Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Skoki narciarskie
  • Tenis

Radosław Majecki. Jedna reprymenda wystarczyła

Kiedyś jego zdjęcie z piwem w ręku krążyło po sieci, ale Radosław Majecki szybko zrozumiał, że nie o to chodzi. Nie zachowuje się jak typowy nastolatek, już uczy się francuskiego, a do AS Monaco chce wejść z drzwiami jak rok temu do Legii.
Mateusz Skwierawski
Mateusz Skwierawski
Radosław Majecki Getty Images / Na zdjęciu: Radosław Majecki

Po dobrym sezonie w Stali Mielec bramkarz rzucił sobie kolejne wyzwanie. "Wracam do Warszawy walczyć o skład" - powiedział do swojego menadżera z takim przekonaniem, jakby od Legii dostał obietnicę gry na piśmie. Odrzucił kilka ofert wypożyczenia i agenci zawodnika zastanawiali się, czy nie jest to zbyt ryzykowna decyzja. Ale Radosław Majecki z numeru trzy awansował do pierwszego składu Legii już w październiku 2018 r. W debiucie dał drużynie awans po karnych w Pucharze Polski z Piastem Gliwice i zaczął grać w lidze.

- Z perspektywy czasu tamto wyzwanie oceniam na trudniejsze od możliwości przebicia się Radka w AS Monaco - mówi Rafał Szczypczyk z agencji box2box, który reprezentuje zawodnika. - Wtedy był jeszcze zawodnikiem na dorobku, nic wielkiego nie osiągnął, widzieliśmy jednak, jak walczył, jak był skoncentrowany na celu. Jeżeli te same mechanizmy zastosuje w Monaco, to też mu się uda - dodaje Szczypczyk.

W Monaco nikt nie obiecał bramkarzowi gry w pierwszym składzie. Co jednak ma mu pomóc, to podejście do obowiązków i właśnie "mental". Rodzice zawodnika pracują fizycznie i nauczyli piłkarza szacunku do wykonywanego zawodu. 

ZOBACZ WIDEO: Transfer Radosława Majeckiego majstersztykiem. "Przejście do AS Monaco to świetna decyzja!"

Majecki średnio pasuje do dzisiejszej młodzieży. Zachowuje się skromnie, nie robi wokół siebie szumu w internecie, unika wywiadów, bo twierdzi, że "jeszcze nic nie osiągnął". Woli skromniej się ubrać i nie kręci się po mieście w poszukiwaniu wrażeń. Znajduje je na boisku. Choć kiedy miał 16 lat, zasłużył na reprymendę. Oglądał w domu mecz, jadł pizze i pił piwo, a zdjęcie z puszką alkoholu znalazło się w internecie.

Jacek Magiera, trener w Legii, zaprosił go wtedy na rozmowę wychowawczą. - Młodzi ludzie popełniają błędy, najważniejsze, co z tym później robią. Wyjaśniłem mu kilka rzeczy i powiedziałem, że zapominam o sprawie w momencie, kiedy opuści mój gabinet. Nigdy więcej nie musieliśmy wracać do tego tematu - opowiada szkoleniowiec.

Później zawodnik do wszystkiego podchodził poważnie, z przejęciem i skupieniem. Tydzień przed podpisaniem kontraktu z AS Monaco zapisał się na lekcję francuskiego. Sam wpadł na ten pomysł, stwierdził, że latem musi posługiwać się w tym języku na przyzwoitym poziomie. Płynnie mówi już po angielsku, od jakiegoś czasu uczy się też hiszpańskiego.

- Dobrze reaguje na błąd, w życiu i na boisku. Przyjmuje krytykę, słucha. Ale nie godzi się z rolą rezerwowego. Jak prowadziłem pierwszą drużynę Legii, to Radek już wtedy widział się wśród najlepszych - charakteryzuje bramkarza Magiera.

I z czasem posadził na ławce Arkadiusza Malarza, Radosława Cierzniaka, z kadry do lat 20 trafił do pierwszej reprezentacji i za 7 milionów euro przeszedł do ligi francuskiej. Monaco zgłosiło się po niego latem, rozmowy na temat transferu trwały pół roku, klub poszukiwał młodego bramkarza, ale ogranego w solidnym zespole. On w Legii wystąpił już 45 razy.

- Radek pokonał kilkunastu konkurentów. Warto zauważyć, że od momentu, gdy Monaco zaczęło uważniej śledzić losy Radka, trzykrotnie zmienił się tam sztab szkoleniowy. Ale każdy kolejny popierał ten transfer - opowiada Szczypczyk.

Bramkarzem interesowały się też inne zespoły. - Ofertę były gotowe złożyć drużyny z każdej ligi, ale postawiliśmy na taki zespół, w którym ścieżka rozwoju Radka będzie dla niego najbardziej korzystna. Na przykład celowo odrzuciliśmy Anglię. Jeszcze nie czas. Co do innych możliwości - nie każdy klub zgodziłby się również zapłacić pieniądze już teraz i dostać zawodnika za kilka miesięcy, a to był nasz warunek, chcąc zwiększyć szansę jego wyjazdu na mistrzostwa Europy - komentuje agent.

Krzysztof Dowhań: Szczęsny czy Fabiański? Najchętniej postawiłbym na obu

Wojciech Kowalewski kilka miesięcy temu był gotowy się założyć, że bramkarz długo nie pogra w ekstraklasie, bo zaraz ktoś go z Legii wykupi. I tak się stało. Od lata bramkarz będzie grał w Monaco, najbliższe pół roku spędzi jeszcze w Warszawie.

- Jest dobry taktycznie, technicznie i mentalnie. Biorąc pod uwagę wszystko, ma parametry powyżej średniej bramkarzy z jego rocznika - mówił o nim Kowalewski. W kadrze do lat 20 był trenerem Majeckiego. - Jest głodny sukcesu, ale nie narzuca sobie nadzwyczajnego tempa, działa bardzo racjonalnie i rozsądnie. Na pewno nie zwariuje od sukcesu - twierdzi.

Krzysztof Dowhań, trener bramkarzy Legii, dodaje: - Jest bardzo równy. Ma wszystko, żeby wskoczyć na poziom międzynarodowy - twierdzi. 

Magiera widzi w Majeckim lidera. Na mistrzostwach świata do lat 20 był kapitanem jego drużyny. - Mówi konkretnie, wystarczy mu jedno zdanie, żeby trafić w punkt. Zanim zabierze głos, przemieli to, co ma w głowie. Nie przeklina, na zasadzie: "ku...a trzeba zapie...ć". Nie krzyczy, nie robi nic na pokaz - opowiada Magiera.

I dodaje, że Majecki zawsze zwraca uwagę na detale. - To na dziś tylko podpisanie kontraktu, wiem, że kilka wywiadów i duża suma za transfer go nie zadowoli. Sensownie ubrał się na prezentację, w marynarkę i krawat, to szczegóły, ale ludzie sukcesu tak mają - kończy szkoleniowiec.

Legia - Lech. Wojciech Kowalewski: Majecki może być jak Boruc czy Szczęsny

Czy Radosław Majecki będzie w przyszłości pierwszym bramkarzem reprezentacji Polski?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Polub Piłkę Nożną na Facebooku
Zgłoś błąd
WP SportoweFakty
Komentarze (5):
Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
×
Sport na ×