              • Krzysztof Kurowski Zgłoś komentarz
                • MartinezZz Zgłoś komentarz
                  Zapalasz race? = Odsiatka bez apelacji i zawiasów 2 lata + dożywotni zakaz wejścia na stadion piłkarski na terenie całego kraju. Toż to kurna takie proste. Zrobić i tych frajerów się
                  Czytaj całość
                  pozbędziemy....
                  • zbych22 Zgłoś komentarz
                    Ja, idąc na mecz chcę oglądać piłkarskie wyczyny,a nie piromanów. Chcę patrzeć na boisko,a nie rozglądać się wokół czy nie leci we mnie raca. Boniek kiedyś w studio TVN podczas
                    Czytaj całość
                    wywiadu zaprezentował racę mówiąc,ze to nic strasznego i że jest to element oprawy meczowej. Takie oprawy to niech sobie w domu robi.
                    • PoloniaWielka Zgłoś komentarz
                      A kto mu kazał siadać na takim sektorze? Poza tym "kibic od zawsze"? A karnet dopiero od 6 lat? Raczej sezonowiec. Były wyniki to bywał na stadionie. A organizatorem meczu była Legia i to
                      Czytaj całość
                      ochrona Legii pozwoliła wnieść race. PZPN chyba nie jest tu właściwym adresatem . A wypadki z racami zdarzają się rzadko. I oprawy są często najciekawszym elementem meczów w polskiej lidze przy miernym poziomie tej ligi. Nikt nikomu nie każe siadać wśród ultrasów. Są inne sektory. Poza tym, facet ponoć nie mógł pracować. A jakoś mecz do końca chciał obejrzeć.
                      • Cyclist Zgłoś komentarz
                        Dlatego normalni kibice,którzy chcą po prostu oglądać mecz nie powinni siedzieć na sektorze ultrasów bo potem dochodzi do takich niebezpiecznych sytuacji.
                        • lord 123 Zgłoś komentarz
                          W USA dostałby Pan pare milionów i radze o taką kwotę walczyć. Tylko najpierw znaleźć dobrego adwokata i zaproponować 20/30% wygranej sumy. 20% od 1 miliona. Będzie Pan miał propozycje
                          Czytaj całość
                          adwokatów z całego świata.
                          • Krzysiek Łukaszewski Zgłoś komentarz
                            Panu się należy odszkodowanie i zadośćuczynienie. Kwota może być kilkukrotnie większa, słabego ma Pan adwokata.
                            Zobacz więcej komentarzy (19)
                            Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
                            ×
                            Sport na ×