Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Skoki narciarskie
  • Tenis

ME 2020. Maciej Rybus: W Lokomotiwie mógłbym skończyć karierę

W Lokomotiwie Moskwa mam jeszcze przez rok ważny kontrakt. Robię wszystko, żeby umowę przedłużyć. Czuję się tam na tyle dobrze, że mógłbym w Lokomotiwie grać do końca kariery - mówi Maciej Rybus, obrońca reprezentacji Polski.
Paweł Kapusta
Paweł Kapusta
Maciej Rybus WP SportoweFakty / Michał Domnik / Na zdjęciu: Maciej Rybus

Przyzwyczaił się pan już, że gdy wypada pan z kadry z powodu kontuzji, cała Polska rozpoczyna poszukiwania lewego obrońcy? W ośmiu ostatnich meczach zagrało czterech lewych obrońców. Pan będzie piątym.

Maciej Rybus, piłkarz reprezentacji Polski i Lokomotiwu Moskwa: Spokojnie, nie mam jeszcze takich informacji, że na pewno zagram. Ale oczywiście bardzo bym sobie tego życzył, bo w końcu pojawiłem się na zgrupowaniu, by wybiec w dwóch meczach na boisko w pierwszym składzie. Rywalizacja jest jednak spora, bo oprócz mnie na lewej stronie obrony zagrać może na przykład Artur Jędrzejczyk, jest też Bartek Bereszyński. Były już przecież próbowane takie warianty.

Tęsknota za lewonożnym, lewym obrońcą jest jednak w naszym kraju wyczuwalna od dawna.

Miło słyszeć, ale trzeba jeszcze pokazać odpowiednią jakość na boisku.

ZOBACZ WIDEO "Druga połowa". Czy Szczęsny mógł poczekać z operacją kolana? "Ryzyko zagrania w meczach eliminacyjnych było za duże"

CZYTAJ TEŻ - El. ME 2020: Arkadiusz Milik: Ten sezon był tylko przetarciem - KLIKNIJ!

Choć w narodowym zespole jest pan już od dziesięciu lat, to tym razem czeka pana debiut. U Jerzego Brzęczka pan jeszcze nie grał. Jak nastrój?

Ostatni raz byłem z kadrą na pechowych dla nas mistrzostwach świata. Później jeszcze raz pojawiłem się na zgrupowaniu, ale niestety przyjechałem z kontuzją, więc nawet nie zdążyłem się poznać ze sztabem i nowym trenerem.

W końcu jednak pan wrócił. Są duże różnice na zgrupowaniu kadry w porównaniu do zgrupowań za selekcjonera Adama Nawałki?

Przede wszystkim jest wiele nowych twarzy - zawodników, ale także w sztabie. Założenia są jednak takie same. A różnice? Na posiłkach jest trochę inaczej stół ustawiony. Jeśli jesteś pięć minut przed wyznaczoną godziną posiłku, możesz zacząć jeść. Jeśli ktoś skończył wcześniej - może odejść od stołu. U trenera Nawałki było inaczej, czekaliśmy na sygnał. Później trener Tkocz podchodził do nas i przekazywał plan na dalsze części dnia i zgrupowania. Jeśli chodzi o treningi, też wyglądają odrobinę inaczej, bo każdy trener ma swoje metody, schematy. Zajęcia są przyjemne, ale intensywne. Poza tym trwające zgrupowanie różni się od wcześniejszych. Przeważnie jest tak, że są trzy treningi, rozruch, stałe fragmenty gry i od razu mecz. Teraz mamy więcej czasu, możemy popracować nad taktyką.

Z pana zdrowiem jest już wszystko w porządku?

Miałem problem z pachwiną, ponad trzy miesiące leczyłem tę kontuzję. Na dodatek pod koniec sezonu doznałem drobnej kontuzji mięśnia dwugłowego uda, byłem przez to osiem dni wyłączony z treningów. Na to zgrupowaniu pojawiłem się wcześniej niż reszta zawodników. Poćwiczyłem z trenerem i na szczęście nie ma już tematu mojego zdrowia.

Selekcjoner podczas poniedziałkowej konferencji prasowej mówił, że jest pan oszczędzany.

W poniedziałek na koniec treningu były jeszcze kilkuminutowe, małe gry - czterech na czterech zawodników. Trener powiedział, żebym nie brał w tym udziału, ściągnął mnie więc 10 minut przed końcem zajęć. Wtorkowy trening zaliczyłem już jednak w całości i jestem w stu procentach gotowy na piątkowy mecz.

Nie dość, że mistrzostwa nam się nie udały, to w sezonie zdarzały się panu kontuzje utrudniające regularną grę. Można powiedzieć, że za panem trudny moment?

Tak naprawdę tylko jedna poważniejsza kontuzja mi się przytrafiła - właśnie  pachwiny, o czym już wspomniałem. Zresztą, do dzisiaj nie jest ona do końca wyleczona, bo przy większych obciążeniach, na przykład podczas okresu przygotowawczego, gdy trzeba trenować dwa razy dziennie, daje się we znaki. Czuję ból. Były momenty, że trenowałem tylko raz dziennie, żeby się nie przeciążać. Nie zdecydowałem się na razie na zabieg. Mogę grać z tą przypadłością, operacja będzie ostatecznością.

Z czego biorą się pana urazy?

Nie mam pojęcia, nie jestem lekarzem. Nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Być może wpływ na to ma fakt, że jestem zawodnikiem grającym na boku boiska. Wykonuje się tam wiele sprintów - zarówno podczas meczów, jak i podczas treningów. Tego wymaga ode mnie pozycja, na której gram. Może przez to mięśnie nie wytrzymują.

Sześć punktów po dwóch meczach, a po poniedziałkowym spotkaniu z Izraelem może być 12 oczek na koncie. Wjeżdżamy powoli na autostradę do Euro?

Jeśli rzeczywiście uda się wygrać dwa najbliższe mecze, będzie można tak powiedzieć. Mając 12 punktów, trudno będzie popsuć tę sytuację.

CZYTAJ TEŻ - Piotr Zieliński przed Macedonią: Uwaga na Pandewa! - KLIKNIJ!

Nie ma pan wrażenia, że Polsce w tych eliminacjach trudno będzie przegrać choć jeden mecz?

Dwa pierwsze, marcowe spotkania eliminacji są dowodem na to, że wszystko może się wydarzyć. Początek meczu w Austrii był z naszej strony bardzo nerwowy, rywal stworzył sobie kilka dobrych okazji. Przeciwko Łotwie też nie wyglądało to tak, jakby wszyscy chcieli. Miało być łatwo, cztery gole, spacerek - skończyło się na trudnym wyzwaniu. Łotwa nas postraszyła.

Do meczów z Macedonią i Izraelem podejdziemy jako liderzy grupy, ale jeśli dokładnie przyjrzymy się naszym meczom, to zobaczymy obraz kadry, która już bardzo dawno nie dała koncertu. Od bardzo dawna nie zagraliśmy meczu, w którym udałoby się zdominować rywala i pokazać naprawdę dobry futbol.

Pierwszy mecz za kadencji nowego selekcjonera był dobry - ten w Bolonii przeciwko Włochom. Był to mecz przyjemny dla oka, najlepszy z ostatnio przed reprezentację rozegranych. Później było słabiej, ale nie wiem, czym było to spowodowane. Nie byłem przecież z drużyną. Czekamy na taki mecz, w którym od początku do końca bylibyśmy spokojni o wynik. Mam nadzieję, że nastąpi to już w piątek.

Robert Lewandowski powiedział, że największym wyzwaniem dla kadry na tym zgrupowaniu będzie rozegranie dwóch równych meczów. W ostatnim czasie nieczęsto nam się to udawało.

To prawda, naszym celem jest wygranie dwóch meczów, choć wiemy, że nie będzie o to łatwo. Macedonia ma cztery punkty, na pewno czeka nas na wyjeździe bardzo trudny mecz. To zespół, który w ostatnich latach zrobił wielki postęp. Codziennie mamy analizy ich gry. Ich wahadłowi są bardzo wybiegani, często podłączają się pod akcje ofensywne. Do tego - doświadczony napastnik Pandew, który potrafi się znaleźć w polu karnym i strzelić gola. Na pewno nie jest to drużyna z najniższej półki. Trzeba na nich uważać, ale mimo wszystko jestem pozytywnie nastawiony.

Od 10 lat jest pan już w drużynie narodowej, ma pan na koncie kilkadziesiąt meczów. Ma pan więcej do powiedzenia w szatni? Zmieniła się pana rola?

Nie mam wrodzonych cech przywódczych. Jak trzeba, to się odezwę. Ale na pewno nie jest tak, że na kogoś krzyczę podczas treningów. Nigdy taki nie byłem i już nie będę. Nie będę na siłę pokazywał, że jestem w tej drużynie dłużej od innych.

Chciałby pan jeszcze spróbować swoich sił w zachodniej lidze?

Mam jeszcze rok ważnego kontraktu w Lokomotiwie i chciałbym w tym klubie zostać. Pracuję nad tym, żeby ten kontrakt przedłużyć. Wszystko jest na dobrej drodze. w Lokomotiwie czuję się naprawdę dobrze. Jeśli będą mnie tam chcieli, mógłbym tam nawet zostać do końca kariery.

Czy według Ciebie Maciej Rybus znajdzie się w pierwszym składzie reprezentacji Polski na mecz z Macedionią?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Polub Piłkę Nożną na Facebooku
Zgłoś błąd
WP SportoweFakty

Komentarze (0):

    Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
    ×
    Sport na ×